Zapatrywania na Play-Offy. Czyli kto będzie mistrzem FGE w tym sezonie?

Kiedy wszyscy z zaciekawieniem spoglądają na to, co dzieje się na parkietach Tauron Basket Ligi to tak jakby troszkę bez echa przechodzi fakt, że bardzo interesująco przedstawia się również rywalizacja w Ford Germaz Ekstraklasie. Na cztery kolejki przed końcem sezonu zasadniczego pokusiliśmy się o analizę szans czterech najlepszych zespołów ligi w kontekście walki o mistrzostwo kraju.

Za pierwsze miejsce w danej kategorii przyznawałem cztery punkty, za drugie trzy, za trzecie dwa i za czwarte jeden. Tym sposobem powstał ranking klasyfikujący drużyny Ford Germaz Ekstraklasy na podstawie szans na mistrza.

 

Rozgrywające:

 

  1. CCC Polkowice – Sharnee Zoll jest prawdziwym generałem drużyny Arkadiusza Rusina. To od niej zaczynają się wszystkie ataki i to do niej kierowane są piłki w momentach kryzysowych. Teraz ta sytuacja może się troszkę zmienić, przecież doszły Lavender i Bibrzycka, ale w dalszej mierze to głównie od Zoll będzie zależeć to, jak będzie wyglądała gra Polkowiczanek. Problemem w Play-Offach może być fakt, że Amerykanka tak naprawdę nie ma w zespole zmienniczki i często musi grać prawie 40 minut w meczu. To może wpłynąć destabilizująco na Jej formę. Niemniej jednak uważam, że na tej pozycji drużyna CCC ma najlepszą i najwszechstronniejszą koszykarkę spośród całej czwórki.
  2. Energa Toruń – Leah Metcalf, czyli druga podająca i przechwytująca całej ligi. Miewa przestoje w grze i traci sporo piłek, ale ciągle jest to bardzo dobra koszykarka. Bardzo dobrze uzupełnia się z Sepulvedą tworząc naprawdę szalenie ciężki do zatrzymania backcourt. Jeśli utrzyma tę dyspozycję w grach posezonowych to w przyszłym sezonie możemy być świadkami głośnego transferu z jej udziałem.
  3. Wisła Kraków – Paulina Pawlak. Pawlak ma tylu samo zwolenników, co i przeciwników. Przyznam szczerze, że ja należę raczej do tych drugich i jestem dość sceptycznie nastawiony do jej postawy na parkiecie. Często mam wrażenie, że kiedy tylko przebywa na boisku to od razu poziom gry Wisły słabnie. Szczególnie widać to po rozgrywkach Euroligi, gdzie ma styczność z dużo lepszymi od siebie koszykarkami. W Polsce nie jest to tak eksponowane, bo często ma szansę mierzyć się z rywalkami o dużo mniejszej klasie. Podejrzewam jednak, że gdyby nie wymogi, co do Polki na parkiecie to przegrywałaby rywalizację z Dabović.
  4. Lotos Gdynia – Constance Jinks. Po odejściu Jalcovej do włoskiej Familii Schio musiała w zespole pojawić się nowa rozgrywająca pierwszej piątki. Trzeba przyznać, że póki co jej gra wygląda bardzo przeciętnie. Na tle i tak przecież nie najmocniejszej Słowaczki wypada blado i raczej nie będzie dużym wzmocnieniem Gdynianek. Szczególnie źle wygląda jej współpraca z koleżankami, notuje mało asyst i dużo strat. Bardziej z niej rzucająca niż prowadząca grę.

 

Rzucające:

 

  1. Wisła Kraków – Erin Phillips. Australijka może nie imponuje w tym sezonie tak jak choćby w poprzednim, ale ciągle pozostaje jedną z największych gwiazd, jakie kiedykolwiek mieliśmy szansę oglądać na polskich parkietach. Ciekaw jestem jej postawy na parkiecie po tej felernej kontuzji, która się jej ostatnio przyplątała. Jeśli tylko będzie w pełni formy powinna znowu wprowadzić grę Wisły na wyższy poziom i stać się tym czynnikiem, który sprawi, że Krakowianki znowu sięgną po mistrzowską koronę.
  2. Lotos Gdynia – Jolene Anderson. Trzeba przyznać, że każda z tych ekip ma na pozycji nr 2 prawdziwy brylancik i ciężko było wybrać, która z koszykarek najbardziej zasługuje na miano najlepszej. O ile jeszcze Phillips jest raczej niekwestionowaną jedynką na tej liście, to już z Anderson, Maltsi i Sepulvedą miałem spory orzech do zgryzienia. Ostatecznie na drugą typuję właśnie zawodniczkę Lotosu. Teraz, kiedy zespół ponownie się osłabił dużo może zależeć właśnie od Amerykanki. Jeśli tylko dalej będzie trafiać z taką regularnością to może ten sezon nie powinien być jeszcze spisany na straty?
  3. CCC Polkowice – Evanthia Maltsi. Greczynka była naprawdę produktywna w Eurolidze. Widać, że mecze o dużą stawkę sprawiają jej olbrzymią przyjemność i wtedy tak naprawdę jej gra wygląda najbardziej efektywnie. W rozgrywkach FGE już tak różowo nie jest. Owszem, miewa mecze wspaniałe, kiedy trafia z dystansu jakby była w transie, ale są też takie, kiedy kompletnie nic jej nie wchodzi, a ona za wszelką cenę próbuje się przełamać. Cierpi na tym i zespół, i skuteczność zawodniczki. Jednak jej sporym atutem jest to, że tak naprawdę w każdym momencie może odpalić i przesądzić o wyniku meczu.
  4. Energa Toruń – Jazmine Sepulveda. Najlepszy strzelec ligi dopiero czwarty w tym podsumowaniu? Może to wygląda trochę dziwnie, ale po prostu uważam, że każda z zawodniczek, które są wyżej od niej prezentuje odrobinę wyższą kulturę gry. Gdyby Phillips, Anderson, albo Maltsi grały w zespole takim jak Energa to pewnie ich wyniki punktowe byłyby jeszcze bardziej imponujące niż te Sepulvedy. Na pewno jednak nie mamy do czynienia z koszykarką słabą. Po prostu inne są od niej lepsze.

 

Niskie skrzydłowe:

 

  1. Wisła Kraków – Nicole Powell. Tak naprawdę Amerykanka to silna skrzydłowa, która jednak w obecnym systemie gry Wisły bardzo często pełni rolę small forwarda. Powell to naprawdę dobra zawodniczka, z którą bardzo ciężko wygrać pojedynek fizyczny. Ma ciąg na kosz i bardzo często w ten sposób napiera na przeciwniczki. Nie obcy jest jej także rzut z dystansu, dlatego właśnie jest tak bardzo groźna dla rywalek.
  2. CCC Polkowice – Valeriya Musina. Nie wiadomo, jaki koncept rozwoju gry swojego zespołu ma trener Rusin. Czy będzie chciał poświęcić Musinę kosztem powracającej do wielkiej formy Agnieszki Bibrzyckiej, czy też to Rosjanka zostanie starterką na pozycji nr 3, a Bibę będziemy oglądać jako wchodzącą z ławki. Zawodniczka z Polkowic jest prawdziwym energizerem swojej drużyny. Gra niezwykle przebojowo, z taką odrobinę drapieżną nutką. Rzuca się na rywalki jakby od tego zależało jej całe życie. Te wszystkie określenia idealnie ją cechują. Bardzo dobrze współpracuje z Zoll, często nadążając za nawet najbardziej karkołomnymi próbami swojej rozgrywającej.
  3. Energa Toruń – Emilia Tłumak. Ciągle bardzo pożyteczna zawodniczka. Może już nie tak błyskotliwa jak kiedyś (starsi kibice na pewno kojarzą ją pod panieńskim nazwiskiem Lamparska), kiedy była uważana za jedną z najbardziej utalentowanych zawodniczek w Europie. Kapitan Energi służy jednak doświadczeniem i potrafi jak żadna inna koszykarka zrozumieć, kiedy jest czas na przyspieszenie gry, a kiedy na jej ustabilizowanie.
  4. Lotos Gdynia – Magdalena Ziętara. Młoda zawodniczka, która dopiero stawia pierwsze kroki w swojej seniorskiej karierze. W pierwszej piątce Lotosu znajduje się jednak trochę przez przypadek. Gdyby nie masowy exodus koszykarek z byłej stolicy polskiej koszykówki kobiecej to pewnie teraz ciągle wchodziłaby z ławki. Zdecydowanie odstająca poziomem od reszty skrzydłowych z najlepszej czwórki.

 

Silne skrzydłowe:

 

  1. Wisła Kraków – Ewelina Kobryn. Jedna z dwóch naszych najlepszych koszykarek na obecną chwilę. Po kontuzji, przez którą straciła pierwszą część sezonu nie widać już praktycznie żadnego śladu. Jak żadna inna koszykarka w Polsce potrafi swoimi zagraniami zdominować pomalowane i doprowadzić tym samym trenerów rywali do szewskiej pasji. Ponadto jej atutem jest niebywałe już doświadczenie w grze w najważniejszych meczach, ogranie w pojedynkach z nawet najlepszymi rywalkami (Henry, Robert, Lavender). Kobryn może stanowić problem nie do przeskoczenia dla coachów rywalek i tak naprawdę od tego, czy uda się ja powstrzymać zależy kwestia pokonania aktualnych mistrzyń Polski.
  2. Lotos Gdynia – Geraldine Robert. Robert potrafi w bezlitosny sposób obnażyć braki kryjących je rywalek. Szczególnie imponująco wygląda jej gra w spotkaniach ze słabszymi drużynami, gdzie potrafi kompletnie zdominować rywalizację w ataku. Trochę gorzej prezentuje się, kiedy ma za rywalkę koszykarkę o zbliżonych umiejętnościach. Pomimo to druga, najwartościowsza koszykarka Gdynianek i jeśli ona i Aneika Henry będą w formie to Lotos wcale nie stoi na straconej pozycji w starciu z żadną z drużyn. Nawet Wisłą, czy CCC.
  3. CCC Polkowice – Iva Perovanović. Reprezentantka Czarnogóry ma za sobą jak na razie bardzo udany okres gry w Polkowicach. Swoją grą przyzwyczaiła nas już do tego, że jest to koszykarka nad wyraz solidna, która praktycznie nie notuje słabych występów. Można powiedzieć, że cokolwiek by się nie działo to Perovanović swoje zadanie wykona. Pewnie, gdyby miała za partnerki trochę gorsze koszykarki to Jej zdobycze byłyby bardziej wartościowe, ale każdy kto ogląda FGE w tym sezonie wie, że tej koszykarki nie wolno oceniać tylko przez pryzmat cyferek.
  4. Energa Toruń – Julie Page. Podobna sytuacja jak z Sepulvedą. Znowu bardzo dobre osiągnięcia statystyczne, które pewnie stawiają ją na pierwszym miejscu wśród tej czwórki, ale pomimo wszystko to jednak nie ta klasa, co wyżej wymienione koszykarki. Taki jest niestety los Torunianek w tym starciu – jak dobrze nie wyglądałyby ich statystyki to jednak trzeba wziąć poprawkę na to z kim przyszło im się mierzyć. Odkładając to jednak na bok trzeba stwierdzić, że Page to z całą pewnością klasowa koszykarka, która wyróżnia się swoimi występami w PLKK.

 

Środkowe:

 

  1. Lotos Gdynia – Aneika Henry. Najlepsze, co przydarzyło się w tym sezonie targanemu różnorakimi perturbacjami Lotosowi to właśnie zatrudnienie Henry. Amerykanka jawi się nam jako prawdziwa dominatorka w polu trzech sekund, która z piłką jest w stanie zrobić prawie wszystko. Jej olbrzymia siła fizyczna naprawdę imponuje. Często ma się wrażenie, że obserwuje się nie słabą kobietę, a po prostu absolutnie dominującego środkowego. Potrafi też jednak zagrać troszkę dalej od kosza, na co pozwala jej wszechstronny arsenał manewrów w ofensywie. Naprawdę świetna zawodniczka.
  2. Wisła Kraków – Milka Bjelica. Kolejna reprezentantka Czarnogóry grająca w naszej lidze. Podobnie jak Perovanović szalenie pożyteczna po obu stronach parkietu. Tak samo jak w przypadku skrzydłowej CCC Jej gry nie wolno analizować tylko pod kątem statystyk, gdyż robi bardzo wiele pożytecznych rzeczy, które ciężko przykleić do jakichś konkretnych osiągnięć liczbowych. Przede wszystkim robi duży użytek ze swoich długich ramion nie pozwalając środkowym rywala na skuteczną grę na atakowanej desce. To spory kapital mieć takiego centra.
  3. Energa Toruń – Jelena Maksimović. Z pozoru przyciężkawa i dosyć mało ruchliwa środkowa toruńskich Katarzynek to tylko złudzenie. W istocie Maksimović to prawdziwa terminatorka w polu trzech sekund. Robi bardzo duży użytek ze swoich warunków fizycznych grając w sposób bardzo siłowy. Kiedy jednak trzeba potrafi zaskoczyć rywalki również sprytnym zagraniem dalej od kosza. Poza tym jak na swoje gabaryty jest naprawdę bardzo zwrotna.
  4. CCC Polkowice – Agnieszka Majewska. Tę zawodniczkę chroni głównie przepis o tym, że na parkiecie musi znajdować się Polka. Wprawdzie teraz, kiedy doszła do drużyny Agnieszka Bibrzycka to zapewne rola Majewskiej spadnie i w Play-Offach częściej możemy oglądać w pierwszej piątce Jantel Lavender, która sprawia naprawdę bardzo dobre wrażenie od czasu rozpoczęcia swej przygody z polkowicką drużyną. Majewska od lat gra tak samo, dużo ucieka na dystans, jakby bojąc się starć z silniejszymi od siebie rywalkami. Pozwala także na zdecydowanie zbyt dużo zbiórek ofensywnych, czego wynikiem jest słaba efektywność głównie po bronionej stronie parkietu.

 

Dublerki:

 

  1. ex aequo Wisła Kraków i CCC Polkowice – z jednej strony DeMondt, Ujhelyi, McWilliams, Leciejewska i Dabović, z drugiej Bibrzycka, Lavender, Frazee, Gajda i Walich. Ciężko wybrać, która z tych dwóch ekip ma mocniejszą ławkę rezerwowych. Na pewno i w jednym, i w drugim przypadku nie istnieje niebezpieczeństwo, że rezerwowe wejdą na boisko i narobią bigosu, gdyż drużyny są naprawdę świetnie zbilansowane. Zresztą moc rezerwowych powoduje to, że to właśnie te dwie drużyny będą się liczyć w walce o mistrzostwo. Bo o ile jeszcze pierwsza piątka Lotosu wygląda bardzo dobrze to jednak już spoglądając na ławkę rezerwowych widzimy tylko czarną dziurę.
  2. Energa Toruń – Torunianki nie dysponują jakąś potężną siłą rażenia z ławki, ale na pewno Idczak i Mitchell są ciekawymi koszykarkami, które nie powinny przeszkadzać zespołowi, kiedy wejdą na parkiet. Zresztą Amerykanka wchodząc głównie jako dublerka notuje ponad dziesięć punktów w każdym spotkaniu, co jest świetnym wynikiem i gdyby istniała nagroda dla szóstej zawodniczki ligi to byłaby pewnie główną faworytką do jej odebrania.
  3. Lotos Gdynia – bieda, oj bieda. Tak dosyć niewybrednym stwierdzeniem można byłoby skwitować to, co dzieje się na ławce Gdynianek. Po odejściu Żurowskiej, Jalcovej i Ajanović nie widać na rezerwie zawodniczek, które choć w małym stopniu potrafiłyby zastąpić podstawowe koszykarki swojego zespołu. Jedynym białym punktem na tej czarnej mapie zostaje Knezević, ale Ona niestety jest zawodniczką zagraniczną, a to nie daje za wiele manewru trenerowi Fortowi.

 

Trenerzy:

 

  1. Wisła Kraków – Tutaj rysuje się chyba największa przewaga Krakowianek wobec całej reszty stawki. Szkoleniowiec reprezentacji Hiszpanii Jose Hernandez jest bowiem gwarantem tego, że wszystkie decyzje zapadające w klubie są przemyślane i trafione. Hiszpan bardzo dobrze reaguje na wydarzenia boiskowe i jest bardzo silnym punktem swojego zespołu i całej krakowskiej organizacji.
  2. Lotos Gdynia – Javier Fort Puente jak na razie głównie błyszczy w mediach, swoimi ciekawymi i niejednokrotnie kontrowersyjnymi sądami nad tym jak gra jego zespół. Analizując Jego poczynania warsztatowe można stwierdzić, ze spisuje się co najmniej poprawnie. Zastał bowiem klub, który od środka jest ruiną, a i tak udaje mu się dosyć sprawnie łączyć te klocki w całość. Pewnie w Polkowicach żałują, że nie mają takiego szkoleniowca.
  3. Energa Toruń – to już nie jest ten sam Elmedin Omanić co za czasów pracy z krakowską Wisłą. Wtedy większość pukała się w głowę widząc, co wyprawia krewki Bośniak. Wprawdzie udało mu się zdobyć z Wiślaczkami dwa tytuły mistrzyń kraju, ale delikatnie rzecz ujmując – nie zostawił po sobie najlepszego wrażenia w stolicy Malopolski. Głównym powodem takiego, a nie innego odbioru tego szkoleniowca jest fakt, że nie potrafił on stworzyć w Krakowie dobrej atmosfery, jego stosunki z podopiecznymi również były dalekie od poprawnych. Dzisiaj jednak dojrzał i pomimo tego, że dalej jest bardzo zaangażowany w wydarzenia meczowe to jednak spokorniał i złagodniał, przez co punkt widzenia na jego osobę uległ zmianie.
  4. CCC Polkowice – Polkowiczanki mają najmniej doświadczonego ze wszystkich szkoleniowców wśród tej czwórki. To niestety coraz częściej zaczyna być widoczne. Pomimo tego, że Rusin terminował jako asystent Koziorowicza przez ostatnie sezony to nie widać by przejął pozytywne nawyki byłego szkoleniowca m.in. Lotosu, czy właśnie CCC. Wręcz przeciwnie, często bywa on zagubiony, podejmuje niewłaściwe decyzje, przez co w mojej opinii hamuje trochę rozwój dolnośląskiego teamu. Uważam, że fakt posiadania tak mało doświadczonego trenera zaważy na tym, że po mistrzostwo ponownie sięgnie Wisła.

 

Podsumowanie:

 

  1. Wisła – 25 punktów.
  2. CCC – 17 punktów.
  3. Lotos – 16 punktów.
  4. Energa – 13 punktów.

 

Wedle podobnego schematu mistrzem powinna zostać Wisła, wicemistrzem CCC, brązowe medale trafią do Lotosu, a Energa obejdzie się smakiem. Czy tak będzie w rzeczywistości? Zapraszam do śledzenia relacji z meczów PLKK i dopingowaniu swoich drużyn.

 

Może Ci się również spodoba

5 komentarzy

  1. karol napisał(a):

    „Wręcz przeciwnie, często bywa on zagubiony, podejmuje niewłaściwe decyzje, przez co w mojej opinii hamuje trochę rozwój dolnośląskiego teamu. ”

    Proszę o konkrety, na czym polegają te niewłaściwe decyzje hamujące rozwój, bo dla mnie to zwykłe bicie piany…

  2. Kamil Doliński napisał(a):

    To nie jest żadne bicie piany. Po prostu uważam, że Rusin gubi się jeszcze w sytuacjach meczowych. Często bierze czasy w nieodpowiednim momencie, nie potrafi zareagować, kiedy zespołowi nie idzie. Poza tym zbyt długo trzyma na parkiecie Majewską, kompletnie też zmarginalizował rolę Gajdy, a Zoll gra w każdym meczu bardzo długo, co może odbić się na postawie zespołu w kluczowej fazie rozgrywek. To wszystko jednak jest do wyuczenia się, nabierze doświadczenia to na pewno będzie odpowiednio reagował na przebieg spotkania. Poza tym umówmy się CCC w pojedynkach z Casares się troszkę skompromitowało, a z tego trener też winien być rozliczany.

  3. karol napisał(a):

    jeśli dla ciebie kompromitacją są porażki z zespołem, w któym jedna zawodniczka zarabia więcej niż cała piątka CCC razem wzięta, to gratuluję pojęcia o żenskiej koszykowce i radzę jednocześnie sprawdzić, jak „skompromitowały się” w starciach z Valencią zespoły z Jekaterynburga i Stambułu.

    „Zoll gra w każdym meczu bardzo długo, co może odbić się na postawie zespołu w kluczowej fazie rozgrywek.”

    Kluczowe słówko: MOŻE. Jeszcze się nie odbiło niczym, MOŻE odbić się w postaci zdobycia złota przez CCC, ale już oceniasz to jako błąd. Gratulacje po raz drugi. Bzdetów typu „branie czasów w niewłaściwych momentach” bez podania konkretnego przykładu nie chce się nawet komentować…

    • Kamil Doliński napisał(a):

      Człowieku weź wychilluj, bo ja nie życzę sobie wycieczek personalnych, co do mojej osoby.

      Wiadomo, że Walencja jest w tym roku wyjątkowo mocna, szczególnie po dojściu Moore i Jackson, ale popatrz na to z tej strony. Skoro nasze zawodniczki potrafiły walczyć jak równe z równym z innym hiszpańskim potentatem z Salamanki, to dlaczego tu tak łatwo się poddały? Nikt nie oczekiwał od nich zwycięstwa, ale ja liczyłem na to, że szczególnie u siebie bardziej postawią się faworyzowanym rywalkom.

      Odbiło się, choćby porażką w Pucharze Polski. Znowu grała niemal 40 minut, przy jednej minucie Gajdy. Trener Wiślaczek bardziej umiejętnie rotował składem, dzięki czemu jego zespół uniknął porażki. Porażki, która byłaby bardziej ważna w kontekście walki o mistrzostwo niż o sam puchar. Trener jest jeszcze niedoświadczony, więc zdarza mu się popełniać błędy. To wszystko jest jednak kwestią doświadczenia, w końcu to jego pierwszy rok na tak odpowiedzialnym stanowisku. Zarazem jednak oczekuje się od niego i drużyny bardzo wiele, bo skład jest najmocniejszy w historii i tak naprawdę po raz pierwszy dolnoślązaczki mają realne szanse na strącenie z tronu Wisłę.

      Ze swojej strony proponuję Ci bardziej krytyczne podejście do gry swojego teamu, bo z tego, co można wysnuć sympatyzujesz z CCC. Żeby nie było, ja również jestem za nimi, gdyż sam pochodzę z Dolnego Śląska. Staram się jednak patrzeć obiektywnie i na dzień dzisiejszy najsłabszym punktem CCC jest właśnie trener.

    • woy9 napisał(a):

      Kolego proszę trochę o normalniejsze komentowanie. Bo kolega ładnie Ci odpowiedział a Ty obrzucasz go mięsem. co ma Ci podać sekundę czy minutę meczu? czy o co chodzi?? o kasie chyba nie rozmawiamy i to osobny temat na inną dyskusję, a nie obarczanie trenera za to. Z mojego punktu widzenia, jasne ,że może odbić się słabszą grą i może nawet urazem zmęczeniowym. Złoto? chyba nie w tym roku (ja też jestem z Dolnego Śląska i kibicuję CCC)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jedna kwarta z graczem PLK (6): Gani Lawal.

Autor: Kacper Pupin Amerykanin jest już w Zielonej Górze, a my prezentujemy wywiad ze środkowym zielongórskiego klubu. Lawal chce mistrzostwa...

Zamknij