Anwil zdominował mecz w Krośnie

Autor: Mac

Doskonale pamiętam mecz w Krośnie z zeszłego sezonu. Takie spotkanie w stylu „niby wszystko kontrolujemy, a na koniec w plecy”. Ojjj bolą takie porażki bardziej niż sytuacje, gdy drużynie od początku nie idzie. Dlatego to Krosno zapadło w pamięci jako trudny teren i teraz też nie byłem pełen optymizmu. Wczorajszy mecz był jednak zupełnie inną historią, a właściwie tym razem obyło się bez historii w Krośnie. Miasto Szkła tworzyło tylko tło dla naszego Anwilu. Między zespołami była wręcz przepaść. Różnica kilku lig.

Spotkanie można zaliczyć do tych bez historii w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Od początku pokazaliśmy klasę, a w III kwarcie jeszcze poprawiliśmy swoją grę i dzięki temu byliśmy świadkami prawdziwego pogromu. Nie ma za bardzo nawet o czym pisać.

To spotkanie jest jednak szczególne dla jednego z naszych graczy. Młody Damian Ciesielski zaliczył swój debiut w PLK. Trener Igor Milicić posłał chłopaka na parkiet już w drugiej kwarcie. W tej samej części gry na placu boju zameldował się Rafał Komenda. To tylko świadczy jak bardzo jednostronny był to mecz. Kolejną szansę na przełamanie otrzymał również Jaylin Airington.

Niestety żaden z tych chłopaków niczym szczególnym nie błysnął. Airington cały czas wyglądał bardzo chaotycznie i niepewnie, ale mimo to zdobył 8 punktów. Cieszy jednak, że każdy z nich dostał swoją szansę, bo zbieranie takiego doświadczenia dla tej trójki jest na wagę złota.

Cieszy również dobra rotacja zawodnikami. Nikt nie musiał szczególnie się forsować. Najdłużej grali Ante Delas oraz Michał Nowakowski. Każdy lekko ponad 22 minuty, czyli i tak niezbyt wiele. Nowakowski na szczęście wreszcie się otworzył, co jest kolejnym plusem. Zdobył 12 punktów (4/5 za trzy) oraz zanotował 6 zbiórek. Oby teraz było już tylko lepiej. Chorwat natomiast skupił się chyba bardziej na kreowaniu partnerów i zakończył spotkanie z dorobkiem 5 punktów i 8 asyst.

Zwycięstwo niby bez emocji, ale wywołuje uśmiech na twarzy. Tak właśnie Anwil powinien grać ze słabszymi rywalami. Szybkie pokazanie miejsca w szeregu, pogrom i czas dla każdego gracza. Do żadnego z naszych zawodników nie można mieć większych zastrzeżeń, bo tworzyliśmy zgrany kolektyw, który niczym walec przejechał po zespole przeciwnym.

Teraz czeka nas o wiele trudniejsze zadanie, bo będziemy podejmować Rosę Radom na własnym terenie. Nie będzie łatwo, ale myślę, że przy obecnej grze można nasz zespół uznać za faworyta.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Turów przełamał niemoc w meczu ze Stalą

Autor: Bartosz Seń Pierwszy mecz na własnym parkiecie i pierwsze zwycięstwo w nowym sezonie - koszykarze PGE Turowa Zgorzelec zachowali...

Zamknij