Stelmet rozbity w Słupsku, Lewis bohaterem Czarnych

Faworytem hitowego starcia siódmej kolejki, w konfrontacji Energi Czarnych Słupsk ze Stelmetem Zielona Góra, byli aktualni Mistrzowie Polski. Wydawało się, że meczowa absencja Jerela Blassingame’a wpłynie tak mocno na wydarzenia na parkiecie, iż mało kto sądził, iż to Czarne Pantery wyjdą z tej potyczki zwycięsko. Choć w grach zespołowych czasami tak bywa, kiedy brakuje zawieszonego lidera, wówczas inni dają z siebie więcej. Tak było wczoraj z pozostałymi „Czarnymi”.

Kiedy my myśleliśmy, iż Stelmet wykorzysta swoją przewagę na pozycji numer 1 i dodatkowo skorzysta z szerszej – głębszej – rotacji to transmisja kompletnie zaburzyła nasze oczekiwania. Momentami można było odnieść wrażenie, że aktualni Mistrzowie Polski spodziewali się zbyt lekkiej przeprawy oraz zlekceważyli – groźnego w swojej hali – rywala.

W przedmeczowej zapowiedzi VII kolejki wspomniałem o Robertsie Stelmahersie, który ten pojedynek potraktował bardzo osobiście. Niektórzy zagorzali fani PLK pamiętają , iż Łotysz na starcie swojej koszykarskiej przygody z Polską reprezentował barwy zielonogórskiego klubu. Dodatkowo, dwa sezony wstecz jako trener BK Ventpils, ograł ówczesną ekipę Saso Filipovskiego, w zielonogórskiej hali, podczas rozgrywek Eurocup. Po meczu okazało się, że był jeszcze jeden powód, dla którego waga zwycięstwa poszła w górę; Stelmahers dziś obchodzi urodziny (42) więc koszykarze chcieli sprawdzić mu miłą niespodziankę. Udało się!

Pierwsze uderzenie gospodarzy Gryfii było atomowe, 20-3 po 7 minutach kwarty otwierającej spotkanie. Dalej Czarni szli za ciosem , nie poprzestali na mocnym otwarciu, dalej dyktowali twarde warunki gry w obronie oraz ataku. Zatrzymali Stelmet na najniższej od lat skuteczności z gry w meczu PLK – 27%. Pozwolili tylko na trzy celne próby rzutów z dystansu oraz doprowadzili do 22 strat piłki rywala. Żaden zawodnik Mistrza Polski nie przekroczył sumy 9 punktów…W końcu , dopiero w ostatniej minucie meczu podopieczni Artura Gronka przeszli „magiczną” sumę 50 pkt. Mecz zakończyli się wynikiem 51-68.

Bohaterem spotkania był nowy idol słupskiej publiczności – Chavaughn Lewis – autor 19 punktów, 11 asyst i 5 przechwytów. Lewis momentami ośmieszał obrońców Stelmetu , Łukasza Koszarka i Jamesa Florence’a. Na nic zdawały się zmiany systemów obronnych gości, ze strefy na każdy swego i z powrotem. Kolejne , hokejowe zmiany całych piątek (o czym wspominali komentujący transmisję) niczego nowego nie wnosiły do poczynań Mistrzów. Chaos. Nawet wprowadzenie na parkiet nie tak dawnego , innego bohatera Słupska, Karola Gruszeckiego, w niczym nie pomogło, a sam zawodnik kompletnie nie przypominał siebie sprzed dwóch lat. Jakby zapomniał, iż w sezonie 2014-15 był jasną postacią PLK i wyróżniającym się zawodnikiem ligi.

Słupszczanie po słabym początku sezonu wrócili na dobrą drogę, którą podążali z poprzednim opiekunem, Donaldasem Kairysem. Zmiana Stanley’a Burrella na Chavaughna Lewisa poprawiła chemię w drużynie i morale zespołu. Po drodze trafiały się „telewizyjne” wygrane nad Startem Lublin oraz Anwilem Włocławek. Dodatkowo powiew świeżej (może nadmorskiej?) bryzy pozytywnie podział na centra słupszczan, Davida Kravisha. Amerykanin zagrał kolejne świetnie spotkanie – na poziomie double double z 17 pkt i 12 zb oraz w trzecim kolejnym spotkaniu przekroczył sumę 15 pkt. Dwa tygodnie temu zdarzały się osoby , które chętnie zamieniłyby „wynalazek” Stelmahersa na nowe nazwisko…

Zielonogórzanie z kolei po pucharowym zwycięstwie nad słabym Mistrzem Węgier, wyglądali co najmniej o poziom niżej. Artur Gronek momentami sprawiał wrażenie zagubionego, nie pierwszy raz w tym sezonie, podczas przegranej. Jego przerwy na żądanie oraz rotacja zawodnikami czy uwagi do obrony niewiele dawały. Wydaje się, że pozycja młodego i niedoświadczonego w lidze szkoleniowca jest zagrożona. Nie inaczej jest z niespełniającymi oczekiwań podkoszowymi Stelmetu – Julianem Vaughnem (zagrał na ‚zero’) i Igora Zajcewa. W kuluarach mówi się o powrotnym transferze Vladimira Dragicevića. Dodatkowo, kompletnie bez formy wydaje się być Thomas Kelati, który miał być mocnym punktem przebudowanych Mistrzów Polski.

Czekamy na kolejne ligowe czy pucharowe boje obu drużyn.

Woy

Kibic NBA spod znaku Chicago Bulls od 1992 roku. Fan Magica Johnsona i Scottiego Pippena. W PLK na bieżąco śledzący wydarzenia od 1991 roku, fan Rajmondsa Miglinieksa i Josepha McNaulla. Chętnie dzielący się najświeższymi nowinkami oraz historycznymi wydarzeniami, które miał okazję oglądać. Pasjonat statystyk i cyferek. Koszykówkę ogląda na każdym poziomie; od NBA do PLK.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zapowiedź 7 kolejki PLK

18.11.2016 (Piątek) King Szczecin - Polski Cukier Toruń Jedyna niepokonana drużyna PLK przyjeżdża do Szczecina po 7 z rzędu zwycięstwo....

Zamknij