Straty i niecelne osobiste przyczyną kolejnej porażki Śląska

GibsonWe wrocławskiej Orbicie byliśmy świadkami bardzo wyrównanego pojedynku, który miał swoją dramaturgię w postaci dwóch dogrywek. Prowadzeni przez Danny’ego Gibsona (29pkt) wrocławianie chcieli zrewanżować się, bardziej zbalansowanej w ataku, Rosie, za wysoką porażkę z pierwszej rundy. Niestety przez własne błędy – w kluczowych momentach – Śląsk znów schodził z parkietu jako pokonany. Często używamy zwrotu „od zera do bohatera” ale w całkiem drugą stronę można zastosować te powiedzenie do Paula Millera, a zwłaszcza po tym co ujrzeliśmy w jego wykonaniu w decydujących o wyniku fragmentach spotkania.

Zacznijmy od tego, że sam mecz nie stał na jakimś wysokim poziomie a obie drużyny nie prezentowały wielkiej czy miłej dla oka koszykówki. Z jednej i drugiej strony można było zauważyć niedoskonałości w grze i błędy zawodników również. Do składu Śląska powróciło brakujące ogniwo z meczu przeciwko Czarnym Słupsk czyli Paul Miller. Rosa z kolei nadal musiała sobie radzić bez kontuzjowanego przez dłuższy czas Elajah Johnsona.

1. kwarta; przez pierwsze pięć minut Jerzy Chudeusz i jego gracze uparcie forsowali statyczną grę na podkoszowych a straty Paula Millera oraz Jakuba Parzeńskiego i ogólnie wolna/chaotyczna gra wrocławian przeradzały się w kontry gości. Po niespełna sześciu minutach Jakub Dłoniak miał na koncie trzy dystansowe trafienia i prowadził ze Śląskiem 11:5! W następnych akcjach miejscowi odpowiedzieli podobnymi próbami; dwa razy trafił Paweł Kikowski, po razie Jakub Parzeński i Danny Gibson. Mocne wejście z ławki Damiana Jeszke (który na dobre rozkręcił się w kolejnej ćwiartce) zapewniło gościom punkt przewagi (16:15).

Najlepszy zawodnik: Jakub Dłoniak (11pkt z 15pkt w meczu)

2. kwarta; w niej Śląsk bardziej uporządkował swoją grę oraz nieco podkręcił tempo spotkania, ze względu na razem występujący duet Robert Skibniewski – Danny Gibson. Z dystansu trafiał Amerykanin , natomiast Polak dogrania pod kosz do Paula Millera lub Krzysztofa Sulimy zamieniał na asysty. Śląsk prowadził 29:23, a po chwili 31:26. Wydawało się, że gospodarze mogli zacząć budowę przewagi, ale do gry włączyli się podkoszowi Rosy – Damian Jeszke i Kirk Archibeque. Debiutujący w tym sezonie w PLK radomianin zanotował 8 oczek w tej części meczu oraz 6 kolejnych punktów dołożył center Rosy. Grający z numer „35” na koszulce w Rosie zawodnik znów udanie zakończył kwartę, doprowadzając do remisu (po 39).

Najlepszy zawodnik: Damian Jeszke (8pkt z 10pkt z pierwszej połowy)

Witka3. kwarta; dalej Wojciech Kamiński wykorzystywał podkoszowe niedoskonałości rywala. Seria pięciu punktów Kirka Archibeque’a i dystansowe trafienie Roberta Witki dały gościom odskok na sześć oczek (47:41). Wrocławionom nie pomogła zamiana rozgrywających a zamiana nieskutecznego w trzeciej kwarcie Danny Gibsona na równie nieskutecznego Roberta Skibniewskiego nie pozwoliła miejscowym na odrobienie strat. Rosa wygrała kwartę 19:12 i prowadziła przed finałowymi 10. minutami (58:51).

Najlepszy zawodnik: Kirk Archibeque (5pkt z 15pkt do końca trzeciej kwarty)

4. kwarta; koszmar wrocławian trwał i przez kolejne trzy minuty nie potrafili oni zdobyć punktów. Gdyby goście zagrali bardziej skutecznie – zaliczyli tylko jedno trafienie Kima Adamsa – praktycznie byłoby już po meczu. Tymczasem rzucanie na siłę Dominique’a Johnsona (4/15 z gry w całym meczu) oraz straty obu obwodowych amerykańskich Śląska (Gibsona i Johnsona) przybliżały gości w stronę końcowego tryumfu. Trzy z rzędu zguby piłki kolejnych graczy Rosy – Łączyńskiego, Jeszke i Lociusa – dały Śląskowi szansę na powrót do gry na bliskim dystansie punktowym. Trafienie Millera oraz wsad Johnsona pobudziły zespół jak i wrocławską publiczność. Minutę później Śląsk przejmował prowadzenie z rąk gości po dwóch trójkach Johnsona i Gibsona oraz celnych osobistych Millera. Rosa miała wyraźne problemy w ataku, rzucając w kwarcie tylko 10 punktów, ale na szczęście Kamil Łączyński trafił dla przyjezdnych w ważnym momencie. Końcówka mogła należeć do wrocławian, ale najpierw przy wejściu na kosz piłkę dał sobie odebrać Gibson (zabrał ją Majewski). Następnie będący pod obręczą Miller wyrzucił piłkę na obwód i za plecy Gibsona prowadząc zespół do błędu połowy. Celny trzypunktowy rzut Majewskiego przyniósł znów Rosie prowadzenie (68:67). Kiedy wydawało się, że zwycięstwo dla Śląska może uratować Miller, to Amerykanin spudłował pierwszy z dwóch rzutów wolnych. Dalej rzut za trzy punkty Łączyńskiego i przez ręce Skibniewskiego niewiele zmienił. Staliśmy się świadkami dogrywki.

Najlepszy zawodnik: Paul Miller (8pkt z 20 pkt w całym meczu)

Dogrywka nr1; goście przystępowali do niej już bez Kirka Archibeque’a , który spadł za 5 przewinień w końcówce 4kw. Dodatkowe pięć minut szczęśliwie dla Śląska otworzył celną trójką Gibson. Z drugiej strony, podobnym trafieniem, doprowadził do remisu Majewski. Jeszcze raz o sobie przypomniał Gibson, ale radomianie mogli liczyć na skuteczność Luciousa (9pkt). Lider punktowy wrocławian chciał przechylić losy meczu rzutem za trzy, ale jego próba okazała się niecelna. Ostatni rzut w dogrywce Witki również nie trafił do celu i czekało nas kolejne 5 minut wrażeń.

Najlepszy zawodnik: Danny Gibson (5 pkt z 29pkt w całym meczu)

JohnsonDogrywka nr2; po niecelnych próbach rzutów Johnsona (minął Luciousa i był praktycznie sam na sam z obręczą) i Skibniewskiego (1/7 z gry w całym meczu) „niedolotem” z osobistych „popisał się” Radosław Hyży. W odpowiedzi znów dał o sobie znać Majewski (trzecia trójka). Po chwili na drugą nieudaną akcję Johnsona celnymi wolnymi odpowiedział Witka. Rosa uciekła na cztery punkty (80:76), a w grę Śląska wdała się nerwowość. Znów i po raz trzeci spudłował Johnson, ale ofensywna zbiórka Skibniewskiego (6zb i 5as) i asysta do tego samego gracza pozostawiła Śląsk w grze o wygraną. Po celnej akcji Luciousa goście znów uciekali, ale tym razem nie do końca przemyślane akcje i rzuty Gibsona czy Johnsona natrafiały na obręcz. Popularny D.J. okazał się jednym z niechlubnych bohaterów końcówki, bowiem jego niedyspozycja rzutowa i 11 pudeł w meczu wyraźnie pokrzyżowały plany wrocławian. Po bloku Hyżego na Luciousie zagraniem alley oop popisali się Skibniewski i Johnson. Następnie wydawało się, że z dwóch prezentów od losu nie skorzystali gospodarze. Przestrzelony jeden z dwóch wolnych Łączyńskiego otwierał im szansę na remis, a może nawet wygraną. Niestety, ani Miller (dwa spudłowane osobiste i 2/6 w ostatnich 20 minutach całego meczu) ani Johnson (po zbiórce w ataku opuścił piłkę i odbił ją nogą) nie przełamali swoich słabości. Znów na linii stawał Łączyński i tym razem trafiał oba rzuty. W odpowiedzi 1 z 2 osobistych wykorzystał Gibson i Śląsk znalazł się w tarapatach (82:85). Kolejne seryjnie wykonywane rzuty wolne Luciousa i Gibsona znajdywały drogę do kosza. Na osiem sekund przed końcem dogrywki trzy rzuty wolne dostał w prezencie od Majewskiego – Kikowski. Na nieszczęście dla Śląska spudłował on pierwszy rzut , a szansa na remis oddaliła się od wrocławian. Mimo wszystko miejscowym nadal sprzyjało szczęście, bo po jednym osobistym wykorzystali tylko Lucious i Dłoniak, a w międzyczasie dwa trafił Gibson. Na trzy sekundy przed końcem drugiej dogrywki, przy stanie 88:90, Miller po pudle Dłoniaka z linii, podał piłkę wprost w ręce Adamsa i nie dał wrocławian szans na oddanie jakiejkolwiek próby rzutu. Amerykanin był bez żadnego nacisku rywala, a nikt z zawodników Rosy nie próbował mu przeszkodzić przy podaniu piłki. Czekający na podanie Gibson i Skibniewski opuścili głowy ze zdziwienia…Wrocławianie przegrali drugie z rzędu spotkanie, a tym razem na własne życzenie i są dalecy od awansu do czołowej czy wymarzonej szóstki.

Kluczowe statystyki: 37% z gry Śląska do 42% Rosy. 63% Śląska z osobistych, 73% Rosy.

Wynik: WKS ŚLĄSK – ROSA RADOM 88 : 90

Najlepsi strzelcy: Gibson 29, Miller 20 (10zb), Johnson 10 oraz Archibeque 17 (8zb), Dłoniak 16, Majewski (9zb) i Lucious po 15, Jeszke 10.

Woy

Kibic NBA spod znaku Chicago Bulls od 1992 roku. Fan Magica Johnsona i Scottiego Pippena. W PLK na bieżąco śledzący wydarzenia od 1991 roku, fan Rajmondsa Miglinieksa i Josepha McNaulla. Chętnie dzielący się najświeższymi nowinkami oraz historycznymi wydarzeniami, które miał okazję oglądać. Pasjonat statystyk i cyferek. Koszykówkę ogląda na każdym poziomie; od NBA do PLK.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
AZS wreszcie zwycięski – Akademicy wygrali z Jeziorem 88:66

AZS Koszalin przerwał serię trzech porażek i zrewanżował się Stabillowi Jezioro za klęskę w Tarnobrzegu w pierwszej rundzie - Akademicy...

Zamknij