Seria Trefla trwa nadal. Szósta wygrana, nad Śląskiem

Po wygraniu spotkania IX kolejki z Rosą Radom, za ciosem poszli podopieczni Dariusa Maskoliunasa. W konfrontacji ze Śląskiem Wrocław, tylko do przerwy pachniało niespodzianką, ale świetna postawa gospodarzy podczas kluczowej dla losów meczu, trzeciej odsłonie, doprowadziła Trefl do przejęcia kontroli nad spotkaniem X kolejki. Bohaterem meczu okazał się nie mający sobie równych wśród przeciwka – Yemi Gadri Nicholson (24pkt i 13zb).

Śląsk grał niemal przez całe spotkanie na dwóch silnych skrzydłowych, bowiem trenerowi Milivoje Lazicowi wypadł w zeszłym tygodniu – z powodów zdrowotnych – Jakub Parzeński. Natomiast Paul Miller nie był przygotowany do gry na pełnych obrotach (i ostatecznie spędził na parkiecie tylko 9 minut). Jak nieoficjalnie wiemy zespół opuścił już na dobre Kevin Thompson (tymczasowy wyjazd do chorego syna, to oficjalny komunikat ze strony klubu). O ile gra dwoma nominalnymi czwórkami (Hyży-Gabiński lub Sulima-Gabiński) wyglądała na solidną w pierwszych 20 minutach spotkania, o tyle dwie ostatnie kwarty mocno dały nam do zrozumienia, w jakiej strefie leży największy problem Śląska (pod koszem).

Wyraźnie przegrana walka o zbiórki przesądziła o wygranej Trefla. Miejscowi mieli w składzie aż 4 graczy na poziomie 6 (lub więcej) zebranych piłek (Nicholson, Leończyk, Majstrović, Waczyński).

Pierwsza kwarta toczyła się na wyrównanym poziomie, a punkty Michała Gabińskiego oraz mocne wejście z ławki Krzysztofa Sulimy (6pkt) trzymały gości w grze o korzystny wynik. Trefl starał się przejąć kontrolę nad wynikiem i szukał słabych punktów w defensywie Śląska, lecz ta mimo braków większej liczby centymetrów wzrostu w strefie podkoszowej radziła sobie bardzo dobrze. Gabiński grał bez respektu dla rywala i zaznaczał celnymi rzutami swój udział w ataku Śląska.

Drugi fragment gry przede wszystkim obwodowe trafienia gości oraz przejęcie prowadzenia, głównie za sprawą efektywnej obrony i skuteczności Danny’ego Gibsona. Na dwie minuty przed końcem kwarty na parkiecie zameldował się nowy nabytek Śląska – Paul Miller. Pierwsza akcja od razu pokazała nam, że Śląsk w przyszłości może mieć z centra spory pożytek, a ex gracza Polonii i Anwilu asystą po pick’n’rollu obsłużył Robert Skibniewski. Wejście Millera podyktowane było jednak większą aktywnością w grze ofensywnej Gadri-Nicholsona (9 pkt do przerwy). Śląsk niespodziewanie prowadził 43:39.

Pierwsze trzy minuty trzeciej odsłony rozstrzygnęły w moim przekonaniu losy tej potyczki. W tym czasie gospodarze odrobili straty, a następnie przejęli prowadzenie, po zrywie 9-0 (w tym samym czasie seryjnie pudłował Dominique Johnson a z najbliższej odległości przestrzelił Krzysztof Sulima). Natomiast swoją przewagę perfekcynie wykorzystywali Paweł Leończyk i wyżej wspomniany Nicholson. Na dodatek szybkie cztery faule Śląska otworzyły miejscowym kolejne punktowe możliwości stawania na linii rzutów wolnych.

Dominique Johnson wyraźnie , w ostatnich meczach, notuje hossę rzutową. Przy 10 rzutach z Treflem trafił tylko 2. Było to 8. z 10. spotkań DJ’a w PLK, w którym nie może on przekroczyć pułapu 40% skuteczności z gry.

Problemy z faulami swoich graczy (3xSkibniewski,4xSulima) próbował ratować trener Lazić poprzez ustawienie obrony strefowej. Zabieg ten niespecjalnie zaskoczył przeciwnika a trafienie Sarunasa Vasilauskasa doprowadziło Trefl do 9-punktowej zaliczki (54:45). Grę Śląska próbowali poprawić Danny Gibson oraz Paul Miller, ale ten pierwszy nie mógł się doczekać skutecznego finiszu z rąk swoich kolegów (w prostych podkoszowych akcjach pudłowali Hyży, Gabiński czy Johnson, a Gibson po potencjalnych asystach mógł tylko z niesmakiem pokręcić głową) , natomiast drugi z nich – bez większego przygotowania do sezonu – nie był w stanie zatrzymać szalejącego Nicholsona. Trójka budzącego się do gry Adama Waczyńskiego (10pkt) dała najwyższą przewagę podczas trzech kwart spotkania w Ergo Arenie (64:42).

Finałowe 10 minut rozpoczęło się od skuteczniejszej gry gości i Nikola Malasević przynosił punkty wrocławianom. Śląsk pozostawał jeszcze w grze dzięki trójkom Skibniewskiego i Gabińskiego, ale niestety – nie wiedząc czemu – swojego czołowego strzelca, Malasevića, posadził na ławce serbski szkoleniowiec Śląska… Po chwili gospodarze znów trafili za sprawą Leończyka i Nicholsona (Amerykanin znów popisał się wsadem) i na niespełna 2 minuty przed końcem wiedzieli , iż z szóstego z rzędu spotkania na własnym parkiecie znów wyniosą dwa punkty (86:71).

Trefl zakończył spotkanie ze Śląskiem na 57% w rzutach za dwa punkty, natomiast wrocławianie trafiali o 10 % niżej z pola. Przy przegranej zbiórce Wojskowi przegrali 5 mecz w sezonie.

W pojedynku dawnych kolegów ze Śląska Marcin Stefański (1-6) wygrał rywalizację na linii rzutów wolnych przeciwko Radosławowi Hyżemu (0-4).  Natomiast przeciwko byłej drużynie słabiutko wypadł Paweł Kikowski (2-7 z gry i 2 straty podczas 24 minut gry). Trefl wygrał szósty mecz z rzędu w sezonie 2013-14 na własnym parkiecie.

Wynik: Trefl Sopot – Śląsk Wrocław 87:73 (21:20, 18:23, 25:9, 23:21)

Trefl Sopot: Yemi Gadri-Nicholson 24, Michał Michalak 17, Adam Waczyński 15, Paweł Leończyk 9, Milan Majstorovic 7, Lance Jeter 5, Sarunas Vasiliauskas 5, Marcin Stefański 3, David Brembly 2, Krzysztof Roszyk 0.

Śląsk Wrocław: Danny Gibson 14, Michał Gabiński 12, Nicola Malesevic 12, Krzysztof Sulima 10, Dominique Johnson 7, Robert Skibniewski 6, Radosław Hyży 4, Paweł Kikowski 4, Paul Miller 4, Adrian Mroczek-Truskowski 0.

Woy

Kibic NBA spod znaku Chicago Bulls od 1992 roku. Fan Magica Johnsona i Scottiego Pippena. W PLK na bieżąco śledzący wydarzenia od 1991 roku, fan Rajmondsa Miglinieksa i Josepha McNaulla. Chętnie dzielący się najświeższymi nowinkami oraz historycznymi wydarzeniami, które miał okazję oglądać. Pasjonat statystyk i cyferek. Koszykówkę ogląda na każdym poziomie; od NBA do PLK.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Asseco rozbiło zagubiony Turów

Już w pierwszym spotkaniu 10 kolejki doszło do małej niespodzianki, bo faworyzowany Turów nie potrafił pokonać w Gdyni Asseco i...

Zamknij