Skarb Kibica PLK 2013/14 – AZS Koszalin

logo_azs_koszalinOd lat AZS uchodził za drużynę o sporym potencjale, której jednak nigdy nie udało się w lidze nic wielkiego zwojować. Największym sukcesem było zdobycie Pucharu Polski i regularne odpadanie w ćwierćfinałach, gdzie zwykle na ich drodze stawało Asseco – późniejszy mistrz. Ubiegłoroczny sezon okazał się jednak przełomowy – brązowy medal to największy sukces w dziejach klubu, tym wartościowszy, że osiągnięty w niezwykłych okolicznościach. Trzecie miejsce zdobyła bowiem drużyna, która zaczęła tyleż obiecująco, co w pewnym momencie sezonu skazywana była na zupełną klęskę. Targany problemami zespół zdołał się jednak podnieść i sprawił ogromną niespodziankę, pokonując wyżej notowanych przeciwników.
Jak będzie tym razem, kiedy notowania zespołu u progu nowego sezonu są nawet niższe, niż przed rokiem?
Okaże się już wkrótce, my mamy jednak pewne sugestie…

AZS KOSZALIN

Ubiegły sezon: Do sezonu zespół przystępował z wielkimi oczekiwaniami – nowy trener, nowa hala, bardzo ciekawy skład opierający się na byłych lub obecnych reprezentantach Polski plus kilku interesujących zawodników z USA z Darrellem Harrisem na czele. Nawet mały falstart na początku w postaci zupełnie nieoczekiwanej porażki z Jeziorem Tarnobrzeg we własnej hali nie ostudził gorących koszalińskich głów, bo od razu przyszły efektowne wygrane nad finalistami poprzednich rozgrywek – AZS zdarł skalpy i z Trefla, i z Asseco. Mimo wpadki w Gdyni AZS radził sobie naprawdę dobrze i po wyjazdowej wygranej we Włocławku z bilansem 8:3 znajdował się w czołówce tabeli. Później jednak przyszło bardzo poważne załamanie, jakiego w Koszalinie nie widziano od lat – zespół przegrał 9 z 11 spotkań (w tym trzy serie po trzy porażki z rzędu) i zamiast bić się z najlepszymi wylądował w dolnej „6″ – tuż za Polpharmą!
W międzyczasie w Koszalinie zorganizowano finał Intermarche BasketCup, w którym AZS zaprezentował się jednak tylko poprawnie – w półfinale poradził sobie co prawda z wciąż mocnym wówczas jeszcze Asseco, ale w finale nie miał większych szans z będącym w świetnej dyspozycji Treflem.
Po drodze nie obyło się też bez czystek kadrowych – zespół opuścili Robert Skibniewski, Michael Kuebler, Jeff Robinson, krótkotrwały epizod zaliczył Cameron Bennerman, ani jednego meczu nie rozegrał Alex Franklin, za to w Koszalinie pojawił się Rob Jones, a na stanowisku trenera Teo Cizmicia zastąpił Zoran Sretenović. Gołym okiem widać było, że transfery w trakcie sezonu mocno osłabiły i tak dziurawy skład. Co gorsza, także początek II etapu okazał się dla AZS-u fatalny – po wygranej z Kotwicą przyszły fatalne klęski z Polpharmą i Startem i przyszłość drużyny stanęła pod znakiem zapytania. Głośno mówiło się o karach finansowych, kolejnych zwolnieniach, swoje niezadowolenie wyrażali także kibicie zespołu, ostatecznie skończyło się jednak na zapewnieniach zarządu, że klub stoi murem za zawodnikami i nie wszystko jest jeszcze stracone. To okazało się strzałem w dziesiątkę, bowiem AZS wygrał kolejnych siedem spotkań i w bardzo dobrym stylu awansował do play-off.
Faworyzowany Trefl, mimo przewagi parkietu, dość wyraźnie uległ AZS-owi w czterech meczach i historyczny awans Akademików do fazy medalowej stał się faktem. Akademicy grali jak natchnieni – po nieznacznej porażce w meczu nr 1 pokonali Trefla – i to na jego parkiecie! – w drugim spotkaniu, po czym dwa razy z rzędu okazali się lepsi na własnym boisku. W półfinale na drodze AZS-u stanął Stelmet Zielona Góra, jak się okazało późniejszy Mistrz Polski, który właśnie wtedy nabierał rozpędu – koszalinianie przegrali serię 0:3, ale tylko w meczu nr 3 byli wyraźnie słabsi od zielonogórzan. W serii o brąz rywalem AZS-u był Anwil Włocławek, a szanse obu ekip oceniano po równo. Dwukrotnie lepsi okazali się jednak Akademicy – wygraną we Włocławku w praktyce zapewnił im Sek Henry, w Koszalinie zaś „na medal” spisała się cala drużyna i największy sukces w dziejach klubu stał się faktem – AZS po raz drugi pokonał Anwil i sięgnął po brąz.

Trener: W ubiegłym roku wykonał kawał dobrej roboty, udało mu się bowiem zapanować nad będącym w totalnym kryzysie zespołem i doprowadzić go do brązowego medalu. Krytycy Sretenovicia będą zapewne umniejszać jego wkład w ten sukces, niemniej udało mu się to, czego w Koszalinie nie zrobił wcześniej żaden szkoleniowiec – a wielu dysponowało przecież lepszymi zawodnikami. Można mieć szereg uwag do jego decyzji kadrowych (brak pomysłu na wykorzystanie Rafała Bigusa, zaskakujące rotowanie składem), ale wiele z jego koncepcji okazało się skutecznych – co więcej, przyniosły finalnie efekt lepszy od zakładanego. Tym razem nie występuje w roli „strażaka”, który pojawia się w trakcie rozgrywek i musi naprawiać błędy poprzednika, miał bowiem sposobność przygotowania zespołu do nowego sezonu wedle swojej koncepcji. Nie obyło się bez przeszkód – nie wszyscy gracze, których chciał mieć w składzie, okazali się dostępni, a niektóre wybory (Dane Johnson), nie wypaliły (problemy zdrowotne), przez co zespół jest zapuszczony jak mało który w lidze, niemniej Sretenović wygląda na człowieka, który ma to wszystko pod kontrolą. Co prawda przedsezonowe sparingi nie napawają optymizmem, ale sam szkoleniowiec uspokaja, że w sezonie będzie tylko lepiej. Co prawda kalendarz rozgrywek nie jest dla Akademików zbyt korzystny na początku i kilka porażek może sprawić, że pozycja Sretenovicia nie będzie już tak mocna, ale z drugiej strony wydaje się, że już dawno nie było takiej szansy, aby trener, który rozpoczyna z AZS-em sezon, mógł go także zakończyć…
Ocena: 4

Obrońcy: Wszystko wskazuje na to, że liderem i największą gwiazdą Akademików będzie LaceDarius Dunn. Amerykanin doskonale spisywał się w sparingach i „ma papiery” na bycie królem strzelców PLK. Dysponuje świetnym rzutem z praktycznie każdej pozycji – potrafi równie dobrze zaskoczyć efektownym wejściem pod kosz, co celną trójką (przy okazji dobrze wykonuje też rzuty wolne). W przedsezonowych grach pokazał też, że potrafi nieźle zbierać i dobrze radzi sobie w obronie. Problemem może się jednak okazać zbyt egoistyczna niekiedy gra (nie zawsze widzi lepiej ustawionych partnerów i forsuje rzuty) i potencjalne problemy z aklimatyzacją, jeśli jednak Dunn dobrze wkomponuje się w zespół, może być jednym z czołowych graczy całej ligi. Partnerem Dunna w wyjściowym składzie powinien być Oded Brandwein, dla którego AZS jest już trzecim środkowopomorskim klubem w karierze. W sezonie 2012/2013 reprezentując barwy Czarnych Słupsk, rozgrywający z Izraela notował średnie na poziomie 9,5 pkt, 3,6 ast i 1 zbiórki i podobnych statystyk można od niego oczekiwać w Koszalinie. W meczach sparingowych Brandwein dobre mecze przeplatał z bezbarwnymi, ale w każdej chwili rolę rozgrywającego może od niego przejąć Sek Henry, który z racji warunków fizycznych i umiejętności jest predysponowany do grania na pozycjach 1-3, dzięki czemu doskonale odnajduje się w rotacji. W ubiegłym sezonie Henry był jednym z kluczowych zawodników „brązowej drużyny”, u progu tego sezonu wygląda zaś na gracza jeszcze dojrzalszego. Z jednej strony potrafi zaskoczyć niekonwencjonalną akcją ofensywną (choć musi popracować jeszcze nad rzutami dystansowymi), z drugiej jest jednym z najlepszych defensorów w naszej lidze. Henry w sezonie 2012-13 dla AZS-u Koszalin, osiągał przeciętne 10.8pkt-3.3zb-2.6as i ma szansę, aby te wyniki powtórzyć także w tym roku. Kolejnymi obrońcami w rotacji są Maciej Raczyński, który jest całkiem niezłym strzelcem i nieźle radzi sobie w obronie, a także Piotr Dąbrowski, który dobrze odnajduje się w roli zadaniowca, którego zadaniem jest głównie gra defensywna i grożenie rzutem z dystansu. Grupę graczy obwodowych zamyka młodziutki Paweł Czubak, którego rola w drużynie będzie zapewne marginalna.
Ocena: 5-

Skrzydłowi: Pozycja numer 3 wygląda identycznie, jak przed rokiem – ponownie grać będą na niej, wymiennie, Bartłomiej Wołoszyn i Artur Mielczarek. Obaj gracze w ubiegłorocznym składzie pełnili role zadaniowców, którzy niejako z musu stali się ważnymi ogniwami drużyny i z roli tej wywiązywali się różnie, ostatecznie jednak byli na tyle przydatni, że zdecydowano się przedłużyć z nimi kontrakty. U progu nowego sezonu obaj wyglądają na bardziej pewnych siebie, co może przełożyć się na jeszcze lepszą grę – Wołoszyn imponuje skutecznością z dystansu i odwagą w atakowaniu kosza, Mielczarek z kolei świetnie prezentuje się w obronie i potrafi walczyć na tablicach nawet silniejszymi i wyższymi rywalami. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy zmuszony jest grać na pozycji numer 4, wówczas bowiem okazuje się wyraźnie słabszy od większości rywali. Nominalnie na tej pozycji grac powinien jednak mający za sobą bardzo krótki epizod w NBA (4 mecze w Portland) Raymond Sykes. Silny skrzydłowy o niezłych warunkach fizycznych i znakomitej skoczności ma wszelkie predyspozycje ku temu, by zostać jednym z najefektowniejszych zawodników naszej ligi – w przedsezonowych sparingach imponował łatwością w efektownym wykańczaniu akcji i piorunującymi wsadami. Miał jednak wyraźne problemy z rzutem z półdystansu i arsenałem zagrań podkoszowych – jeśli dostanie dobre podanie pod koszem, niemal zawsze kończy je efektownym wsadem, problem pojawia się jednak wtedy, gdy jest zmuszony do rzutu. Duża skoczność i niezwykle długie ręce sprawiają jednak, że dobrze radzi sobie w walce o zbiórki i potrafi zagrozić efektownym blokiem. Czwartym skrzydłowym – nominalnie silnym – jest Zbigniew Białek, który po niezbyt udanym poprzednim sezonie ma nadzieję odrodzić się (tropem Pawła Leończyka) w Koszalinie. Póki co jednak prezentuje się bardzo słabo i poza rzutem z dystansu nie jest w stanie wnieść nic pożytecznego do gry – gubi się w ataku pozycyjnym, nie istnieje w walce podkoszowej i wyraźnie nie nadąża za rywalami w obronie. Tym samym jedyną rzeczywistą czwórką w drużynie jest Sykes, który – jakby tego było mało – często gra także na pozycji środkowego…
Ocena: 4-

Środkowi –  …gdzie nominalnie gra Darrell Harris, nowy kapitan Akademików, który w ubiegłym sezonie był jednym z najlepszych środkowych ligi i – tradycyjnie już – czołowym zbierającym. W przerwie między rozgrywkami Harris wyraźnie nabrał masy i można oczekiwać, że jeszcze lepiej będzie sobie radził w walce pod koszami z wyższymi i silniejszymi zawodnikami. Ucierpiała na tym nieco jego szybkość, widać jednak, że poprawił również rzut z półdystansu i śmielej atakuje kosz, ale ma braki w obronie, przez co łapie zbyt wiele przewinień. Jeśli dojdzie do pełnej formy i będzie – częściej niż to było w meczach sparingowych – wykorzystywany w ataku, może okazać się kluczowym graczem zespołu. Gdy Harrisa nie ma na boisku, rolę środkowego przejmuje Sykes, a w szczególnych okolicznościach nawet Białek lub Mielczarek. Spowodowane jest to słabością AZS-u na pozycjach podkoszowych, jedynymi prawdziwymi „4” i „5” w zespole są bowiem Harris i Sykes. Nie sprawdza się w tej roli nominalna „4” Białek, nie radzi sobie Mielczarek, a uzupełniający skład junior Przemysław Wrona mimo niezłych warunków fizycznych i sporego potencjału nie jest, póki co, zupełnie przygotowany do gry na poziomie ekstraklasy i jego rola w drużynie będzie zapewne marginalna.
Ocena: 4-

Hala/kibice: Już drugi sezon Akademicy swoje mecze rozgrywać będą w nowej hali. W ubiegłym sezonie frekwencja na meczach AZS-u wynosiła średnio 1912 widzów, co dało Koszalinowi szóste miejsce w lidze. Po ubiegłorocznych sukcesach można się zatem spodziewać, że w tym roku będzie tylko lepiej, zwłaszcza, że grono wiernych kibiców powiększyło się o sporą grupę tzw. kibiców sukcesu, a w samym Koszalinie coraz modniejsze staje się „chodzenie na kosza”. Z drugiej jednak strony klub nie popisał się od strony marketingowej w przerwie między rozgrywkami, a frekwencja na Turnieju o Puchar Prezydenta Miasta Koszalina, który rozegrany został na tydzień przed startem rozgrywek, nie przekroczyła tysiąca widzów.
W sezonie będzie jednak zapewne zupełnie inaczej.

Cele/możliwości: Powtórzenie zeszłorocznego sukcesu może okazać się dla zespołu niezwykle trudnym zadaniem – brązowy medal, wywalczony w niezwykłych okolicznościach, to, jak dotąd, największe osiągnięcie drużyny z Koszalina. Co prawda z ubiegłorocznego składu pozostało aż czterech kluczowych zawodników, ale zabrakło tych dwóch najważniejszych (Wiśniewski, Leończyk), których nie w pełni udało się zastąpić. Znacznie słabiej prezentuje się zwłaszcza polska kolonia, co może okazać się dużą przeszkodą w rywalizacji z drużynami, które opierają swoją grę w równym stopniu na zaciągu zagranicznym, co reprezentantach Polski. Celem jest – jak co roku – awans do górnej szóstki, gwarantujący udział w ćwierćfinałach, oraz próba sprawienia niespodzianki, która oznaczałaby awans do strefy medalowej. W praktyce może okazać się to jednak bardzo trudnym zadaniem, liga wydaje się bowiem w tym sezonie być bardziej wyrównaną i o sześć pierwszych miejsc bić się będzie przynajmniej 8 zespołów. Jeśli jednak AZS wykorzysta w pełni drzemiący we wszystkich zawodnikach potencjał, upragniona od lat górna szóstka powinna okazać się realnym celem.

Prognoza: Wariant optymistyczny to upragnione wejście do górnej szóstki i ponowna próba sprawienia niespodzianki w ćwierćfinałach. Wariant pesymistyczny zakłada zajęcie 7-8 miejsca i ponowną walkę o play-offy, która – jak zawsze – zakończy się awansem. Powtórzenie ubiegłorocznego wyniku byłoby ogromnym sukcesem, najprawdopodobniej skończy się jednak na awansie do ćwierćfinału. Niewykluczone jest jednak, że AZS ponownie sprawi niespodziankę i powalczy w strefie medalowej…

Możliwa pierwsza piątka:

 Untitled

Skład drużyny:

Oded Brandwein POL 1988 179 cm rozgrywający
Sek Henry USA 1987 193 cm rzucający obrońca/rozgrywający
Paweł Czubak POL 180 cm rzucający obrońca
LaceDarius Dunn USA 1987 193 cm rzucający obrońca/rozgrywający
Piotr Dąbrowski POL 1985 192 cm rzucający obrońca/niski skrzydłowy
Bartłomiej Wołoszyn POL 1986 196 cm niski skrzydłowy
Artur Mielczarek POL 1984 195 cm niski skrzydłowy
Maciej Raczyński POL 1984 190 cm rzucający obrońca
Przesmysław Wrona POL 1996 204 cm środkowy
Raymond Sykes USA 1986 206 cm silny skrzydłowy/środkowy
Zbigniew Białek POL 1982 202 cm silny skrzydłowy
Darrell Harris USA 1984 208 cm środkowy

Wojtek Konieczny

Fan NBA od dziecka (stąd pomysł na stronę Retro NBA). Posiadacz kolekcji własnoręcznie zrobionych kart o każdym klubie i wielkiej encyklopedii NBA w zeszycie 80-kartkowym powstałej w czasach, gdy nie było jeszcze Internetu... Specjalizacja - wykresy, tabele, statystyki. W wolnych od koszykówki chwilach filolog i nauczyciel polskiego :).

Może Ci się również spodoba

7 komentarzy

  1. takos napisał(a):

    Nie zasypiali.

  2. ballko napisał(a):

    Sretenović jest zdaje się Serbem, a nie Chorwatem. Poza tym jednak niezła analiza.

  3. takos napisał(a):

    Jak nie polonista, to etnograf. Jakoś damy radę razem. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Świetny występ Ponitki w Belgii

Telenet BC Oostenda zdominowała wczoraj spotkanie drugiej kolejki Ethias League i w konfrontacji z Liege Basket Jego Ostenda wyraźnie wygrała...

Zamknij