10 przyczyn słabych występów Polaków na Eurobaskecie

Po kilku dniach oddechu od występów Biało-Czerownych na słoweńskich parkietach pokusiłem się o kilka wniosków związanych ze słabymi występami Polaków na Eurobaskecie. Być może ktoś z Was ma inny punkt odniesienia lub znalazł równie podobne odczucia, to też zapraszam do dyskusji w komentarzach.

1/ Trener

Na pół roku przed najważniejszym dla wielu zawodników Eurobasketem Polski Związek Koszykówki zdecydował się na zamienienie słoweńskiego szkoleniowca Alesa Pipana (który wywalczył awans do kolejnych ME i wygrał ostatnie eliminacje ogrywając Finlandię oraz Belgię czyli drużyny, które awansowały do II rundy słoweńskiej imprezy) Niemcem, Dirkiem Bauermannem. O ile Pipan miał doświadczenie z pracy w lidze polskiej i znał większość zawodników bardzo dobrze, o tyle Bauermann był osobą świeżą, z zewnątrz, która nie miała większego pojęcia o większości nazwisk z naszej kadry. Przez pół roku szkoleniowiec, który w latach ‘90tych poprzedniego wieku święcił największe klubowe tryumfy z Albą Berlin, a następnie w 2005 roku zdobył wicemistrzostwo Europy, nie poznał mentalności, słabości czy wszystkich możliwości naszych kadrowiczów. Śmiem twierdzić, że eksperyment ze zmianą trenera nie powiódł się, gdyż tak naprawdę szkoleniowiec zaznajomił się z podopiecznymi podczas ostatnich dwóch miesięcy. To stanowczo zbyt mało czasu by odkryć dobre i złe strony zawodników. Niektóre źródła sugerowały też, że czas Bauermanna w Niemczech się skończył – został zwolniony z Bayernu Monachium – i szukał nowych możliwości zarobkowania zagranicą (Polska – kadra i Litwa – Lietuvos Rytas Wilno).

2/ Dobór zawodników i cała selekcja

Skoro Bauermann nie miał wielkiego rozeznania na temat potencjału wszystkich zawodników, zastanawiam się czym się kierował i czy w ogóle miał on wpływ na pierwszą selekcję graczy do swojej szerokiej kadry? W połowie maja ogłoszono szeroką kadrę na Mistrzostwa Europy. Zabrakło w niej trzech graczy, którzy zdobywali doświadczenie w eliminacjach do słoweńskich Mistrzostw i którzy mieli wpływ na nienajgorszy wynik polskiej reprezentacji podczas litewskiego turnieju (Dardan Berisha, Robert Skibniewski, Piotr Szczotka). Nie spróbowano, po raz kolejny, możliwości sprawdzenia Davida Logana (który ostatnie dwa lata spędził w najlepszych europejskich drużynach jak Panathinaikos i Maccabi Tel Aviv; warto dodać, że niektórzy trenerzy z Eurobasketu próbowali podczas sparingów dwóch naturalizowanych graczy by w końcu wybrać tego bardziej potrzebnego). Dziś śmiem twierdzić, że będący po urazie kolana Thomas Kelati i odpoczywający również przez część przygotowań obrońca/skrzydłowy za mało wniósł do kadry, a na pewno dużo mniej niż podczas litewskiego turnieju. Być może treningowa rywalizacja z Loganem , który momentami mógłby wspomóc rozgrywających przy przeprowadzaniu piłki na pole ataku (jak oglądaliśmy na Eurobaskecie zarówno Łukasz Koszarek jak i Krzysztof Szubarga mieli wyraźne problemy z tym) przyniosłaby Bauermannowi myśl o zabraniu na turniej Amerykanina, który już reprezentował Polskę na Mistrzostwach 2009 roku. Tajemincą Olka Czyża natomiast pozostanie fakt, dlaczego on nie stawił się na kadrze, woląc kilka minut w letniej lidze NBA. Na pewno miałby on szansę zaistnienie czy pokazania się na Eurobaskiecie, zwłaszcza, że nasze dwie wieże (Gortat i Lampe) nie wypadały najlepiej, a Adam Hrycaniuk był daleki od optymalnej formy.
Dobór zawodników to również kwestie powierzonych zadań na parkiecie. Dziś po Eurobaskecie 2013 możemy śmiało powiedzieć, iż brakowało nam graczy do agresywnej obrony oraz lepszych strzelców dystansowych, nie bojących się podjąć ryzyka.

3/ Przygotowanie do turnieju

Z optymizmem, przy wielkim udziale Marcina Gortata w mediach oraz rosnącej formie podczas sparingów Macieja Lampego, patrzyliśmy w stronę włoskich oraz belgijskich sparingów naszej kadry. Nad wszystkim szuwał ekspert z Gdynii (od nowego sezonu Stelmet Zielona Góra)- Cole Hairston. Wydaje się, że nasi zawodnicy mocno szykowali się na najlepsze wyniki podczas potyczek z Włochami (2x), Gruzją, Izraelem, Belgią a sztab trenerski już przygotowywał całą reprezentację na szerokie korzystanie z usług podkoszowych graczy (zapominając jednak o podstawowym pojęciu jakim jest spacing, czyli tworzenie wolnej przestrzeni do gry przez innych; wpływ na to ma ruch graczy, skuteczność rzutowa z dalekiego dystansu i kreatywność rozgrywającego). To miały być nasze pewne i łatwe punkty czyli atuty, w kolejnych przeprawach na Eurobaskiecie – na mecze z Gruzją i Czechami. Niestety również oczywiste i bardzo czytelne dla naszych kolejnych przeciwników co udowodnił już ostatni turniej przez imprezą roku polskich koszykarzy, w Lublinie. Kolejne mecze z Gruzją i Czechami na Słowenii już dobitnie potwierdziły, iż czegoś wyraźnie zabrakło podczas przygotowań..Dziś można powiedzieć, że najlepszą formę naszych koszykarzy oglądaliśmy na turnieju w belgijskiej Antwerpii. Na koniec turnieju zobaczyliśmy, że dwie wieże szczęścia i sukcesu nie dają (a przecież eliminacje graliśmy z rozciągającą grę na obwodzie czwórką, Michałem Ignerskim) kiedy Jonas Kazlauskas z Litwy pogrzebał swoje szanse tandemem R.Javtokas – D.Lawrinowicz.

4/ Brak wniosków z przygotowań

Przegrany w niecodziennych okolicznościach mecz z Ukrainą, kiedy praktycznie oddaliśmy rywalom zwycięstwo w ostatnich sekundach mógł zasygnalizować trenerowi i jego sztabowi szkoleniowemu (Krzysztof Szablowski i Adam Wójcik), że coś idzie w złym kierunku. Już wcześniej, podczas meczu z Włochami w Belgii, zespół Simone Pianigianiego udowodnił nam, że nasza wielka bolączka od lat czyli pozycja rozgrywającego będzie miała ogromne problemy z agresywną obroną przeciwników (nawet jeśli Szubarga i Koszarek występują obok siebie na boisku). Być może jednym z problemów był niski poziom utrzymania koncentracji i tzw. szybkie zawodowolenie się z pozytywnego wyniku ale po to jest właśnie trener z autorytetem, który w odpowiednim momencie przerwie fragment złej gry i przywróci ład w głowach graczy i wpłynie na wyniki na boisku (dziś próbuje sobie przypomnieć reakcje Andreja Urlepa na szkolne błędy jego graczy). Po to są też liderzy drużyny (Marcin Gortat?Łukasz Koszarek??) którzy powinni wpłynąć na postawę kolegów i przywołać ład w naszych szykach. Ponadto dwa pierwsze mecze turnieju pokazały, że nic nie zostało zmienione, pojechaliśmy z taką taktyką jaką prezentowaliśmy podczas wygranych i przegranych sparingów oraz drugi mecz turnieju przegrywamy w identyczny sposób jak ten z Ukrainą (notabene rewelacją całego turnieju). Można zaryzykować stwierdzenie, że rywale czytali nas jak otwartą książkę.

5/ Niezmienność i brak modyfikacji (przed turniejem i w trakcie jego trwania)

Brak agresywności i determinacji w defensywie oraz czytelne schematy ataku, a momentami brak ruchu w ofensywie, dobitnie obnażały potencjał polskiego zespołu podczas meczu z Gruzją. Ponadto słaba organizacja gry w ataku, masa niepotrzebnych strat czy problemy z wprowadzeniem piłki na pole przeciwnika. W dalszej kolejności wahanie się co do podjęcia próby rzutu, nawet z czystej pozycji. Z naszej kadry, już w pierwszym meczu, uszło powietrze niczym z napompowanego balonu. W meczu z Czechami zagraliśmy świetną pierwszą kwartę, w czwartej swój rytm złapał Michał Ignerski, ale w końcu zwyciężył niemiecki schemat grania Lampe i Gortatem na raz, co przyniosło nam sensacyjną porażkę. Znów obserwowaliśmy rozprężenie w szeregach Biało-Czerwonych, a w ostatniej akcji ważnego meczu, zostaliśmy oszukani przez czeskiego weterana, niczym początkujący junior (konkretnie Kelati i Waczyński). Takie ukraińskie ‘deja vu’ z meczu z Lublina szybko wróciło do mojej głowy. Mecz z Chorwacją, który był do wygrania, został przegrany przez podobne – wymienione na wstępie – detale. Do annałów polskiej niechlubnej historii przejdą najprostsze a zarazem najgłupsze straty Polaków – typu – podanie spod kosza Marcina, do nie patrzącego w stronę piłki Łukasza Koszarka (skończyło się punktami Chorwatów) oraz wypuszczenie piłki na aut, przy swobodnym prowadzeniu jej przez Krzysztofa Szubargę na własnej połowie. Goniliśmy rywala dopóki starczyło nam sił. O czym myśleli wówczas wszyscy zawodnicy, dlaczego takie błędy (kompletnie nie przytrafiające się w Polskiej Lidze czy nawet podczas eliminacji i meczów z Finlandią oraz Belgią). Jedynym naszym niezawodnym graczem okazał się Michał Ignerski, regularnie punktujący i broniący honoru naszych barw. Niektórzy z zawodników, do końca turnieju nie potrafili zyskać zaufania trenera Dirka Bauermanna (Chyliński czy nawet Zamojski ; nasuwa się kolejne pytanie czy nie lepiej w taki razie byłoby zabrać na ME Tomasza Gielo oraz Michała Michalaka oswajających się z atmosferą Mistrzostw?).

6/ Słaba komunikacja (na lini trener-rozgrywający oraz zawodnik-zawodnik)

Jeśli spojrzymy wstecz na pracę z kadrą Mulego Katuzurina oraz Andreja Urlepa zobaczymy coś na wzór zdalnego sterowania. Kiedy rozgrywający podejmował akcję w ataku, zawsze najpierw kierował swój wzrok w stronę szkoleniowca, by poznać jego pomysł na kolejną akcję. Podobnie i często postępowali rozgrywający z Serbii, Chorwacji, Słowenii oraz Ukrainy, których przyszło nam oglądać na wiele wyższym od naszego poziomie. Niestety z tego typu komunikacji niewiele widzieliśmy na lini Koszarek/Szubarga – Bauermann. Ponadto Niemiec często przyjmował nasze straty ze spokojem, stojąc przy lini bocznej boiska, z zasępioną miną. Nie widzieliśmy też wielu rozmów wśród kolegów z drużyny podczas meczu, niezwykle niezbędnych podczas obrony na własnej połowie. Wydawało się, że niezbyt należycie wypełniali swoje role kolejni podkoszowi, nie sterując należycie ruchami obrony. W naszych szykach na próżno było szukać podwojeń, przekazań krycia oraz pomocy. Ogrywani zostawaliśmy często w pierwszym kroku..

7/ Niska koncentracja i słaba motywacja a może lekceważenie rywala?

Wyżej opisane błędy mogły wynikać z paru zagadnień; niskiego poziomu koncentracji – na co największy wpływ powinien mieć Dirk Bauermann (zaryzykuję stwierdzenie, że trener nie poznał na tyle swoich zawodników, by dosadnie wiedzieć w jaką sferę uderzyć, by mieć zwartego i gotowego na wyzwanie gracza). Być może również zawodnicy nie potrafili się zmotytować odpowiednio by pokonać rywala a wynikać to mogło ze zlekceważenia Gruzinów, których w końcu przed turniejem już ograliśmy (a grali w końcu bez najlepszych graczy swoich, z NBA, Pachulii i Shengelii) oraz posiadanego w głowie zwycięstwa nad Czechami (którzy jak się utarło w ogólnym przekonaniu, są koszykarsko słabsi od nas i mają na pewno słabszą rodzimą ligę; ograliśmy ich w lutym podczas polsko-czeskiego Meczu Gwiazd itp.). Należy podkreślić, iż czołowi gracze gruzińscy oraz czescy jedli – nie raz – koszykarski chleb z lepszego europejskiego zespołu od naszych czołowych graczy (ligi włoskiej, hiszpańskie i tureckie a nawet NBA goszczą bądź gościły już koszykarzy obu krajów; czasami nawet przed naszymi zawodnikami byli w tych ligach pierwsi).

8/ System szkolenia lub droga na skróty

Patrząc na technikę użytkową większości naszych obrońców i skrzydłowych nie wypada nie uderzyć w system (którego nie ma) szkolenia. Należy zadać pytanie czy gracze odpowiednio pracują nad sobą i eliminacją własnych słabości? Gdzieś w oddali mówi się o Szkołach Mistrzostwa Sportowego, ale niestety większość klubowych drużyn z Polskiej Ligi Koszykówki nie posiada dostatecznego zaplecza by rozwijać umiejętności młodych adeptów. Nie ma czegoś na wzór piłkarskiej młodej ekstraklasy. Brakuje sponsorów, tudzież poziom ligi i nakładów na potencjalny rozwój jej spada. Nie ma nakładów finansowych na szkolenie młodych graczy oraz chęci trenerów by czasami pracować za bardzo niskie wynagrodzenie. Dzisiejsza młodzież też nie do końca garnie się do koszykówki, wybierając „zwolnienie z WF-u” lub grę na komputerze bądź konsoli..Nawet campy Marcina Gortata – które trwają kilka dni – nie zmienią myślenia większości.
Zawodnicy, którzy wzorowali się na graczach poprzedniej epoki (Zielińskim, Wójciku, Tomczyku, Szybilskim, Baciku, Plucie oraz Jankowskim) powoli dochodzą do trzydziestki na karku, i praktycznie nie mają godnych następców. Nawet takich graczy, którzy będą w stanie deptać im po piętach by czuli oddech konkurencji w rywalizacji o ligowe minuty (poginęli nam w ligowej szarości Tomasz Śnieg, Piotr Pamuła, a zagranicę do Kosowa wyemigrował Dardan Berisha; niewykluczone, że ci gracze w nowym sezonie odbudują swoją pozycję, ale czy na miarę występów w reprezentacji i do kolejnych eliminacji?).
Widząc słabość na pozycji numer jeden już padł medialny pomysł pozyskania, wzorem Ukrainy lub Bułgarii rozgrywającego rodem z USA. Przypomnijmy jednak, że takie pomysł forsował były szkoleniowiec kadry, Andrzej Kowalczyk, a naturalizacja Erica Elliotta (znającego doskonale polskie realia) zakończył się klapą.. Natomiast idee by wrzucić do kadry Jerela Blassingame’a lub Bobby’ego Browna pozostawiam bez komentarza (gdyż nie wszystkim podobał się już pomysł najęcia Davida Logana).

9/ Poziom naszej ligi

Jedno wiąże się z drugim, mam tu na myśli formułę forsowaną na siłę, regulaminowego przepisu o graniu w PLK dwoma Polakami. Praktycznie przepis, który miał pomóc kadrze Polski, hamuje ją, bo poziom naszej ligi nie wzrasta a stoi. Nie ma napływu solidnych graczy zza oceanu, bo momentami krocie dostają rodzimi zawodnicy i na nich idzie największa pula z budżetu. Każda z drużyn od ponad dwóch lat stara się wyciągać jak najlepszych kadrowiczów windując ceny na nich do poziomu niewyborażalnego (zdarza się, że nasi czołowi zawodnicy żądają płac wyższych od przypadkowego i wolnego gracza z zagranicy, który potrafi zawojować naszą ligę -> Nic Wise/Łukasz Koszarek, Ivan Opacak/Przemysław Zamojski, Aaron Cel/Filip Dylewicz, Yemi Gadri Nicholson/Adam Hrycaniuk to najlepsze przykłady). W dalszej kolejce znajduje się odmowa czołowych klubów ligi do udziału w grze w europejskich pucharach przez co gracze nie mają kontaktu z innymi drużynami, grającymi często w silniejszych ligach i na wyższym poziomie. Nie ma przetarcia – nie ma szans na dalszy rozwój – kiedy nie wychodzimy poza własne mury.

Ważna sprawa to fakt, iż 90% pieniędzy klubu idzie na potrzeby głównej drużyny, seniorów czyli w młodzików, kadetów i juniorów niewiele się inwestuje. Wszyscy , lub prawie wszyscy nie mają cierpliwości do stworzenia długofalowego sukcesu, a zadawalają się potrzebą medalu w danej chwili (bo np. stracimy sponsora). Nieco inaczej te finanse lokowane są ligach niemieckiej, hiszpańskiej czy słoweńskiej, gdzie blisko 30% klubowej puli -często przy większym budżecie – kładzie się na młodzież.
Spójrzymy też na fakt jak nie wykorzystano klikuletnich możliwości zbudowania zespołów młodzieżowych w Asseco Prokomie Gdynia oraz od razu rodzi się pytanie, czy euroligowe możliwości wykorzystają działacze Stelmetu Zielona Góra? Cudem śmiem nazwać sukces z młodzieżowych Mistrzostw świata drużyny Jerzego Szambelana (z Mateuszem Ponitką, Przemysławem Karnowskim, Michałem Michalakiem i Tomaszem Gielo). Warto zapytać konstruktorów tego sukcesu jak im się udało to zrobić? 😉

Co może podnieść poziom ligi? Wydaje się ,że zmniejszenie limitu do jednego Polaka w pierwszej piątce drużyny oraz wprowadzenie do ligi poziomu. Wydaje się, że liga zamknięta, z wymaganiami co do wielkości hali czy ilości kibiców na trybunach też nie ma większego sensu. Dlaczego nie może być normalnej ligi, ze spadkami i awansem? Zobaczmy, że największe ośrodki – wydawałoby się medialne i zdolne przyciągnąć sponsorów oraz fanów – praktycznie umarły (Warszawa, Poznań, Łódź i Kraków). Należy też zastanowić się na klinikami trenerskimi dla szkoleniowców z PLK oraz kadr juniorskich zespołów, poprzez zapraszanie najlepszych trenerów zagranicznych, mogących pomóc m.in. przy szkoleniu młodzieży. Sami zawodnicy muszą też zrozumieć, by się rozwinąć i coś więcej osiągnąć nie mogą przez całe życie klepać piłkę w PLK (chyba, że ktoś ma tylko ambicję zarabiania..).
Inna rzecz, to przywołanie przed ekrany nowych fanów koszykówki, którzy nie tylko będą mogli śłedzić PLK ale również podejrzą grę najlepszych drużyn z Europy lub NBA. Praktycznie od kiedy koszykówka w telewizji zniknęła z programu telewizji publicznej (Jedynki lub Dwójki) zainteresowanie tym sportem drastycznie spadło. Wystarczy przypomnieć lata ’90-te , czasy ekipy Eugeniusza Kijewskiego, kiedy finały NBA oraz finały PLK cieszyły się ogromnym zainteresowaniem w telewizji publicznej. Dużo ludzi, będących dziś w średnim wieku, sięgało po raz pierwszy czy drugi po pomarańczową piłkę.

10/ PzKosz – i co dalej?

Organizacja, która ma pomagać w budowie jakości koszykówki od lat boryka się z problemami finansowymi. Kolejne nieudolne rządy kilku prezesów niczego nie przyniosły/przynoszą oraz niczego nie zmieniły/zmieniają. Dziś mamy za sterami byłych sędziów, którzy mają nieco inne spojrzenie na koszykówkę od trenerów, zawodników oraz kibiców. Przy budowie reprezentacji od lat bazujemy na modelu zagranicznego trenera i graczy, którzy wychowali się i zdobyli koszykarskie szlify zagranicą (Marcin Gortat w Niemczech i USA, Maciej Lampe w Szwecji i Hiszpanii, a Thomas Kelati w USA czy Hiszpanii). Nawet wcześniej najlepsi nasi koszykarze podnosili swoje możliwości w USA (Szybilski, Zieliński i Bigus a dziś Hrycaniuk), Francji (Hyży, Stefański i Pluta), Belgii/Hiszpanii/Grecji (Wójcik, Logan) . Doświadczenia zebrane przez czołowych byłych i obecnych kadrowiczów powinny dać nam wszystkim do myślenia, a być może niektórych zmobilizować do zmiany myślenia nad długotrwałą pracą oraz budową systemu szkolenia z prawdziwego zdarzenia. Być może zagraniczna droga Olka Czyża, Tomasza Gielo, Mateusza Ponitki i Przemysława Karnowskiego pozwoli nam utrzymać kontakt z europejską czołówką, ale kto nastąpi po nich? Warto zastanowić się już dziś, po mocno nieudanym Eurobaskecie.

Woy

Kibic NBA spod znaku Chicago Bulls od 1992 roku. Fan Magica Johnsona i Scottiego Pippena. W PLK na bieżąco śledzący wydarzenia od 1991 roku, fan Rajmondsa Miglinieksa i Josepha McNaulla. Chętnie dzielący się najświeższymi nowinkami oraz historycznymi wydarzeniami, które miał okazję oglądać. Pasjonat statystyk i cyferek. Koszykówkę ogląda na każdym poziomie; od NBA do PLK.

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. bargnani7 napisał(a):

    Według mnie kwestia psychologiczna też miała ogromne znaczenie. Do dzisiaj nie potrafię zrozumieć jak Gortat, który grał w swojej karierze przeciwko najlepszym na świecie setki razy czy Lampe, który od kilku lat walczy z najlepszymi w Europie mogą mieć tak splątane nogi kiedy nagle okazuje się, że Gruzini potrafią grać w kosza i to lepiej od nas.

    Trener trenerem, ale zawodnicy z takim doświadczeniem nawet przy gówno wartym coachu powinni wiedzieć co mają robić, bo przecież grają w tą grę od lat i przeżyli dziesiątki trudnych momentów na parkiecie. Ten problem dotyczył większości kadry (poza Ignerskim właściwie wszystkich).

    Może pora zatrudnić jakiś rozbudowany sztab psychologów sportowych?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Marcus Relphorde zmienia Turów na Śląsk

Marcus Relphorde, który ponad tydzień temu przybył do Zgorzelca na testy, wyjechał z przygranicznego miasta i jedzie do stolicy Dolnego...

Zamknij