Stelmach zepsuł show Spraliji.

Swój najlepsze zawody w sezonie 2012-13 rozgrywał podkoszowy Trefla Sopot, Sime Spralija. Krytykowany często, za granie dalekie od kosza oraz zbyt częste oddawanie rzutów z dystansu Chorwat, był ‚postacią numer 1’ drugiej oraz trzeciej kwarty i najlepszym strzelcem swojego zespołu w całym meczu, podczas szlagierowego meczu, na inaugurację 17. kolejki TBL.

Spotkanie w Zgorzelcu rozpoczęło się od szturmu przyjezdnych, prowadzonych przez niedawnego asystenta trenera Turowa, Mariusza Niedbalskiego. Goście wyglądali niczym w transie prowadząc 17:3 po 5 minutach gry, a szczególnie imponował wysoką dyspozcyją rzutową Filip Dylewicz (8pkt i 2x3pkt).

Mimo wysokiego prowadzenia Turów wrócił do gry m.in. za sprawą dwóch celnych rzutów z rzędu Ivana Opaćaka. W drugiej kwarcie wicemistrzowie Polski rozpoczęli w rezerwowym składzie m.in. z Michałem Michalakiem, Lorinzą Harringtonem czy Sime Spraliją. Pięć trzypunktowych rzutów w w pierwszych czterech minutach drugiej kwarty (3x Spraliji oraz 2x Harringtona) pozwoliły przyjezdnym na ponowną ucieczkę i dwucyfrowe prowadzenie (36:25).  Pojedyncze zagrania Aarona Cela, Michała Chylińskiego oraz Dorde Micića pozwoliły graczom Miodraga Rajkovića na zniwelowanie strat do 8 oczek, przed przerwą (40:48).

Po przerwie swoje skuteczne i dystansowe granie kontynuował Spralija. Chorwat trafił szybko kolejne dwie trójki, a gospodarze nie tylko nie znajdowali recepty na jego udane próby, ale również nie znajdowali odpowiedzi w ataku przy prowadzącym grę Turowa Miciću. Sytuacja zgorzelczan uległa poprawie, gdy na parkiecie pojawił się Michał Chyliński. Chyliński w parze z Davidem Jacksonem, nie tylko skuteczniej prowadzili akcje w ataku, ale i poprawili jakość gry w defensywie swojego zespołu. Turów od stanu 44:56 zniwelował przewagę gości do 6 oczek i trzecią kwartę kończył z taką samą stratą (59:65). Warto podkreślić, że poprawa ofensywy gospodarzy wynikała również ze świetnej postawy Cela (21pkt po III kw.).

Finałowa odsłona rozpczęła się od 3 minutowej niemocy z obu stron, serii błędów i niecelnych rzutów. Dopiero wejście pod kosz Chylińskiego i trójka Micića zafudnowała fanom zgromadzonym w hali przy Ul. Maratońskiej wynik bliski remisu (64:65).  Po kolejnych trafieniach Jacksona i Micića Turów wyszedł na prowadzenie (68:67) i tylko Frank Turner trzymał wynik dla gości.  Kiedy za trzy punkty trafili Chyliński i Piotr Stelmach wydawało się ,że Turów zmierza po kolejną wygraną, ale nastroje zgorzelczan swoją szóstką trójką w meczu stonował Spralija. Dwie kolejne akcje miejscowych zakończyły się stratami, a najpierw blok od Spraliji dostał Ivan Zigenarović, następnie błąd kroków popełnił Jackson. Miodrag Rajković „wychodził z siebie”, kiedy sędziowie orzekli faul na najniższym Turnerze – najwyższego Zigenarovića.. Niestety rozgrywający Trefla spudłował pierwszą próbę, ale po chwili znów stanął na linii, po nieudanej próbie rzutu Chylińskiego i faulu Jacksona. Tym razem 173cm rozgrywający się nie pomylił i Trefl prowadził (75:74). Na 12 sekund do końca kwarty o czas poprosił trener Rajković i po nim swój najważniejszy doychczas rzut w sezonie wykonał Piotr Stelmach. Mający na koncie tylko jedno udane spotkanie w barwach Turowa – przeciwko Stelmetowi – skrzydlowy rzucił zza łuku, o tablicę i trafił, zapewniając zgorzelczanom drugą z rzędu wygraną oraz pierwsze miejsce w tabeli.

Ten rzut był możliwy tylko dzięki temu, że drużyna zagrała bardzo dobry mecz i wszystkimi siłami doprowadziła do zaciętej końcówki. Szczerze mówiąc to do tej pory zastanawiam się jak to wpadło do kosza (śmiech). Piłka tak naprawdę wyślizgnęła mi się z rąk. Byłem wówczas pewny, że uderzy w górny kant tablicy. Ktoś jednak czuwał nad nami ”na górze” i popchnął ją we właściwym kierunku. To mój drugi celny rzut na zwycięstwo podczas wszystkich lat gry w ekstraklasie – powiedział na łamach ksturow.eu Piotr Stelmach.

Podsumowując: Obie drużyny opierały swoją taktykę na rzutach zza łuku. Turów trafił 10 z 21 prób, natomiast Trefl 12 z 22. Jedną z ważniejszych statystyk okazała się liczba strat. Miejscowi mieli ich na koncie tylko 6, podczas gdy goście 12 (4x Harrington i 3x Turner). Straty były efektem mocnego nacisku na rozgrywających Dorde Micića i Davida Jacksona.

Wynik: PGE Turów Zgorzelec – Trefl Sopot 77:75 (16:20, 24:28, 19:17, 18:10)

PGE Turów: Cel 21, Chyliński 16, Micić 12, Opacak 9, Jackson 6, Stelmach 6, Kulig 5, Żigeranović 2, Leszczyński 0, Wichniarz 0

Trefl: Spralja 20, Dylewicz 15, Turner 13, Harrington 10, Waczyński 8, Looby 5, Stefański 2, Michalak 1, Dąbrowski 0

Woy

Kibic NBA spod znaku Chicago Bulls od 1992 roku. Fan Magica Johnsona i Scottiego Pippena. W PLK na bieżąco śledzący wydarzenia od 1991 roku, fan Rajmondsa Miglinieksa i Josepha McNaulla. Chętnie dzielący się najświeższymi nowinkami oraz historycznymi wydarzeniami, które miał okazję oglądać. Pasjonat statystyk i cyferek. Koszykówkę ogląda na każdym poziomie; od NBA do PLK.

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Krzysztof Gryczyński napisał(a):

    Dlaczego takie mecze nie transmitowane są przez TVP Sport ?! Z góry wiadomo jakie będą emocje !!! Myślę,że decydują o tym ludzie nie mającym nic wspólnego ze sportem,jednocześnie nie zależy im na popularyzacji nisko popularnego basketu.Brawo Turów,drużyna z charakterem.Po takim falstarcie(3:17) dużo zespołów poddałaby się czekając końca meczu.BRAWO !!! Oglądamy dzisiaj szlagier kolejki(hehe)Rosa-Asseco,przekaz fatalny…kiedy ten kanał w odbiorze HD ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Lampe i Tabak z 16. wygraną z rzędu.

Caja Laboral Baskonia powoli zaczyna wyrastać na jednego z faworytów Euroligi. Drużyna ta nie przegrała meczu od początku grudnia w...

Zamknij