Babskim okiem. Dlaczego warto oglądać polską koszykówkę?

Że koszykówkę warto oglądać, nie trzeba chyba przekonywać nikogo. O tym, że warto oglądać NBA też raczej nikogo przekonywać nie trzeba. To najpopularniejsza i najlepsza liga świata, z zawodnikami, którzy są megagwiazdami i super ciachami. Nie każdemu jednak łatwo oglądać NBA, a dla niektórych z nas, lubiących koszykówkę, pozostaje PLK (choć w dobie internetu tak naprawdę można oglądać już wszystko). Może więc warto oglądać Polską Ligę Koszykówki? Postanowiłam więc zebrać kilka powodów, dla których – moim zdaniem – warto (pomijając oczywiście tak oczywiste kwestie, jak uwielbienie dla naszego ukochanego zespołu, skupmy się na lidze. Po prostu).

Gdzie w NBA zobaczycie takie stroje?

1. Można się dowiedzieć o istnieniu takich miasta, jak Radom, Zgorzelec, a nawet Turów!

Dworzec w Radomiu

Wiadomo, że wiedza geograficzna przeciętnego Polaka raczej powalająca nie jest, o czym najlepiej świadczy fakt, że wielu osobom ciężko wskazać na mapie takie miasta, jak Radom czy, nie daj Boże, Zgorzelec lub Starogard Gdański! Tu jednak można sobie poradzić, wspomagając się indeksem w atlasie lub Google Maps. Konia z rzędem jednak temu, kto chciałby wskazać na mapie Polski tak popularne wśród polskich komentatorów koszykówki i na niektórych sportowych portalach miasto Turów. Turów, jak wiadomo, jest położony w bliżej nieokreślonych rejonach Dolnego Śląska, a zespołem z Turowa, jest nic innego, jak… Zgorzelec. Tak, tak, ten Zgorzelec okupujący obecnie pierwsze miejsce tabeli PLK.
Żeby była jasność – w Polsce obecnie jest dziewięć Turowów, wszystkie to wioski. Dziesiąty jest wsią już nieistniejącą, która leżała w powiecie zgorzeleckim. Obecnie znajduje się tam Kopalnia Węgla Brunatnego Turów S.A. oraz Elektrownia Turów. Wierzcie mi jednak – żadnego miasta w Polsce o tej nazwie nie ma…

2. Polska koszykówka gloryfikuje niewielkie miasta.

Wspomniałam już o tym, że dzięki polskiej koszykówce można poznać niektóre polskie, raczej niepopularne, miejscowości. Obecnie największym miastem posiadającym drużynę koszykarską (a nawet dwie!) jest Gdynia (248 tys. mieszkańców), potem Radom (220 tys.), kilka miast około 100 tys. (Koszalin, Włocławek, Zielona Góra, Słupsk) i sporo miast mniejszych, kiilkudziesięciotysięcznych (Kołobrzeg, Sopot, Starogard Gdański, Tarnobrzeg, Zgorzelec). Żadne z tych miast nie posiada drużyny w ekstraklasie piłki nożnej. I pomyśleć, że w zeszłym roku koszykówkę na najwyższym poziomie można było zobaczyć w Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu i Łodzi. Żal, że miasta, które maja pieniądze i powinny stawiać na sport, nie wspierają atrakcyjnej i popularnej koszykówki…
Oglądajmy więc PLK! Wspierajmy niewielkie miasta!

3. Jesteście w elicie!

Target kibiców koszykówki to około 1,1 mln Polaków (jedenaście miast, z czego tylko dwa maja powyżej 200 tys. mieszkańców). Kibicowanie piłce nożnej jest takie łatwe – Poznań, Warszawa, Kraków, Gdańsk, Łódź, Szczecin, dostępne darmowe transmisje w telewizji i internecie. Nietrudno, prawda? Natomiast kibicowanie Polskiej Lidze Koszykówki hartuje kibiców – ot, spójrzmy choćby na kwestie transmisji. Z cotygodniowej kolejki, trwającej mniej więcej od piątku do niedzieli, na TVP Sport (całe szczęście dostępnej w internecie!) można zobaczyć jedno spotkanie. Pozostałe można śledzić na kilka sposobów – albo iść na mecz (najbardziej atrakcyjne wyjście, ale przecież zespół czasem gra na wyjazdach, czasem bardzo daleko od domu…), albo wykupić transmisję z jednej kamery (4 z przelewem, 7 zł SMS-em), słabej jakości, bez wyniku, komentarza i najczęściej potwornie się tnącą, albo – jeśli PLK nie udostępnia płatnej transmisji – śledzić przebieg spotkania na żywo na stronie PLK.
Warto więc być kibicem polskiej koszykówki i ją oglądać, ponieważ szereg trudności zahartuje nas jako kibiców, no i poznamy smak prawdziwego kibicowania.

4. Można poznać kilka ciekawych przyśpiewek

To jeden z aspektów, pod którym PLK absolutnie przebija NBA – przyśpiewki. Nie oszukujmy się – NBA jest pod tym względem nudne i dysponuje dwiema standardowymi hasłami.Pierwsze to „Let’s go …” (wstaw nazwę drużyny, najlepiej dwusylabową, np. „Let’s go Thunder”, „Let’s go Celtics”, „Let’s go Lakers”), które ma zagrzewać zespół do gry. Drugie, to obronne „Defense!”. które jakiś czas temu wykorzystują tez kibice polskich zespołów. Prawdę mówiąc jednak, polskie kluby kibica pod względem wymyślania przyśpiewek mają dużo, dużo większą inwencję. Ot, na przykład taki AZS Koszalin:

Azetes, Azetes, Azetes
Ukochany klub sportowy, sportowy, sportowy
Uderzył nam do głowy, do głowy, do głowy
i za to go kochamy, kochamy, kochamy.
Ooooo, ooooo…

Albo Kotwica Kołobrzeg:

Całe miasto wieee
Kotwa wygra meeecz!
Słychać głośny śmiech,
Gdy bawimy się!
Ooooo!

Niech ktoś mnie przekona, że to nie jest dużo ciekawsze, niż zwykłe „Defense!”

5. Można się porządnie wyspać!

NBA oglądać warto, to wie każdy. Problem jest tylko taki, że oglądanie NBA wymaga od przeciętnego kibica dość solidnych poświęceń. Przeżyje to jeszcze kibic Bostonu czy NYK, który może obejrzeć od czasu do czasu mecz około północy, może pierwszej w nocy, ale kibice Lakersów czy San Antonio mają raczej przechlapane (a wiadomo, że oglądanie skrótów czy powtórek na następny dzień, nawet, jeśli nie zna się wyników, to już nie to samo; poza tym, zawsze znajdzie się jakiś życzliwy, który zadzwoni z samego rana i powie do słuchawki: „Ty, słyszałeś, że Lakersi znowu przegrali???”). Można czekać do niedzieli i liczyć na to, że tym razem mecz naszej ukochanej drużyny będzie leciał w tv o 18.00 lub 21.00… W innym przypadku, biorąc pod uwagę opcję porannego wstawania do pracy, mamy raczej przechlapane.
Oglądanie PLK jest pod tym względem łatwiejsze. Mecze są raz w tygodniu, między 17.00 a 20.00, więc nie ryzykujemy zarwania nocy (chyba, że mamy zamiar potem do nocy na forum zwalniać połowę sztabu, zespołu i trenera). I nawet, jeżeli trzeba wykupić transmisję (vide punkt 3.), to jesteśmy w dużo korzystniejszej sytuacji.

6. Tylko obejrzawszy przynajmniej jeden mecz PLK, będziecie w stanie docenić poziom NBA

To chyba jeden z ważniejszych argumentów. Każdy, absolutnie każdy (nie wierzę, żeby wśród kibiców koszykówki nie było takich osób) ogląda NBA, choćby od czasu do czasu. Każdy fan koszykówki też zna się choć trochę na NBA. Najlepsze zespoły? Miami, NYK, LA Clippers, Oklahoma. Najsłabsze? Bobcats, Hornets, Waszyngton. Oglądając spotkanie Nowego Orleanu z Charlotte czasem zgrzytamy zębami. No dobrze, powiecie, ale te zespoły rzeczywiście są słabe. RZECZYWIŚCIE SĄ SŁABE.

Są słabe?
Really?

Nie doceni się poziomu NBA, jeżeli nie zobaczy się choć jednego spotkania PLK. I owszem, wiem, nie można porównywać Wizards z Kotwicą Kołobrzeg, Anwilem ani nawet ze Stelmetem, ale obejrzyjcie sobie spotkanie Rosa-Start. Albo Kotwica- Polpharma. Przy wszystkich zawodnikach tych zespołów gra Bismacka Biyombo to szczyt możliwości środkowego na najwyższym poziomie.
Chcielibyście mieć takich środkowych w PLK!

Bismack w Rosie? Zarząd by się pewnie nie obraził...

Wiadomo, wiadomo – temat jest niewyczerpany i można by do niego dodać mnóstwo innych argumentów. „Bo lubię kosza”, „Bo mam swoja ulubioną drużynę”, „Bo podobają mi się polscy koszykarze” (ach, gdzież Derrick Rose i Dwyane Wade…), „Bo lubię słuchać intrygującego polskiego komentarza” (Piotr „Piotrek” Szczotka rządzi!). Wiadomo, tylko że nie rozważaliśmy „Dlaczego oglądamy” a „Dlaczego warto”.

Więc? Dlaczego warto? 🙂

Natka Konieczna

Kibicka pisząca (czasem) o koszykówce. Fanka AZS-u Koszalin, Kevina Garnetta i absurdów w PLK. Najbardziej chciałaby na żywo zobaczyć mecz NBA. "Może nie znam się na koszu, ale wiem, co mi się podoba"

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zapowiedź 17. kolejki TBL.

Pierwsza i hitowa konfrontacja już jutro, w Zgorzelcu, a gospodarze Turów podejmą wicemistrza Polski, Trefl Sopot. Niestety nie będzie z...

Zamknij