Anwil pogromcą Trójmiasta

Anwil Włocławek vs. drużyny z Trojmiasta 4:0 i to na przestrzeni ostatnich kilkunastu dni. „Rottweilery” pokonały na wyjeździe Asseco Prokom, dwukrotnie w pucharze Start Gdynia, a wczoraj na przegranym polu pozostawili Trefl Sopot. W osiągnięciu tego wyniku nie przeszkodziła nawet absencja Seida Hajricia. Trefl borykając się z problemami trenerskimi nie był w stanie przeciwstawić się dobrze dysponowanemu Anwilowi.

Sporym zaskoczeniem było desygnowanie do gry w pierwszej piątce gospodarzy Michała Sokołowskiego. Jeszcze większym zdziwieniem było to, że młody zawodnik stał się motorem napędowym Anwilu Włocławek w tych pierwszych minutach. Dość szybko zapisał na swoim koncie 9 „oczek”. W dużej mierze dzięki Sokołowskiemu gospodarze zakończyli pierwszą kwartę z wynikiem 20:16. Odpowiedzią w zespole Trefla Sopot był grający w jaskrawych butach Przemysław Zamojski, który rzucił w pierwszej odsłonie tyle samo punktów co Sokołowski.

Pierwsza kwarta miała swoje jasne postaci, ale w drugiej wyłoniła się jeszcze jaśniejsza. Kibice znowu mogli przeżyć pewne zaskoczenie. Prawdziwym katem Trefla okazał się grający tego dnia na pozycji rzucającego obrońcy Arvydas Eitutavicius. Litwin zaprezentował się niczym rasowy snajper. Raz za razem oddawał rzuty zza łuku. W samej drugiej kwarcie zdobył 17 punktów, a w całym meczu miał 20 punktów. Zaimponował też skutecznością w rzutach trzypunktowych – 6/8. To była silna broń całego zespołu Anwilu, który zanotował w tym elemencie 11/28, a Trefl tylko 3/19. Za sprawą dobrej gry Eitutaviciusa drużyna z Włocławka wyraźniej zaznaczyła swoją przewagę. Litwin trafiał za trzy, a Trefl głównie spod kosza. Do przerwy było 48:38. Przez znaczną część trzeciej kwarty podobna różnica punktowa cały czas się utrzymywała. Dopiero w końcówce Trefl podkręcił obroty. Ostatnie dwie minuty tej odsłony wygrali 0:8. Sam Adam Waczyński zdobył w tym czasie 6 punktów. Po 3/4 tego spotkania Trefl przegrywał tylko 63:57 i wszystko jeszcze mogło się zdarzyć.

W ostatniej kwarcie Anwil wrócił jednak do kontrolowania wydarzeń na parkiecie. Spokojnie narzucał rywalom swój styl i stopniowo powiększał przewagę. Trefl był bezradny. Bardzo ważne punkty rzucali Marcus Ginyard czy Tony Weeden. W pewnym momencie „Rottweilery” wyszły nawet na +15. Anwil w tej części spotkania bazował głównie na szybkim ataku, który spisywał się rewelacyjnie. Jeszcze ostatnie akcja była prawdziwym dobicie gości z Sopotu. Weeden umieścił piłkę w koszu monstrualnym wsadem po szybkim rozegraniu akcji ustalając wynik tego spotkania na 82:69.

Główną rolę w zespole Trefla odgrywał Frank Turner. Ten mikroskopijny rozgrywający przez znaczną część meczu ciągnął wynik. Zapisał na swoim koncie 19 punktów i 6 zbiórek. Warto zauważyć, że mimo 176 cm wzrostu był drugim zbierającym swojej ekipy. Lepszy okazał się tylko Marcin Stefański (5 pkt i 8 zb). Na zupełnie przeciwnym biegunie niż Turner znalazł się Filip Dylewicz. Doświadczony Polak zdobył zaledwie 5 punktów i to na mizernej skuteczności 2/11 z gry. Pamiętam, gdy Dylewicz niemal zawsze przeciwko drużynie z Włocławka rozgrywał świetne mecze, ale czyżby te czasy dobiegły końca?

Na prawdziwego włocławskiego cudotwórcę wyrasta trener Milija Bogicevic. Zastał drużynę wewnętrznie rozbitą i tchnął w nią nowe życie. Gra Anwilu charakteryzuje się teraz większą swobodą w ataku oraz szukaniem najlepszych rozwiązań. Pewność siebie koszykarzy rośnie z każdym kolejnym zwycięstwem, a tych przecież nie brakuje. Za kadencji Bogicevicia Anwil ma bilans, biorąc pod uwagę rozgrywki pucharowe, 6-0. Jeszcze niedawno był niemal na dnie, a teraz pnie się w ligowej hierarchii. W pracy Serba podoba mi się jeszcze jedna rzecz. Daje szanse zawodnikom, którzy prezentują aktualnie wysoką formę. Jeśli ktoś ma dobry dzień, to Bogicevic znajdzie dla niego miejsce na parkiecie. Najlepszym przykładem tego jest Sokołowski czy Eitutavicius z wczorajszego meczu. Z tego powodu również Anwil wychodzi czasami eksperymentalnymi piątkami, ale jak pokazują wyniki, to przynosi zamierzony rezultat.

 

 

Anwil Włocławek – Trefl Sopot 82:69 (20:16, 28:22, 15:19, 19:12)

Anwil: Eitutavicius 20, Ginyard 16 (7 zb), Szubarga 11, Weeden 10, Sokołowski 9 (5 zb), Boykin 9 (8 zb), Wright 4, Frasunkiewicz 2, Bartosz 1 (6 zb), Seweryn 0

Trefl: Turner 19 (6 zb), Zamojski 15, Waczyński 11, Looby 8, Spralja 6, Stefański 5 (8 zb), Dylewicz 5, Harrington 0, Dąbrowski 0, Jarmakowicz 0, Michalak 0

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. woy9 napisał(a):

    Sokołowski i Eitutaivcius przy rekordowych zdobyczach w sezonie to było zbyt wiele na słabą obronę Trefla. Nie wiem jak Ty Mac ale ja uważam ,że brak Zana Tabaka to największe osłabienie jakie Trefl mógł sobie znaleźć i spadną z każdym kolejnym meczem w ligowej hierarchii drużyn. Anwil ma 4-0 w lidze kiedy Milija Bogicević przejął stery. Znów imponował Ginyard.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Szósta wygrana Karnowskiego z Gonzagą.

Autor: Patryk Pankowiak Szóste zwycięstwo w NCAA zanotowała drużyna Przemysława Karnowskiego. Polak w 12 minut skompletował 6 punktów, a jego...

Zamknij