Przełamanie Turowa i udany debiut Kuliga

Anwil Włocławek ostatnio znajdował się w głębokim dołku, ale po zwycięstwach nad Zastalem i Czarnymi wydawało się, że to już przeszłość. Można było nawet podejrzewać, że są na fali. Właśnie w takiej sytuacji czekał ich mecz z Turowem Zgorzelec, czyli drużyną, która ostatnio nie prezentowała się dobrze. Podopieczni trenera Jacka Winnickiego przegrali cztery mecze z rzędu. We włocławskiej „Hali Mistrzów” role jednak się odwróciły. Turów wreszcie się przełamał, a Anwil doznał porażki.

Anwil Włocławek po prostu fantastycznie rozpoczął to spotkanie. Krzysztof Szubarga rzucił 7 punktów z rzędu, a kolejne 2 punkty dorzucił Dardan Berisha i po półtorej minuty gry gospodarze prowadzili 9:0. Wydawało się, że Turów jeszcze się nie pozbierał i gładko przegra kolejny mecz. Trener Jacek Winnicki poprosił jednak o czas i chyba nieźle wstrząsnął swoimi graczami. Goście ze Zgorzelca stopniowo zaczęli nadrabiać stratę. Na koniec I kwarty Damian Kulig rzucił za trzy i przegrywali tylko trzema „oczkami”.

W drugiej odsłonie Turów jeszcze bardziej zabrał się za odrabianie strat. Po dwóch trójkach z rzędu, najpierw trafił Artur Mielczarek a chwile później Ronald Moore, wreszcie wyszli na prowadzenie 28:30. Teraz to goście kontrolowali wydarzenia na parkiecie. Jakiś czas później zanotowali kolejną kanonadę z obwodu. Łącznie w drugiej kwarcie trafili sześć rzutów za trzy oraz cztery za dwa. W pewnym momencie zrobiło się aż 32:46. Dla Anwilu to był mocny cios. Zdołali jeszcze trochę nadrobić, ale było już pod górkę.

Turów stał się stroną dominującą i długo utrzymywał swoją przewagę, ale Anwilowcy zdołali jeszcze namieszać. Na 2:22 min przed końcem Krzysztof Szubarga zdobył kolejne punkty i zrobiło się 57:57. Kilkadziesiąt sekund później dwa wolne wykorzystał Corsley Edwards i gospodarze prowadzili 59:58. Nadzieja w sercach włocławskich kibiców odżyła. sama końcówka przedostatniej kwarty należała jednak do Turowa. Najpierw dwa punkty dorzucił Ronald Moore, a później jednego wolnego trafił Aaron Cel. Przed decydującą odsłoną goście prowadzili 59:61.

Nie była to przewaga, która cokolwiek gwarantowała, więc mogliśmy spodziewać się emocji. Mecz stał się wyrównany, ale w połowie czwartej kwarty Turów Zgorzelec zdołał odskoczyć na dziewięć punktów i to okazało się bezpieczną przewagą. Dla Anwilu było to już zbyt wiele i goście spokojnie dowieźli zwycięstwo do samego końca. Mecz zakończył się wynikiem 72:83.

Jak już wspomniałem, niezwykle ważną bronią ekipy ze Zgorzelca były rzuty z dystansu. Momentami wręcz zabijali włocławian swoimi trójkami. Turów zanotował skuteczność na poziomie 13/22 z dystansu, czyli 59%. Dla porównania Anwil miał 5/17 (29%).

W drużynie Turowa Zgorzelec to był prawdziwy dzień debiutów. To był pierwszy mecz dla tej ekipy Damiana Kuliga oraz Arthura Lee. Szczególni ten pierwszy wkomponował się w zespół. Kulig był czołową postacią Turowa i uzyskał 15 punktów, 7 zbiórek oraz 3 bloki. Lee zagrał trochę słabiej, bo rzucił tylko 7 „oczek”.

Prawdziwymi motorami napędowymi Zgorzelczan byli jednak Ronald Moore oraz Daniel Kickert. Amerykański rozgrywający zapisał na swoim koncie 18 punktów oraz 11 asyst. Natomiast Kickert rzucił też 18 punktów, ale miał jeszcze 7 zbiórek. Anwil nie potrafił zatrzymać tego duetu.

Po stronie włocławskiej najlepszymi graczami byli Krzysztof Szubarga oraz Seid Hajric. Szubarga szczególnie aktywny był na początku spotkania. Później jednak również popisał się kilkoma udanymi akcjami. Jego dorobek w tym meczu to 13 punktów i 5 zbiórek. Z kolei Hajric zapisał na swoim koncie 14 punktów i 8 zbiórek. Solidne wsparcie tworzyli też Dardan Berisha (12 punktów) i Lorinza Harrington (11 punktów).

Kolejny mecz z ławki rezerwowych rozpoczął Corsley Edwards. Kolejny raz również gwiazda Anwilu nie pokazała się z dobrej strony. Edwards nie trafił dwóch rzutów z gry, a w meczu zdobył 6 punktów (6/6 z wolnych). Wszystko to w 15,5 minut gry.Od takiego zawodnika oczekuje się o wiele więcej. Po meczu w Słupsku trener Krzysztof Szablowski mówił, że Edwards nie wyszedł od początku, bo miał problemy ze zdrowiem. Czyżby kontuzja nie została jeszcze uleczona? A może problem leży gdzieś głębiej?

Czyżby po tym zwycięstwie Turów Zgorzelec wyszedł z dołka? To bardzo możliwe. Ta drużyna za wszelką cenę chciała wygrać i cel swój osiągnęła. To może być dla nich prawdziwy zastrzyk mocy i mogą wrócić do gry. A co z Anwilem? Zwycięstwa z Zastalem i Czarnymi były po prostu chwilą optymizmu zasianą w sercach włocławskich fanów, a teraz ekipa zacznie dalej zawodzić? Najbliższe mecze to wszystko udowodnią…

Na zakończenie dodam jeszcze, że Anwil nie pokonał Turowa od ponad dwóch lat i seria ta trwa dalej…

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Mistrz nie zwalnia tempa. Motiejunas i Zamojski odprawili Trefl.

Asseco Prokom Gdynia pokonał na własnym parkiecie 81:61 (24:14, 18:21, 27:12, 12:14) Trefl Sopot. Obie drużyny grały do tej pory...

Zamknij