Przebudzenie Kikowskiego.

Autor: Karol Sadowski

Wczoraj zdobył 15 punktów i został jednym z bohaterów wygranej przez Czarnych potyczki z Turowem (83:70). Trafił 3 z 5 rzutów za trzy punkty i okazał się kluczowym rezerwowym Dainiusa Adomiatisa w konfrontacji z wicemistrzem Polski. 

fot. Łukasz Capar

Początek sezonu w jego wykonaniu to był dramat. „Co ten Kikowski, do cholery, wyprawia!” – mówiłem sam do siebie. Jednak po kilku rozmowach jakie miałem możliwość z nim przeprowadzić, jeszcze za czasu kiedy mu nie szło, utwierdziłem się w przekonaniu, że na tą optymalną formę Pawła warto będzie poczekać. I się nie myliłem.

Jego przejście do Energi Czarnych było wielkim zaskoczeniem dla tutejszych kibiców. Wielu nie ukrywało niechęci do jego osoby, a ja sam do owego transferu byłem sceptycznie nastawiony.

Kikowski jednak, sam się zdziwiłem, szybko zyskał moją sympatię, jak i uznanie w moich oczach. Oczach kibica. Jego podejście do gry, do siebie samego, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło i uznałem, iż temu chłopakowi warto kibicować. Nawet nie dla tego, że w końcu gra dla klubu, którego kibicem jestem od lat, ale że jest po prostu bardzo skromny facet z wielkimi ambicjami i werwą do gry. Kiedy mu nie szło i przez wielu już był wysyłany do domu, ja starałem się zauważyć te pozytywne cechy w jego grze. Jakie?

Wielka zadziorność, charakter i nieustępliwość. Dla mnie, nawet gdy zawodnikowi nie idzie, ale gdy widzę, że robi wszystko by drużynie pomóc, taki gracz wiele zyskuje. A Kikowski niewątpliwie zalicza się do takich zawodników.

Absolutnie nie chcę nikomu słodzić, ani także pisać, iż ja – Karol Sadowski – wierzyłem w Ciebie Pawle od samego początku, bo tak nie było. Pamiętam moją pierwszą rozmowę z Kikowskim, kiedy ten mówił o swojej nieudanej przygodzie za granicami kraju w następujący sposób:

 

-To wszystko nie ułożyło się tak, jak miało być. Wiem o tym. Właściwie nie rozegrałem tam nawet sezonu, bo bardzo rzadko wychodziłem na parkiet. Na to jednak nie miałem żadnego wpływu. Starałem się jak mogłem, próbowałem wynieść z tych rozgrywek jak najwięcej się dało. Na pewno było to dla mnie jakieś doświadczenie; byłem wówczas sam, z dala od rodziny i przyjaciół, bez pieniędzy. Jak widać przetrwałem i odbudowywałem się w Treflu. Myślę, że teraz przyjdzie czas na ten porządny sezon.

Wtedy pierwszy raz pomyślałem, czemu by temu gościowi nie zaufać, nie dać mu szansy? A Paweł to niezwykle sympatyczny człowiek, więc tym bardziej przekonałem się do jego osoby. Fakt, długo, bardzo długo musieliśmy czekać na odbudowę formy Kikowskiego, ale chyba warto było. Pamiętam także naszą rozmowę po meczu z Polpharmą, kiedy były reprezentant Polski zagrał pierwszy dobry mecz w lidze w barwach Energi Czarnych. Wcześniej było kilka wręcz katastrofalnych i właśnie po tym dużo lepszym już myślano, że forma sprzed lat wraca. Wówczas po raz pierwszy w historii słupskiej Gryfii na trybunach rozległo się głośne „Paweł Kikowski”. A co o tym mówił sam zainteresowany?

-Wiem, że zawodziłem na początku sezonu, ale ja się nie poddaję. Ciężko pracuje każdego dnia, trenuje i staram się być coraz lepszym koszykarzem. W każdym meczu daje z siebie wszystko Wiadomo, nie zawsze mi to wychodzi, a pech chciał, że było tak kilka spotkań pod rząd. Mam jednak nadzieję, że to już przeszłość i moje nazwisko jeszcze nie raz będzie skandowane na trybunach Gryfii. To bardzo miłe uczucie.

Czyż postawa Kikowskiego nie była godna podziwu?

Za przełomowy moment, kiedy już można było zauważyć progres formy Pawła, uznałbym mecz w Warszawie. Nie wielu miało okazję na nim być, a statystycznie spotkanie w wykonaniu rzucającego Czarnych Panter wyglądał dość słabo, jednak zapewniam Was, iż właśnie wtedy postawa Kikowskiego bardzo pomogła zespołu. Potem było jeszcze kilka dobrych meczów przeplatanych ze słabszymi, ale ten prawdziwy Kiko, ze swoich najlepszych sezonów, pojawił się dopiero teraz. I mimo że wciąż wiemy, iż Pawła stać na dużo więcej, to praca jaką wykonuję

Kikowski może nas, kibiców Czarnych, jak najbardziej zadowalać. Naprawdę, uwierzcie w tego chłopaka, bo w tak ambitnych zawodników wierzyć warto. Wiem, że sam nie trzymam się tej zasady, ale staram się dążyć do tego, by podobnie jak w przypadku Kikowskiego, wierzyć i w pozostałych. A Pawłowi chciałbym życzyć dalszego tak profesjonalnego podejścia do koszykówki, samych zwycięskich meczów i wymarzonej formy, która miejmy nadzieję, że właśnie nadchodzi. Jak to można znaleźć w jednym z działów na forum słupskich kibiców – „Paweł My Wierzymy!”

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zapowiedź przedostatniej kolejki fazy zasadniczej.

Michalak kontra Ponitka to będzie widowisko! Tak, tak mili Państwo. Zaczęło się całkiem niedawno, bo w listopadzie, a skończyć się...

Zamknij