Turów pokonany

Takich emocji w Ergo Arenie nie było już dawno. Zgorzelczanie jeszcze na dwie sekundy przed końcem meczu prowadzili trzema punktami, ale wówczas fantastycznym rzutem zza łuku popisał się Łukasz Wiśniewski, który okazał się bohaterem Trefla Sopot. Sopocianie po dramatycznym spotkaniu pokonali Turów Zgorzelec 86:83.


Szlagierowe spotkanie jedenastej kolejki Tauron Basket Ligi pomiędzy Treflem Sopot a Turowem Zgorzelec zgromadziło w hali Ergo Arena ponad 5 tysięcy kibiców. Notabene ten pojedynek miał być rozegrany w hali 100-lecia w Sopocie.

Trener Karlis Muiznieks postanowił zmienić nieco wyjściowe ustawienie swojej drużyny. Za Adama Waczyńskiego pojawił się Jamelle Horne, który w dotychczasowych spotkaniach spisywał się dosyć przeciętnie. W ekipie znad morza w składzie pojawił się Filip Dylewicz, ale na boisku nie pojawił się nawet na chwilę.

Pierwsze minuty meczu były dosyć nerwowe. Szybciej nerwy opanowali zgorzelczanie, którzy po punktach Konrada Wysockiego prowadzili 5:0. Sopocianie grali w ataku bez pomysłu, co bardzo irytowało trenera Muiznieksa. Po kolejnym nieudanym zagraniu, łotewski szkoleniowiec postanowił wziąć czas.

Wówczas gra Trefla się nieco poprawiła. Sopocianie zaczęli szybciej przechodzić z obrony do ataku, co okazało się bardzo skuteczne. Zgorzelczanie po chwilowym marazmie, otrząsnęli się. Nową jakość do drużyny z ławki wnieśli Daniel Kickert oraz Aaron Cel. Ten pierwszy wykorzystywał przewagę fizyczną nad Marcinem Stefańskim, zaś drugi trafiał seryjnie za trzy. Obaj razem do przerwy zdobyli aż 17 punktów.

W połowie drugiej kwarty cały czas na prowadzeniu byli gracze Jacka Winnickiego. Przewaga, która dzieliła oba zespoły nie była jednak duża. Zarówno sopocianie, jak i zgorzelczanie razili nieskutecznością, co nie wpływało dobrze na jakość widowiska. – My postawiliśmy bardzo mocną obronę. Trefl rzucił nam tylko 27 punktów. Takie były nasze założenia – mówił zaraz po ostatnim gwizdku Michał Chyliński. Na przerwę z pięciopunktowym prowadzeniem schodzili gracze Winnickiego(32:27).

Trzecią kwartę z większym animuszem rozpoczęli gospodarze, którzy ruszyli do odrabiania strat. Po efektownym wsadzie Waczyńskiego zrobiło się 32:21 dla gości. Jednakże długo nie trzeba było czekać na odpowiedź zgorzelczan, którzy po punktach ex-sopocianina Giedriusa Gustasa prowadzili 40:33. Trener Muiznieks widząc nieporadność u swoich podopiecznych, postanowił poprosić o czas.

Ta przerwa okazała się strzałem w dziesiątkę. Sopocianie zdobyli siedem punktów z rzędu, zmniejszając przy okazji straty do dwóch oczek(42:44). Bardzo aktywny był Waczyński, który nie dość, że zdobywał punkty, to jeszcze obsługiwał podaniami swoich kolegów.

Ostatnia kwarta lepiej zaczęła się dla PGE Turowa. Po trójce Michała Gabińskiego, goście odjechali na 54:49. Sopocianie grali z dużą determinacją, co przyniosło pożądany skutek w postaci powrotu na prowadzenie (58:57). Akcje Trefla, jak w każdym meczu napędzał Łukasz Koszarek. Po stronie gości świetnie spisywał się Kickert, który imponował przede wszystkim wielkim spokojem. Po jego dwóch, skutecznych akcjach goście na trzy minuty przed końcem prowadzili 61:58.

Straty do jednego oczka zredukował Waczyński. Jednak od razu skuteczną akcją popisał się David Jackson. Na 36 sekund przed końcem, Turów prowadził 63:60 i był w posiadaniu piłki, ale stratę popełnił Ronald Moore. W kolejnej akcji zgorzelczanie z premedytacją faulowali, by sopocianie nie rzucili z dystansu. Kolejne sekundy upływały przede wszystkim na tym, że koszykarze z jednej i z drugiej strony stawali na linii rzutów wolnych. Po jednym celnym rzucie Wysockiego, Turów prowadził 70:67. Trefl miał osiem sekund na rozegranie akcji. Koszarek zdecydował się na rzut z dystansu, ale pomylił się. Piłka odbiła się na tyle szczęśliwie, że znalazła się znów w rękach Koszarka, który szybko oddał ją Łukaszowi Wiśniewskiemu, a ten równo z syreną trafił za trzy, doprowadzając do dogrywki.

W dogrywce Wiśniewski jeszcze dwukrotnie celnie przymierzył z dystansu. Po punktach Koszarka, Trefl prowadził 78:72. Zgorzelczanie za sprawą Gustasa zniwelowali straty. Mecz, który w pierwszej połowie był słabiutkim widowiskiem, przerodził się w kapitalne zawody. Emocje sięgały zenitu praktycznie w każdej akcji.

Na 18 sekund przed końcem dogrywki Koszarek znów stanął na linii rzutów wolnych. Pierwszy rzut trafił, zaś pomylił się przy tym drugim. Jednak szczęśliwie piłka znalazła się w rękach Horne’a, który szybko oddał ją do Wiśniewskiego, a ten przypieczętował zwycięstwo Trefla.

Trefl Sopot – PGE Turów Zgorzelec 86:83 (12:14, 15:18, 22:17, 21:21, d. 16:13)

Trefl: Koszarek 21, Waczyński 21, Wiśniewski 19, Turek 10, Burgess 9 (14 zb), Stefański 4, Cummings 2, Horne 0.

PGE Turów: Kickert 17, Cel 13, Jackson 13, Gustas 12, Wysocki 8, Gabiński 6, Lauderdale 6, Moore 5, Chyliński 3, Mielczarek 0.

Karol Wasiek (sportowefakty.pl)

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
II liga: Faworyt nie zawodzi. Magiczna granica przekroczona…

Autor: Patryk Kupis WKS Śląsk Wrocław wygrał swoje siódme spotkanie w sezonie. Podopieczni Rafała Kalwasińskiego pierwszy raz w sezonie przekroczyli...

Zamknij