Anwil zmiażdżony w Zgorzelcu

Po ligowych hitach oczekujemy wyrównanej walki i emocji do ostatnich sekund. Tak miało być również w przypadku potyczki Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek. Było jednak zupełnie inaczej. Turów po prostu zmiażdżył swoich rywali.

Wynik meczu otworzył David Jackson (6 pkt), a jakiś czas później wyrównał Nick Lewis (8 pkt). gra była twarda i troszeczkę chaotyczna z obydwu stron. Dopiero po jakimś czasie przy rzucie został sfaulowany Corsley Edwards (10 pkt i 5 zb), który wykorzystał swój jeden rzut wolny i takim sposobem Anwil Włocławek wyszedł na prowadzenie 2:3. W tym momencie jednak… emocje się skończyły. Rozpoczęła się wyraźna dominacja Turowa Zgorzelec. Gospodarze tego spotkania bardzo dobrze bronili, a jeszcze lepiej błyskawicznie wychodzili do szybkiego ataku. Anwil miał problemy z kreowaniem swoich akcji. Zawodnicy tego zespołu często musieli rzucać z zupełnie nieprzygotowanych pozycji i na siłę. Turów zbierał takie piłki i z prędkością Usaina Bolta wyprowadzał kontrataki. Goście bardzo wolno wracali do defensywy, więc zawodnicy ze Zgorzelca często mieli przewagę liczebną, co kończyło się łatwymi punktami. W ogóle obrona „Rottweilerów” była tego dnia niemrawa i dziurawa jak szwajcarski ser. Turów w tym elemencie prezentował się zupełnie odmiennie.

Dzięki takiej grze Turów szybko zanotował run 15-0. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 22:12. W kolejnych odsłonach było jeszcze gorzej dla Anwilu i lepiej dla Turowa. Przewaga gospodarzy przez większą część meczu oscylowała w granicach trzydziestu punktów. W samej końcówce Anwilowcy trochę się obudzili, bo mogło być jeszcze gorzej. Wynik 87:60 to prawdziwy pogrom, ale włocławianie mogli naprawdę skończyć jeszcze marniej.

Jeśli Turów nie nakręcał swoich zabójczych, szybkich ataków to i tak potrafił znajdować sobie otwarte pozycje do rzutu. Wszystko za sprawą dobrego rozegrania i mizernej defensywy Anwilu. Z kolei goście mieli naprawdę olbrzymie problemy z kreowaniem swojej gry. Odbijali się po prostu od bloku defensywnego Turowa. Gospodarze rzucali w tym meczu na skuteczności 52% z gry, a goście zanotowali w tym samym elemencie 34%.

Bardzo dobrze spisał się Giedrius Gustas. Zdobył 17 punktów na skuteczności 6/6 z gry. Silnym oparciem byli dla niego Konrad Wysocki (14 pkt) oraz Daniel Kickert (13 pkt). Ten drugi nie wszedł w to spotkanie zbyt dobrze, ale z czasem się rozkręcił. Michał Chyliński zanotował na swoim koncie 13 punktów, ale niestety przypłacił ten mecz kontuzją. W IV kwarcie po jednej z udanych akcji skręcił nogę. Aż szkoda, że w meczu, który był już rozstrzygnięty niemal na samym początku doznał takiego urazu. To był jednak naprawdę pozytywny występ Chylińskiego.

Ogólnie to na brawa zasługuje cały zespół Turowa, bo rozegrał naprawdę rewelacyjne zawody.

To już drugi zupełnie bezbarwny mecz Anwilu. Po potyczce z Zastalem Zielona Góra można było wyróżnić tylko Corsley’a Edwardsa. Natomiast po meczu w Zgorzelcu szczerze mówiąc nie mam kogo wyróżnić. Amerykański center zanotował na swoim koncie 10 punktów i 5 zbiórek, ale to był jego najsłabszy występ w obecnym sezonie. W samej końcówce kilka ciekawych akcji przeprowadził Krzysztof Szubarga, ale patrząc przez pryzmat całego meczu na pewno nie zasłużył na pozytywne opinie. „Szubi” zapisał na swoim koncie 12 punktów. Jedyny pozytywny aspekt, który dostrzegam jest taki, że młody Michał Pietrzak dostał ponad 12 minut gry i raczej w pełni je wykorzystał. Grał bardzo odważnie. Miał 1/1 za trzy i 1/1 za dwa, a do tego jeszcze 1 asystę. Jego zespół został zmieciony z powierzchni ziemi, ale chłopak chociaż zgarnął troszeczkę niezwykle cennego doświadczenia.

Turów Zgorzelec do tej pory wygrywał głównie z ligowymi przeciętniakami. Teraz pokazał jednak wyraźnie, że spokojnie może również sobie radzić z czołówką. Ten mecz powiększył na pewno wiarę we własne umiejętności wśród zawodników tego zespołu.

Anwil Włocławek przegrał drugi mecz z rzędu w tragicznym stylu. To może oznaczać pewien kryzys wśród „Rottweilerów”. Inna możliwością jest niezwykle zimny prysznic, który zmotywuje Anwilowców do lepszej gry. A może ta niezbyt ciekawa sytuacja we włocławskim klubie będzie zwiastunem jakiś zmian…

 

 

Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek 87:60 (22:12, 29:13, 16:14, 20:21)

Turów: Gustas 17, Wysocki 14, Kickert 13, Chyliński 13, Moore 7, Jackson 6, Cel 5, Gabiński 5, Mielczarek 3, Edwards 2, Lauderdalle 2, Jankowski 0

Anwil: Szubarga 12, Edwards 10, Wołoszyn 8, Lewis 8, Hajrić 6, Allen 6, Pietrzak 5, Berisha 5, Nowakowski 0, Majewski 0

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Nieudany powrót Adomaitisa do domu

Jak powiedział na pomeczowej konferencji prasowej Dainius Adomaitis, we Wrocławiu czuje się jak w domu. Koszykarze Śląska Wrocław nie mieli...

Zamknij