Śląsk powalczył tylko do przerwy

Po ponad trzyletniej przerwie, w sobotę odbyły się w TBL derby Dolnego Śląska. Powracający do ekstraklasy Śląsk Wrocław przyjechał do Zgorzelca zagrać o pierwsze zwycięstwo w obecnym sezonie. Beniaminkowi udało się powalczyć tylko przez 20 minut. Później większe doświadczenie i szerszy skład zadecydowały o wygranej gospodarzy 77-56.


Przed rozpoczęciem spotkania kibice Turowa wywiesili transparent: „Prawdziwe derby tylko ze Śląskiem Zielińskiego”, nawiązujący do istnienia dwóch zespołów Śląska Wrocław. Zespół, który na myśli mieli fani zgorzelczan gra obecnie w II-giej lidze. Do przygranicznej miejscowości przybyła drużyna prowadzona przez Miodraga Rajkovica. Podopieczni serbskiego szkoleniowca przegrali nieznacznie w pierwszej kolejce z Zastalem Zielona Góra i zamierzali pokonać Turów, aby wygrać pierwszy mecz w sezonie.

Rajkovic dokonał jednej zmiany w wyjściowej piątce w porównaniu z poprzednim spotkaniem. Mało produktywnego Qa’rraana Calhouna zastąpił Łotysz Akselis Vairogs. Wrocławianie zaczęli z wielką ambicją i po niespełna dwóch minutach prowadzili 6-0, a dwa razy za trzy trafili Bartosz Bochno i Slavisa Bogavac.

Najskuteczniejszy strzelec Śląska w pierwszym meczu ligowym oraz sparingach, Serb Aleksandar Mladenovic szybko popełnił dwa faule nie radząc sobie w obronie z ruchliwym Johnem Edwardsem. Ambitnie grający goście pomimo osłabienia, prowadzili jednak przez siedem pierwszych minut. Właśnie wtedy do głosu zaczęli dochodzić zawodnicy Turowa. Po trafieniu z dystansu Ronalda Moore’a wyszli na prowadzenie 16-14.

Pod koniec pierwszej kwarty swoje debiutanckie punkty w TBL zdobył Piotr Niedźwiedzki. Razem z nim na parkiecie pojawili się dwaj wrocławscy Amerykanie: Calhoun i Paul Graham. Podobnie jak w meczu z Zastalem ten fakt można powiązać z obniżeniem jakości gry Śląska. Dla Turowa natomiast dwa trafienia zaliczył Daniel Kickert i na pierwszą przerwę oba zespoły schodziły przy prowadzeniu gospodarzy 21-20.

Początkowe minuty drugiej odsłony należały do Śląska. Bardzo dobrą zmianę dał debiutujący w ekstraklasie Jakub Koelner. Syn właściciela wrocławskiego klubu rozdał dwie efektowne asysty i pokazał, że miejsca w ekipie Rajkovica nie zawdzięcza rodzinnym koneksjom.

Od tej chwili coraz lepiej zaczął grać Turów. Wśród miejscowych skutecznie grał Konrad Wysocki, który trafiał spod kosza i w kontrataku. Mimo jego celnych rzutów wynik cały czas oscylował wokół remisu i po 20 minutach drużyna Jacka Winnickiego wygrywała 37-35.

Trzecia kwarta zadecydowała o losach meczu. Najważniejszymi zawodnikami w tej odsłonie był tercet Moore, Michał Chyliński i Kickert. Ten ostatni trafił za trzy i spod kosza, a Moore zaliczył dwie asysty w szybkim ataku do Chylińskiego, który najpierw zdobył punkty po rzucie o tablicę, a później za trzy.

Przyjezdni gubili się w ataku. Nawet z Robertem Skibniewskim na parkiecie mieli problemy z rozegraniem piłki, skąd brały się straty,po których Turów zdobywał łatwe punkty. Niedźwiedzki i Mladenovic nie radzili sobie w pomalowanym z Kickertem. 59-43 po trzech kwartach to był nokaut.

Ostatnie minuty to już tylko powolne dogrywanie spotkania. Posiadający szerzy skład zespół Turowa jeszcze powiększał przewagę. Trzy trójki trafił Aaron Cel, a swoje minuty dostał także zawodzący wcześniej Dallas Lauderdale.

Śląsk trafił zaledwie 3 z 25 rzutów z dystansu. Taka ilość prób przy tylko 29 za dwa świadczy o słabości ofensywy tego zespołu. O ile Skibniewski potrafi minąć swojego obrońcę po koźle i trafić po zatrzymaniu, to Calhoun i Graham mają z tym wielkie problemy, a właściwie tylko ten pierwszy próbuje podobnych zagrań. Zazwyczaj jednak ma to miejsce tylko jeden raz w każdym spotkaniu. Podobne problemy ma Bogavac. Tym razem do celu dotarły 3 z 11 prób. W sumie po dwóch meczach ma skuteczność z gry na poziomie 14% (3-21 FG).

Turów dysponuje sporą siłą pod koszami. Kickert w TBL gra momentami jak profesor, Lauderdale ma spore braki w ataku, ale w defensywie jest niezłym wzmocnieniem. John Edwards ma potencjał na jednego z lepszych centrów ligi, ale popełnia zbyt dużo głupich fauli.

PGE Turów Zgorzelec – Śląsk Wrocław 77:56 (21:20, 16:15, 22:8, 18:13)

Punkty dla Turowa: Kickert 16, Cel 13, Wysocki 10, Jackson 9, Edwards 7, Gustas 6, Chyliński 5, Moore 4, Jankowski 3, Gabiński 2, Lauderdale 2, Mielczarek 0.

Punkty dla Śląska: Mladenović 16, Bogavac 9, Vairogs 8, Calhoun 7, Bochno 6, Niedźwiedzki 4, Skibniewski 2, Graham 2, Buczak 2, Koelner 0, Zyskowski 0.

 

Może Ci się również spodoba

5 komentarzy

  1. Waldek napisał(a):

    Najgorsi w tym meczu byli sędziowie!Pomagali na siłę miejscowym.Niektórych decyzji nawet komentatorzy nie chcieli komentować.

  2. Piotr Gładczak napisał(a):

    Czyli sędziowie dali 21-punktową wygraną Turowowi?:)

  3. Waldek napisał(a):

    Wcale tak nie mówię ale dwa ,trzy śmieszne faule oraz wyimaginowane kroki i techniczny podcięły wrocławian.Powinno się coś z tym zrobić jak np.w hokeju czy tenisie gdzie w razie błędu sędziego wynik jest korygowany.Nie może być tak że zawodnik który grzecznie broni swego zostaje ukarany!Tych błędów nawet komentatorzy nie chcieli komentować.

  4. asior napisał(a):

    Wystarczy obejrzec trzy pierwsze minuty a potem początek 3kw,by zauważyć mocne gospodarskie sędziowanie.. Ponadto kolejny schetynowy klub robi pod górę Koelnerowi takim transparentem.ciekawe ze trzy lata temu ci sami kibice wks i turowa nie palali do siebie miłością.,a teraz dziwne wsparcie? Turów niech się zajmie swoją halą i pucharami.

  5. Blackie napisał(a):

    Jak zwykle pitolenie głupot pomeczowe. Sędziowie mylili się w obie strony. Jeśli ktoś oczekiwał, że na parkiet wybiegnie stary Śląsk, jest bezmyślnym głupcem. Ja się cieszę z tego co jest. Może być tylko lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Kotwica wraca z dalekiej podróży ze zwycięstwem

Siarka mimo wysokiego prowadzenia po pierwszej połowie przegrała na własnym parkiecie z Kotwicą Kołobrzeg. Świetny mecz w drużynie gości rozegrał...

Zamknij