Mistrz za mocny dla Anwilu

Autor: Mac

Koszykarze Anwilu Włocławek nowy rok rozpoczęli od prestiżowego starcia na wyjeździe ze Stelmetem Zielona Góra. Mistrz Polski przechodził ostatnio spore zmiany i nowym szkoleniowcem tej ekipy został doskonale znany nam Andrej Urlep. Właśnie ze względu na ten okres przejściowy można było spodziewać się większej szansy naszej drużyny. Słoweński trener zdołał jednak na mecz z Anwilem odpowiednio poukładać swoich podopiecznych.

Od pierwszych minut było widać, że Anwilowcy starali się podejść do tego meczu niezwykle skoncentrowani. Taka namiastka nastawienia rodem z Play-Off. W pierwszej kwarcie przynosiło to jeszcze pozytywny rezultat, ale później było już tylko gorzej. Mam wrażenie, że przez takie podejście do tego spotkania byliśmy na parkiecie zbyt spięci. Jakbyśmy za bardzo chcieli i przez to brakowało pewnego luzu w naszych akcjach. Zdarzały się też straty, które nie powinny mieć miejsca. Szczególnie bolało, gdy gubiliśmy piłkę podczas wymiany w strefie podkoszowej. Zagrania, które w teorii miały „wyprowadzić w pole” rywali, tak naprawdę mieszały w głowach naszym zawodnikom.

Z kolei gospodarze tego starcia wykazali się o wiele większą cierpliwością oraz przede wszystkim doświadczeniem. Konsekwentnie grali swoją koszykówkę w ataku i wiedzieli, kiedy przycisnąć w obronie. Największą różnicę Stelmet stworzył bliżej kosza. Za dwa rzucali ze skutecznością niemal 74%, co uważam za rewelacyjne osiągnięcie. Dla porównania Anwil w tym elemencie legitymował się skutecznością na poziomie 47%.

Głównym „ojcem” tej dysproporcji był bez wątpienia Vladimir Dragicević. Koszykarz z Czarnogóry był bezbłędny. Zanotował 8/8 z gry, a w całym meczu uzbierał 23 punkty oraz 10 zbiórek. Bez wątpienia bohater tego spotkania. Dragicević był głównym żądłem ekipy Urlepa podczas akcji typu pick’n’roll. Niby jedna z prostszych zagrywek koszykarskiego rzemiosła, ale była perfekcyjnie rozgrywana i siała popłoch w naszych szeregach. Łukasz Koszarek zdobył tylko 3 punkty na słabiutkiej skuteczności 1/7 z gry, ale podczas takiego grania czuł się jak „ryba w wodzie”. Swojemu zespołowi dostarczył aż 9 asyst. Swoją rolę świetnie odegrał również Martynas Gecevicius. Litwin nie tylko karcił nas swoimi rzutami, gdy tylko miał okazje, ale również świetnie wykorzystywał przewagi przy p’n’r. W całym meczu zanotował 16 punktów i 5 asyst.

Stelmet w swoich szeregach miał oczywiście więcej graczy, którzy karcili nas bez mrugnięcia okiem, gdy tylko nadarzyła się okazja. Bolały rzuty, szczególnie dystansowe, Jamesa Florence’a (13 pkt), Przemysława Zamojskiego (10 pkt) czy Thomasa Kelatiego (10 pkt).

Anwil nie miał za bardzo czym odpowiedzieć. Trener Milicić chyba bardzo wierzył w Josipa Sobina. Sporo piłek szło do naszego Chorwata, ale ten zachowywał się bardzo nieporadnie. Większość jego rzutów wyglądała na wręcz wymuszone. Sobin zanotował skuteczność z gry na poziomie 2/8. Podczas swojej dotychczasowej kariery w Anwilu zanotował tylko jeden gorszy występ. Miało to miejsce w ubiegłym sezonie podczas… wyjazdowego meczu ze Stelmetem. Wtedy również Anwil uległ rywalom, a Sobin rzucał na poziomie 1/5 z gry. Pozytyw? Wczorajszy mecz był dla Jospia najlepszy, w obecnym sezonie, pod względem rzutów wolnych – 2/3 z linii.

Najjaśniejszym punktem w naszym zespole był dla mnie Michał Nowakowski. Chłopak jest cichy, spokojny, ale wie, co do niego należy. Jest takim naszym niepozornym „kilerem” z ławki. Przeciwko Stelmetowi też wyszedł bez przesadnego respektu dla bardziej utytułowanych rywali i po prostu rzucał swoje. Swoją drogą to chyba z meczu na mecz coraz szybciej składa się do rzutów. Wczoraj w 15 minut zdobył 14 punktów na skuteczności 5/7 z gry. Na pewno nie może wstydzić się tego występu.

Podsumowując, dodam tylko, że nie można załamywać się po tej porażce. Ja to kalkulowałem, bo Stelmet (mimo problemów w obecnych rozgrywkach) cały czas jest ekipą przewyższającą resztę ligi. Tylko kataklizm odbierze im kolejne Mistrzostwo Polski. Mimo że przez znaczną większość spotkania optyczna przewaga była po stronie gospodarzy, to Anwil i tak potrafił trzymać się w grze. Stelmet był zdecydowanie lepszy, ale nie potrafił nas rozbić. Nie potrafił nam wyraźnie odskoczyć. Ja wyznaję zasadę, że z każdej porażki powinno wyciągnąć się odpowiednie wnioski, więc liczę, że nasz sztab szkoleniowy weźmie to sobie do serca. Nie zapominajmy również, że to Anwil jest cały czas liderem tabeli ;).

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Turów lepszy od Czarnych, rzutem na taśmę

Autor: Bartosz Seń Koszykarze PGE Turowa Zgorzelec powoli rozkręcali się po świąteczno-noworocznej przerwie. Choć czarno-zieloni przegrywali już różnicą 15 punktów,...

Zamknij