Stelmet minimalnie lepszy od GTK

Autor: Tomasz Mucha

Na zakończenie roku GTK przyszło się zmierzyć z najlepszym zespołem w naszym kraju. O potędze Stelmetu może świadczyć nie tylko liczba trofeów wywalczonych w ostatnich latach, ale przede wszystkim bilans gier na własnym parkiecie. Licząc obecne rozgrywki i trzy poprzednie sezony koszykarze z Zielonej Góry na własnym parkiecie wygrywali aż 70 razy, odnosząc tylko dwie porażki. Ten bilans doskonale obrazował to, jak trudne zadanie czekało beniaminka Polskiej Ligi Koszykówki. Warto również zauważyć, że w grudniu doszło także do zmiany szkoleniowca i Artura Gronka zastąpił legendarny Andrej Urlep. Pod jego wodzą mistrzowie Polski wygrali już u siebie z BM Slam Stalą Ostrów, a teraz chcieli w dobrym stylu pokonać także gliwiczan.

Szczególnie na dobrym występie zależało Vladimirowi Dragiceviciowi, który nie potrafił się porozumieć z Arturem Gronkiem. Teraz już pod wodzą nowego szkoleniowca od pierwszych minut spotkania pokazywał szeroki repertuar zagrań w ataku. Gliwiczanie nie mieli pomysłu jak powstrzymać Czarnogórca, ale za to po drugiej stronie parkietu równie dobrze prezentował się Marcin Salamonik. Po jego „trójce” goście prowadzili różnicą czterech „oczek” (4:8). Stelmet próbował szybko odrobić straty i był blisko, kiedy zza łuku przymierzył Martynas Gecevicius, ale potem znów dał o sobie znać Salamonik, a następnie kontrę wykończył Quinton Hooker (7:12) i szkoleniowiec miejscowych poprosił o przerwę na żądanie. Ta przyniosła oczekiwany skutek i Stelmet poprawił grę w defensywie. Jednocześnie nadal skuteczny był Dragicević, a po jego akcji 2+1 było już 18:14. Seria punktowa 11:0 dla miejscowych spowodowała, że tym razem o chwilę rozmowy ze swoimi podopiecznymi poprosił Paweł Turkiewicz. Po niej dwie skuteczne akcje przeprowadził Robert Skibniewski, który chwilę wcześniej serdecznie przywitał się ze swoim dawnym znajomym z czasów gry w Śląsku Wrocław, Andrejem Urlepem. Rozgrywający GTK najpierw wymusił przewinienie przy rzucie z dystansu, a następnie trafił zza linii 6,75 m (20:20). Po chwili odpowiedział mu Filip Matczak, ale kiedy piłkę na wolnej pozycji otrzymał Lukas Palyza także nie miał problemów z umieszczeniem piłki w koszu (24:23). Ostatecznie pierwsza kwarta zakończyła się minimalnym prowadzeniem mistrzów Polski, po tym jak dwa rzuty wolne wykorzystał Skibniewski, który zakończył tą część spotkania z dorobkiem 8 punktów. O pięć „oczek wicej miał na swoim koncie Dragicević.

Po powrocie na parkiet akcję 3+1 przeprowadził Thomas Kelati. W rolę Dragicevicia próbował się wcielić Adam Hrycaniuk i choć nie był tak skuteczny jak kolega z zespołu, to jednak skutecznie powiększał dorobek swojej drużyny. Po jego akcji 2+1 błąd przy wyprowadzaniu piłki spod kosza popełnił Morgan, piłkę przechwycił Kelati i powiększył prowadzenie gospodarzy do 11 punktów (38:27). Ta przewaga utrzymywała się aż do momentu, kiedy na parkiecie ponownie pojawił się Dragicević. Podkoszowy Stelmetu znów nie miał problemów z trafianiem do kosza i kiedy tylko piłka trafiała już w jego ręce, to oznaczało to stratę punktów przez gości (48:34). Końcówka należała jednak do GTK. Najpierw zza łuku trafił Williams, a następnie Hooker popisał się ekwilibrystycznym rzutem po wejściu pod kosz (52:41).

Przerwa lepiej podziała na graczy Stelmetu. Rozpoczęli oni drugą połowę od serii 6:0 i trener Turkiewicz musiał zareagować prosząco przerwę na żądanie. Po powrocie na parkiet pierwsze punkty w meczu zdobył Damian Pieloch. Po chwili z dystansu trafił także Hooker. Na więcej nie pozwoli miejscowi, bo najpierw skutecznym wejściem pod kosz popisał się James Flroence, a następnie „trójkę” trafił Gecevicius (63:46). GTK nie zamierzało się jednak poddać. Trzypunktowe akcje Williamsa i Morgana przywróciły nadzieję w odrobienie strat. Choć po chwili drogę do kosza znalazł Hrycaniuk, to rozpędzonych gości to nie zraziło. Z dystansu ponownie trafił Williams, a Pieloch skutecznie skończył kontrę i dołożył jeden punkt z linii rzutów wolnych (65:58). Kiedy ten sam zawodnik trafił także zza łuku dystans pomiędzy obiema drużynami zmniejszył się do pięciu punktów (68:63). Ostatnia minuta należała już zielonogórzan. Skuteczne akcje Moore’a i Hrycaniuka (72:64) dały miejscowym bezpieczny dystans.

W ostatniej kwarcie przez długi czas gra toczyła się przy bezpiecznej przewadze gospodarzy. Zadbał o to wcześniej niewidoczny Łukasz Koszarek. Ale również GTK miało swoje atuty. Wypracowane pozycje wykorzystywał Palyza, a celne rzuty oddawał także Skibniewski. Kiedy z dystansu trafił Salamonik przewaga Stelmetu stopniała do czterech punktów (83:79). Kolejna „trójka” tego samego zawodnika spowodowała, że w obozie gospodarzy zaczęło się robić bardzo nerwowo. Gliwiczanie nadal mocno bronili, a kiedy sfaulowany Skibniewski wykorzystał dwa wolne goście objęli prowadzenie (85:86). Zielonogórzanie po akcji Jarosława Mokrosa znów byli bliżej zwycięstwa, ale Skibniewski trafiając jeden rzut wolny doprowadził do remisu (87:87). Goście obronili kolejną akcję, a z dystansu przymierzył Palyza (87:90). Rozpaczliwym rzutem straty zredukował Koszarek, a Hooker spudłował dwa rzuty wolne. Ostatnia akcja należała ponownie do Stelmetu i piłka trafiła pod kosz do Dragicevicia, który kolejny raz nie zawiódł i zapewnił swojej drużynie zwycięstwo. Rzut rozpaczy Palyzy nie wpadł do kosza.

Stelmet BC Zielona Góra – GTK Gliwice 91:90 (26:25, 26:16, 20:23, 19:26)

Stelmet: Koszarek 7 (1×3), Gecevicius 9 (2×3), Zamojski, Moore 8, Dragicević 24 – Hrycaniuk 14, Florence 12, Kelati 6 (1×3), Mokros 6, Matczak 5 (1×3). Trener Andrej URLEP.

GTK: Hooker 9 (1×3), Williams 11 (2×3), Piechowicz, Salamonik 16 (3×3), Morgan 12 – Skibniewski 18 (2×3), Palyza 13 (3×3), Pieloch 8 (1×3), Ratajczak 3, Radwański, Zmarlak. Trener Paweł TURKIEWICZ.

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *