Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Turów, po dogrywce wygrywa z Anwilem i melduje się w wielkim finale !

logo_wtk_anwil_włocławekTurow_Zgorzelec-logo-49E9D062C1-seeklogo.comTVP Sport ma szczęście, że to spotkanie dostarczyło tylu emocji, bo w przeciwnym razie, zapewne wielu kibiców zrezygnowałoby z dalszego oglądania sportu na tym kanale(o ile i tak tego nie zrobi). Anwil znowu wygrywał do przerwy, żeby ostatecznie dać się pokonać. Problemy z faulami, kontuzja Sokołowskiego, rewelacyjny mecz Ivana Opacaka, oraz najważniejszy rzut w karierze Aarona Cela pogrążył zespół z Włocławka. Gospodarzom nie pomógł nawet powrót na boisko Krzysztofa Szubargi. Po kolejnym defensywnym spotkaniu i 5 minutowej dogrywce to Turów zwyciężył 77-75 i dostanie szansę walki o złoty medal Mistrzostw Polski ze Stelmetem. W małym finale, Anwil zmierzy się z AZS-em.

Po każdym kolejnym spotkaniu w tej serii, Anwil traci któregoś zawodnika i do następnej konfrontacji musi podchodzić w jeszcze większym osłabieniu. Po stracie Krzysztofa Szubargi i Przemysława Frasunkiewicza, do grona kontuzjowanych dołączył Nikola Vasojevic. Trener Rajkovic, przed meczem nieco studził sytuację i mówił, że teraz to Anwil jest faworytem. Serbski szkoleniowiec dokonał jednej zmiany w pierwszej 5 i za Djordje Micicia, od pierwszych minut na parkiecie zameldował się David Jackson.

Początek spotkania to praktycznie kopia pierwszych minut z czwartkowego spotkania. Mecz celną trójką otworzył Ruben Boykin, Anwil znowu wyszedł bardzo agresywnie w obronie i wymuszał proste straty Turowa. Kontrataki na punkty zamieniali Hajric i Boykin, więc po 5 minutach gry włocławianie wygrywali 11-2. Dodatkowo po 2 faule na swoich kontach mieli już Ivan Zigeranovic oraz Aaron Cel i musieli oni usiąść na ławce.

Turów próbował grac fizycznie, ale nie przynosiło to oczekiwanego skutku. Zgorzelczanie wzięli się jednak do roboty i po kilku skutecznych akcjach obronnych, oraz 5 punktach Chylińskiego, goście zaczęli zmniejszać straty i trener Bogicevic poprosił o przerwę na żądanie. Do końca kwarty podopieczni trenera Rajkovicia nie byli w stanie wyjść na prowadzenie, a gospodarze utrzymywali swoją przewagę, wygrywając ostatecznie 18-11.

Patrząc na statystyki, druga kwarta była znacznie lepsza w wykonaniu Turowa. Niestety TVP zdecydowało się nie pokazywać jej swoim widzom. W ramach rekompensaty wszyscy fani koszykówki dowiedzieli się, że Szwecja pokonała Finlandię 3:0 w meczu hokejowym. Z połowy pierwszej ćwiartki przenieśliśmy się od razu do 3 kwarty(taka sytuacja 😉 ). A szkoda, bo w drugiej kwarcie, na parkiecie pojawił się Krzysztof Szubarga i zagrał w pierwszej części spotkania 5 minut. Co prawda unikał rzutów, ale pomagał swojemu zespołowi w obronie i starał się szukać swoich kolegów. Goście wygrali 2 kwartę 21-15, ale do przerwy to Anwil  wygrywał 33-32.

Dopiero po 2 minutach trzeciej kwarty padły pierwsze punkty, za sprawą dwóch celnych rzutów wolnych Boykina. Turów nie pozwolił już powiększyć przewagi rywalom, ale wciąż nie mógł wyjść na prowadzenie. O dziwo zgorzelczanie zaczęli mieć kłopoty pod koszem, gdzie 4 faule miał Damian Kulig, a o jedno przewinienie mniej Ivan Zigeranovic. Turów znowu zacieśnił szyki obronne i po celnej trójce Opacaka, oraz celnych rzutach wolnych Cela, goście wyszli na 5 punktowe prowadzenie. Problemy z faulami mieli także gospodarze i po 3 przewinienia na swoim koncie mieli Eitutavicius i Sokołowski.

Na parkiet powrócił Szubarga i najpierw dał sygnał swoim kolegom do mocnej obrony, a potem zdobył swoje pierwsze punkty w serii półfinałowej. W ostatniej sekundzie trzeciej kwarty kolejne punkty znowu dołożył Szubarga i zmniejszył straty Anwilu do 1 punktu. W Hali Mistrzów nikt nie mógł narzekać na brak emocji, a po 3 kwartach Turów prowadził 47-46.

Decydującą kwartę od małego show zaczął Tony Weeden. Najpierw trafił zza łuku z ciężkiej pozycji, potem dołożył celny rzut z półdystansu, a w kolejnej akcji po przechwycie Szubargi, wydawało się, że dołoży kolejne punkty, ale przestrzelił próbę wsadu. Wykorzystał to Turów i za 3 trafił Russel Robinson. Anwil prowadził 51-50 i trener Bogicevic musiał wziąć czas.

Anwil wykorzystywał fakt, że 4 faule na swoim koncie mieli zarówno Zigeranovic, Cel jak i Kulig i konsekwentnie szukali pod koszem Hajricia, a na parkiecie pierwszy raz pojawił się Robert Lewandowski. Turów miał problemy z zastawianiem, co umiał wykorzystać Anwil. Gości w grze trzymał jednak świetnie dysponowany Opacak, który trafił wszystkie swoje rzuty( 6/6). Na tablicy wyników widniał remis 58-58, a kolejny podstawowy gracz Turowa – Russel Robinson złapał czwarty faul. Włocławianie nie trafiali jednak osobistych i nie umieli odskoczyć na dystans większy niż 1 punkt.

Żeby tradycji stało się zadość, na 3 minuty przed końcem spotkania kostkę skręcił Michał Sokołowski i musiał opuścić parkiet. Anwil jednak jak zawsze się nie załamał i z niesamowicie ciężkiej pozycji, zza łuku trafił Marcus Ginyard. Trener Rajkovic poprosił o przerwę na żądanie, bo Anwil wygrywał 62-60, a do końca spotkania zostawała minuta. Zagapiła się obrona Anwilu i łatwe punkty spod kosza zdobył Ivan Opacak. W kolejnej akcji, na 2 sekundy przed końcem posiadania, sprzed nosa Opacaka trafił Eitutavicius i kolejną przerwę wykorzystał Rajkovic.

Szansy na doprowadzenie do wyrównania nie wykorzystał Chyliński, ale na szczęście dla gości, faul w ataku wymusił Zigeranovic i Turów miał 14 sekund na przeprowadzenie swojej akcji. Zgorzelczanie nie zaryzykowali rzutu za trzy i faulowany został Robinson, a 5 faul na swoje konto zapisał Said Hajric i musiał opuścić boisko. Amerykanin nie mylił się i czas wziął Bogicevic. Obrona Turowa nie pozwoliła gospodarzom na celną akcję i Zigeranovic wybił piłkę na aut. Sekundę na dogranie akcji miał Anwil i Ginyard zdołał urwać się obronie Turowa, ale mocno przestrzelił i po 4 kwartach mieliśmy remis 64-64

We Włocławku czekała nas dogrywka, a Anwilowi w rotacji została już tylko 2 Polaków(Szubarga i Bartosz + ewentualnie juniorzy, Warszawski i Słupiński ). Po stronie gości po 4 faule mieli Zigeranovic, Kulig, Cel i Robinson.

Znakomicie dogrywkę zaczęli goście, bo zaliczyli run 6-0 i wymusili na włocławianach rzuty z ciężkich pozycji. Zza łuku trafił jednak Ginyard, ale w kolejnym posiadaniu, z półdystansu nie mylił się Opacak. Anwil odpowiedział punktami Bartosza i Jovanovicia i Turów wygrywał już tylko 72-71. Z linii dwa oczka dorzucił Chyliński, ale tym samym odpowiedział Ginyard. Z dystansu nie trafił Robinson, a sfaulować dał się Weeden i wyprowadził Anwil na prowadzenie 75-74. 19 sekund na rozegranie swojej akcji mieli goście i wykorzystali ten czas bardzo dobrze. Opacak znalazł osamotnionego w rogu boiska Aarona Cela, a ten na 2 sekundy przed końcem trafił zza łuku i Turów prowadził dwoma punktami. Goście świetnie odcinali wszystkich strzelców Anwilu i za trzy swojej szansy szukał Mateusz Bartosz, jednak jego rzut nie znalazł drogi do kosza i po zaciętym spotkaniu to Turów wygrał 77-75.

Anwil miał zwycięstwo na wyciągnięcie ręki. Przestrzelili jednak 9 rzutów wolnych, z czego 5 z nich w samej końcówce spotkania. Swojej szansy nie wykorzystał także Tony Weeden, który miał szanse dobić Turów w 3 kwarcie i tego nie zrobił. Turów miał w swoich szeregach Ivana Opacaka, który zagrał świetne spotkanie i trafiał ważne rzuty. Goście udowodnili, że nawet przy słabszej dyspozycji swoich podkoszowych jest w stanie wygrać tak zacięte spotkanie. Obie drużyny zasłużył na wielkie brawa za wolę walki i emocje, których dostarczyli wszystkich kibicom w tych 4 spotkaniach.

PGE Turów Zgorzelec 77 – 75 Anwil Włocławek

Turów : Opacak 24 pkt Robinson 12 pkt Cel 10 pkt, 11 zb

Anwil : Ginyard 20 pkt, Weeden 10 pkt Hajric 13 pkt, 7 zb

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Stelmet w finale – zielonogórzanie nokautują w Koszalinie AZS 96:66

Stelmet Zielona Góra zdeklasował w Koszalinie AZS 96:66 i zapewnił sobie tym samym awans do finału. O rozmiarach porażki zdecydowała...

Zamknij