Anwil wciąż w grze! Świetny występ Ginyarda i Eitutaviciusa prowadzi włocławian do zwycięstwa !

 logo_wtk_anwil_włocławekTurow_Zgorzelec-logo-49E9D062C1-seeklogo.comAnwil Włocławek rozegrał rewelacyjne spotkanie i tym razem nie dał sobie wydrzeć z rąk zwycięstwa. Niesamowicie agresywna i przede wszystkim skuteczna obrona gospodarzy sprawiła, że Turów przegrał swój pierwszy mecz w Playoffs. Świetna skuteczność gospodarzy, oraz bardzo udane występy Eitutaviciusa i Ginyarda pozwoliły Anwilowi wygrać swój pierwszy mecz w serii półfinałowej. Cichym bohaterem tego spotkania był Michał Sokołowski, który dał popis skutecznej gry w defensywie. Anwil wygrywa z Turowem 75-63 i przegrywa już tylko 1-2.

Niestety już przed meczem stało się jasne, że Anwil przystąpi do najważniejszego spotkania tego sezonu znacznie osłabiony. Złamany palec Krzysztofa Szubargi, nie doszedł do stanu używalności, a teraz dołączył do niego kontuzjowany Przemysław Frasunkiewicz, który w drugim spotkaniu półfinałowym skręcił staw skokowy w lewej nodze. Mocno pokrzyżowało to plany włocławianom, którym znacznie skróciła się rotacja polskich zawodników.

Rewelacyjny początek spotkania zaliczyli gospodarze. Od pierwszej akcji meczu, Anwil imponował skutecznością zza łuku. Najpierw za trzy trafił Eitutavicius, a potem dwa rzuty trzypunktowe dołożył Marcus Ginyard. Włocławianie znowu zaczęli świetnie w obronie i po wymuszeniu 3 strat Turowa i kolejnych punktach Ginyarda, gospodarze prowadzili 15-4 i trener Rajkovic bardzo szybko musiał prosić o przerwę na żądanie.

Turów nie trafiał z trudnych pozycji i tradycyjnie już, zawodnicy ze Zgorzelca próbowali szukać Ivana Zigeranovicia. Center gości złapał jednak dwa faule i musiał usiąść na ławce rezerwowych. Na parkiecie zameldował się Damian Kulig i od tego momentu obrona zgorzelczan zaczęła przypominać tą z sezonu regularnego. Turów zaliczył moment, w którym wszystkie ich rzuty znalazły drogę do kosza i zmniejszyli stratę do 3 oczek. Potem jednak znowu zza łuku trafił Sokołowski i kolejne punkty dołożył Boykin. Anwil wygrał pierwszą kwartę 25-18, a 11 oczek na swoim koncie miał już Ginyard.

W drugiej kwarcie to znowu gospodarze kontrolowali przebieg spotkania. Anwil świetnie grał w obronie, nie przegrywając pojedynków 1 na 1 i nie pozwalając rywalom na efektywne penetracje. W tym aspekcie gry najbardziej imponował Michał Sokołowski, ale także dobry moment w defensywie zaliczył Tony Weeden. Turów jednak nie dawał za wygraną i po kolejnych punktach Stelmacha i Kuliga, Anwil znowu prowadził tylko 7 punktami.

Kiedy wydawało się, że Turów powoli wraca do swojej gry, znowu obudzili się włocławianie. Dzięki dobrej defensywie i świetnej skuteczności, Anwil znowu się oddalał. Dwie trójki pod rząd trafił Eitutavicius i przewaga gospodarzy wzrosła aż do 16 punktów. Przez kolejne minuty gra toczyła się kosz za kosz ( a raczej błąd za błąd), i Turów nie mógł zbytnio zbliżyć się do rywali. Kibiców Anwilu martwić mógł tylko fakt, że 3 faule złapał już Seid Hajrić. Świetnie grą gospodarzy kierował Eitutavicius i po jego skutecznych wejściach pod kosz, włocławianie utrzymywali bezpieczną przewagę. Do szatni zdecydowanie w lepszych nastrojach schodzili gracze Anwilu, którzy prowadzili z Turowem po dwóch kwartach 47-31.

W pierwszej kwarcie genialnie grał Ginyard, w drugiej Eitutavicius, ale najważniejsza w grze Anwilu, była agresywna i szczelna obrona. Mocny nacisk na zawodnika z piłką oraz wygrywanie pojedynków 1 na 1 świetnie osłabiło słabości Turowa. Zgorzelczanie wyszli na to spotkanie jakby zaspani i bez wiary w zwycięstwo. Popełniali proste błędy w obronie, a w ataku mieli ogromne problemy ze znalezieniem odpowiednich pozycji. Anwil wypychał rywali wysoko na 8 metr i nie pozwalał na skuteczne dzielenie się piłką.

Do przerwy zdecydowanie najlepsi na parkiecie byli Eitutavicius (13 pkt), oraz Ginyard (11 pkt). Trzeba także podkreślić rewelacyjną pracę w obronie Michała Sokołowskiego, który nie odstępował na krok czy to Ivana Opacaka, czy Michała Chylińskiego. Po stronie Turowa, jedynym pewnym punktem zespołu był Aaron Cel (7 pkt), a swoją przewagę fizyczną wykorzystywał Ivan Zigeranovic (9 pkt), ale nie umiał zdominować pola trzech sekund, tak jak zrobił to w drugim spotkaniu. Anwil do przerwy trafił aż 7 rzutów zza łuku, przy tylko 11 próbach. Goście na 10 prób, zdołali trafić tylko 2 razy. Gospodarze byli zdecydowanie lepsi w pierwszej części meczu i kibice trzymali kciuki, żeby nie powtórzyła się historia z poniedziałkowego spotkania.

Trzecia kwarta rozpoczęła się od celnych rzutów zza łuku Chylińskiego i Ginyarda. Turów wszedł w drugą połowę trochę lepiej niż miało to miejsce na początku spotkania, ale bardzo słaby powrót do obrony sprawił, że Anwil z łatwością wyprowadzał szybkie ataki. Goście ciągle nie mogli przełamać 15 punktowej przewagi Anwilu i na każdą ich udaną akcję, gospodarze mieli odpowiedź. Trzecią swoją trójkę trafił Aaron Cel i po kilku z rzędu słabszych akcjach w obronie i dwóch udanych akcjach Robinsona, trener Bogicevic poprosił o przerwę na żądanie.

Po powrocie na parkiet, Turów zaczął bronić agresywniej, na całym parkiecie. Przyniosło to niezłe skutki, bo po kolejnych punktach Ceela i akcji 2+1 Vukasina Aleksicia, przewaga Anwilu zmalała do 10 punktów. W końcówce kwarty, na parkiet wkradł się spory chaos i po serii strat z obu stron, trzecia kwarta zakończyła się zwycięstwem gości 18-14, ale w całym spotkaniu to wciąż Anwil wygrywał 61-51.

Na początku 4, decydującej kwarty, dobra obrona Turowa i pierwsze punkty w tym spotkaniu Davida Jacksona, sprawiły, że pierwszy raz od 20 minut goście zmniejszyli straty do 7 punktów. Po chwili jednak dwie straty popełnili zgorzelczanie i Anwil znowu powiększył swoją przewagę. Świetna gra obronna duetu Sokołowski-Ginyard sprawiała, że gospodarze wciąż utrzymywali swoją przewagę. Po celnej trójce Rubena Boykina, Anwil wygrywał 73-59 na dwie minuty przed ostatnim gwizdkiem. Z półdystansu gości dobił Hajrić i stało się jasne, że gospodarze nie dadzą już sobie wyrwać tego prowadzenia. Ostatecznie włocławianie okazali się lepsi od Turowa 75-63.

Turów w drugim spotkaniu był jeszcze w stanie uniknąć porażki, ale w Hali Mistrzów ta sztuka już im się nie udała. Anwil przez 40 minut niesamowicie mocno pracował w obronie i wymuszał na rywalach popełnianie głupich strat. Włocławianie wreszcie trafiali swoje rzuty z dystansu i udowodnili, że są w stanie z powodzeniem rywalizować  z Turowem. Goście kolejny raz, źle weszli w spotkanie i jeżeli chcą uniknąć wpadki, to muszą zmienić to już w sobotę.

Gra zawodników ze Zgorzelca nie wyglądała najlepiej. Obrona gospodarzy sprawiła, że Turów stracił swój główny atut czyli rzut za trzy i szybkie dzielenie się piłką. Problem ten wystąpił już drugi raz z rzędu, jednak tym razem Anwil odjechał zgorzelczanom za daleko. Zdecydowanie zabrakło udanych akcji w ataku liderów Turowa, ale tutaj brawa należą się Sokołowskiemu, Ginyardowi i Hajriciowi, którzy nie pozwolili na zbyt wiele swoim rywalom.

Anwil wygrał trzecie spotkanie i w całej serii przegrywa już tylko 1-2. Gospodarze złapali kontakt z Turowem i jeżeli wytrzymają fizycznie to mają szansę na wyrównanie już w sobotę. Nie można jeszcze mówić o sensacji, bo Playoffs rządzą się swoimi prawami, ale pewne jest to, że przed nami jeszcze spora dawka emocji.

PGE Turów Zgorzelec 63-75 Anwil Włocławek

Turów : Zigeranovic 14 pkt, 11 zb Cel 12 pkt, 4 zb Robinson 9 pkt

Anwil : Eitutavicius 17 pkt Ginyard 16 pkt, 5 zb, 4 ast Hajrić 14 pkt, 4 zb

Stan rywalizacji : Turów 2-1 Anwil

Kolejny mecz : Sobota (18.05), godz. 16;45

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Play offs 2013: Stelmet – AZS Koszalin, skrót meczu numer 2.

Zamknij