TBL play offs 2013: Mistrz Polski wraca do gry i wyrównuje.

Bardzo podobny przebieg do meczu numer 1 miało drugie, ćwierćfinałowe spotkanie Asseco Prokomu z Anwilem Włocławek. Gospodarze podobnie do przegranego meczu numer jeden próbowali dyktować swoje warunki oraz narzucić własny styl gry, uciekając rywalom. Goście z kolei znów upatrywali wygranej w wąskiej rotacji przeciwnika oraz w utracie sił Mistrzów Polski. Rottweilerom tym razem jednak zabrakło skuteczności przy rzutach z dalekiego dystansu, a gorszy dzień przy rozgrywaniu piłki miał bohater pierwszej potyczki, Krzysztof Szubarga (5 strat, 11pkt).

Wśród miejscowych znów imponował swoją wszechstronnością Rasid Mahalbasić (13pkt-10zb-4as-2blk). Po nieudanym pod względem skuteczności meczu pierwszym, przebudził się Przemysław Zamojski, autor czterech trójek. Na pewno lepiej niż 48h wcześniej zaprezentował się – grający z kontuzją – Robert Witka (6pkt). Cichym bohaterem został też Krzysztof Roszyk, który nie tylko zdobył 10pkt, ale skutecznie (znów) odciążał na rozegraniu jedynego playmakera Asseco Prokomu, Tomasza Śniega.

Pierwsze minuty meczu to gra kosz za kosz, przy trzech stratach Szubargi. Skuteczna kontra zakończona wsadem przez Roszyka, przyniosła prowadzenie gospodarzom (10-8). Po chwili pierwszą trójką popisał się Zamojski. W odpowiedzi akcję 2+1 zagrał Seid Hajrić, a prowadzenie Anwilu podkreślił wsadem Marcus Ginyard (16-13). Miejscowi nie pozostawali dłużni przeciwnikowi, i po raz drugi zza łuku trafił Zamojski. Przez ostatnie trzy minuty pierwszej kwarty gra Anwilu wyglądała fatalnie a miejscowi zważając na zerowe zdobycze punktowe gości, podwyższyli prowadzenie do stanu 20-16.

Druga odsłona i jej pierwsze 2 minuty to rosnąca niemoc ofensywna Anwilu, dzięki której m.in. Krzysztof Roszyk dał gospodarzom podwyższenie prowadzenia (26-18) po kolejnym szybkim ataku, zakończym wsadem piłki do kosza. Niemoc Rottweilerów przerwał celną trójką Ginyard, ale swobodnie poczynający sobie w ataku Piotr Szczotka i Mateusz Ponitka (pierwsza z dwóch celnych prób z gry przu ośmiu pudłach) udanie kończyli kolejne akcje APG. Na trzy minuty przed końcem fatalne decyzje rzutowe Rubena Boykina, z których skorzystał znów Zamojski, dały Mistrzom aż 12 oczek zaliczki (33-21). Przewaga jeszcze podniosła się o 2 punkty, gdy celnie osobiste wykonał Ponitka. Cztery z rzędu straty gospodarzy w finałowych 90 sekundach odsłony numer 2, przyniosły Anwilowi nadzieję na poprawę wyniku. Złe podanie Śniega, błąd kroków – a po chwili następne złe podanie – Mahalbasica, oddały część przewagi Anwilowi po 20 minutach (29-37).

Kwartę numer trzy Anwil rozpoczął bardzo dobrze, bo od razu swoją obecność na parkiecie zaznaczył trójką Ginyard, a po nim z przeciętności wyrwał się Szubarga – zdobywając 4 kolejne punkty. Przewaga Mistrzów malała z każdą sekundą, bo najpierw startę popełnił Witka, a po chwili przewinieniem technicznym ukarano Śniega (39-37 dla APG). Kiedy wydawało się, że goście przejmą prowadzenie, to stratę popełnił Szubarga, i następnie Boykin dał się zablokować Mahalbasicowi. Kolejne trafione osobiste Ponitki oraz wejście pod kosz Śniega wypracowały APG 8 oczek przewagi (45-37). Sytuację próbował ratować dla Anwilu Szubarga i po kolejnej stracie (błąd połowy) w końcu popisał się celną trójką. Wejście pod kosz Ponitki oraz seria dwóch celnych rzutów Roszyka i Zamojskiego (4x3pkt) dały Mistrzom 6-punktowe prowadzenie (52-46).

Finałowa odsłona meczu była najgorszą z kwart – a dobitnie świadczy o tym kolejne bezproduktywne 5 minut Anwilu – w których przyjezdni nie byli w stanie trafić do kosza rywala. Na nieco ponad 4 minuty przed końcem meczu niemoc gości znów przełamał Ginyard. Z drugiej strony kosz nie był dziurawiony częściej (za dwa trafił Śnieg a dwa wolne wykorzystał Mahalbasić). Stąd gdy drugą celną trójkę dla Anwilu, w tej odsłonie, trafił Boykin Anwil był tylko na 4 punkty od rywala (52-56). W kolejnej dwójkową akcją i alley oopem popisali się Ponitka i Mahalbasic (Austriak wykańczał akcję). Kiedy przewinienie w ataku złapał Ginyard, na trzy minuty przed końcem spotkania, przewaga wynosiła cztery punkty (54-58). W następnych zagraniach miejscowych kolejne faule łapali Mateusz Bartosz i Krzysztof Szubarga a przewinienia na punkty zamieniał na linii Ponitka (10-13 z osobistych). Gości w grze o wygraną próbował jeszcze przytrzymać Arvydas Eitutavicius, ale jego wejscie na kosz i finałowe trzy rzuty wolne zmniejszył tylko rozmiary porażki przyjezdnych do dwóch punktów (61-63).

Podsumowując: tylko dwóch graczy Anwilu przekroczyło 10 punktów – 18 miał Ginyard, a 11 Szubarga. W tym samym czasie czterech ze składu Asseco Prokomu przekroczyło 10 oczek – Mahalbasic (13), Ponitka i Zamojski (po 12) i Roszyk (10).  W zespole Miliji Bogicevića znów zawodzili obwodowi – Tony Weeden (0-2) i Michał Sokołowski (1-6). Znacznie gorzej niż w pierwszym spotkaniu poczynał sobie Nikola Jovanović (1-5), natomiast Ruben Boykin trafił tylko 2 z 9 prób.  Przy ledwie 36% skuteczności z gry Rottweilery okazały się mało wymagającym rywalem dla obrońców tytułu.

Wynik: Asseco Prokom Gdynia – Anwil Włocławek 63:61 (20:16, 17:13, 15:17, 11:15)

Stan rywalizacji: 1:1

Woy

Kibic NBA spod znaku Chicago Bulls od 1992 roku. Fan Magica Johnsona i Scottiego Pippena. W PLK na bieżąco śledzący wydarzenia od 1991 roku, fan Rajmondsa Miglinieksa i Josepha McNaulla. Chętnie dzielący się najświeższymi nowinkami oraz historycznymi wydarzeniami, które miał okazję oglądać. Pasjonat statystyk i cyferek. Koszykówkę ogląda na każdym poziomie; od NBA do PLK.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Turów już tylko o krok od półfinału !

Po raz drugi na przestrzeni 3 dni, Turów posłał swoich rywali na deski. Gospodarze od początku narzucili swój rytm gry,...

Zamknij