Piraci górą! Spralja pieczętuje wygraną Trefla w pierwszym meczu z AZS-em.

Przez 38 minut gracze AZS-u Koszalin dzielnie dotrzymywali kroku faworyzowanemu Treflowi, cały czas trzymając kilkupunktowy dystans, pozwalający realnie myśleć o wywiezieniu z Sopotu cennego zwycięstwa. O wygranej gospodarzy przesądziła jednak mądrzej rozegrana końcówka, dłuższa i lepsza ławka rezerwowych, przede wszystkim zaś świetnie dysponowany tego dnia Sime Spralja, który 9 ze swych 20 punktów zdobył w ostatniej kwarcie – w tym kluczowe wolne na minutę przed końcem. Koszalinianie pokazali jednak charakter i w całej rywalizacji wciąż nie stają na straconej pozycji – muszą jednak wyciągnąć błędy z wczorajszego spotkania i powalczyć o zwycięstwo w meczu nr 2, który zostanie rozegrany już we wtorek, także w Sopocie. W przypadku kolejnej wygranej Trefla szanse na odwrócenie losów serii będą minimalne.

164291_436985239729046_264743309_n

 

Niespełna 3 tysiące widzów (dokładnie 2750, w tym kilkuset kibiców gości) oglądało ciekawe i emocjonujące widowisko, stojące na całkiem niezłym poziomie. Nie zabrakło efektownych akcji (kapitalny blok Looby’ego na Wiśniewskim, wsad Harrisa), szybkich kontrataków, znakomitych podań (tu błyszczał zwłaszcza Waczyński, ale jedna z dwóch asyst Franka Turnera też była najwyższej próby), a fakt, że praktycznie przez całe spotkanie dystans między oboma zespołami rzadko przekraczał 4 punkty najlepiej świadczy o tym, że dystans dzielący oba zespoły wcale nie jest tak duży. Co więcej – na początku meczu to koszalinianie prezentowali się lepiej – w pewnym momencie prowadzili nawet 21:17, a na 2 minuty przed końcem tracili do Trefla tylko 4 punkty, w samej końcówce opadli jednak z sił i ostatnich 5 punktów z rzutów wolnych zdobyli już gospodarze.
Największą słabością Akademików w pierwszym meczu były straty – aż 14 przy zaledwie 7 Trefla. Zbyt często piłkę tracili zwłaszcza podkoszowi – 4 razy Darrell Harris, 3 razy Paweł Leończyk, zdarzały się też błędy 24 sekund. Trefl potrafił tę sytuację wykorzystać, co więcej – gospodarze byli także lepsi jeśli chodzi o punkty drugiej szansy i to pomimo faktu, że walkę na tablicach wygrali goście (aż 31:19). Mało tego – AZS grał znacznie skuteczniej (54% z gry przy 49% Trefla), ale gospodarze częściej trafiali z wolnych i lepiej radzili sobie w rzutach dystansowych (8 trafień, AZS tylko 5). Problemem Akademików była także kiepska rotacja – na parkiet wybiegło co prawda 8 zawodników (znów przyspawany do ławki był Rafał Bigus), ale z Roba Jonesa (0 pkt., 2 zb.) i Igora Milicicia (3 pkt., 2 zb., 1 as.) pożytku wiele nie było. Świetnie radzili sobie za to dwaj podkoszowi AZS-u: Darrell Harris (19 pkt., 7 zb., 3 as.), którego nie byli w stanie upilnować ani Spralja, ani Looby, a także Paweł Leończyk, który grał skutecznie i zaliczył double-double (12 pkt., 10 zb.), ale podobnie jak Harris zbyt często tracił piłkę. Świetne zawody rozegrał także Sek Henry (12 pkt., 5 as., 2 prz., 6/7 z gry), ale spore problemy ze skutecznością miał lider Akademików, Łukasz Wiśniewski – zdobył co prawda 12 pkt., miał też 5 as. i 4 zb., ale trafił tylko 5 z 13 rzutów. Niezłe wsparcie z ławki dał też Artur Mielczarek (8 pkt., 3 zb., 3/3 z gry), ale zawiódł nieco Bartłomiej Wołoszyn – trafił co prawda dwie ważne trójki, w całym meczu był jednak zbyt nieskuteczny (6 pkt., 2/7 z gry).

W ekipie zwycięzców dość nieoczekiwanie najlepszym graczem był typowany raczej jako słabszy punkt zespołu Sime Spralja. Środkowy Trefla rozegrał tymczasem swój najlepszy mecz w sezonie – rzucił 20 punktów (w tym 9 w ostatniej kwarcie) i to na świetnej skuteczności (7/8 z gry, 4/4 z wolnych), miał też 3 zbiórki i 3 asysty i był praktycznie nie do zatrzymania przez mocno szwankującą w tym meczu obronę AZS-u (a miała być to największa siła gości). Motorem napędowym sopocian był w tym spotkaniu – równie nieoczekiwanie – nie Frank Turner (11 pkt., 2 as., 2 prz.) – a Adam Waczyński, który rzucał co prawda bardzo mało i niecelnie (3 pkt., 1/4 z gry), ale zaliczył rekordowe w karierze 9 asyst (większość w akcjach ze Spralją) oraz świetne 6 zbiórek. Swoje zrobił też Filip Dylewicz (16 pkt., 3 zb., 2 as.), który przed meczem odebrał wyróżnienie za znalezienie się w pierwszej piątce sezonu, a bardzo dobre spotkanie rozegrał Michał Michalak, który większość ze swoich 13 punktów zdobywał w momentach, gdy koszalinianie zbliżali się do Trefla. Po 9 punktów dorzucili Lorinza Harrington i Ronald Davis i tylko niemrawy tak w ataku, jak i w obronie Kurt Looby poza wspomnianym blokiem niczym szczególnym się nie wyróżnił.

Przed meczem nr 2 oba zespoły mają sporo do przemyślenia. Gospodarze muszą przede wszystkim poprawić krycie Darrella Harrisa, (który gdyby tylko nie popełniał tylu głupich strat, mógłby być najlepszym środkowym ligi), który pod koszem Trefla robił, co chciał, więcej też od siebie powinien dać Kurt Looby, a także Piotr Dąbrowski.
Trudniejszy orzech do zgryzienia mają jednak goście – żeby wygrać drugie spotkanie powinni nie tylko lepiej pilnować Spralję, ale też popracować nad stratami, w większym stopniu korzystać z rzutów dystansowych i przede wszystkim poprawić rotację. Grający niemal całe spotkanie Harris i Leończyk w większym stopniu powinni być wsparci przez Jonesa i Bigusa, z kolei Łukasz Wiśniewski musi zachować więcej energii i zimnej krwi w końcówce – brak lidera, który pociągnąłby grę w ostatnich dwóch minutach był aż nadto widoczny, a ostatnie akcje AZS-u (strata i pudło Wiśniewskiego, absurdalna trójka Harrisa, niecelna trójka Wołoszyna – co w konsekwencji wymusiło faulowanie przeciwnika) pokazały, że wciąż nie do końca nad sytuacją panuje też trener koszalinian, Zoran Sretenović.
Trefl zagrał zdecydowanie mądrzej, konsekwentniej w obronie i w ataku, nie popełnił tak wielu strat, miał w swoich szeregach wreszcie Simę Spralję, który rozegrał mecz sezonu. Kto będzie bohaterem drugiego spotkania i czy również górą będą gospodarze – przekonamy się już we wtorek. Mecz nr 2 odbędzie się jednak nie o godzinie 20.15, jak wcześniej planowano, a o 18.30 – wszystko przez rewanżowe spotkanie w półfinale Ligi Mistrzów (Real zagra z Borussią). Czego to nie robi się dla kibiców…

Trefl Sopot – AZS Koszalin 81:72 (20:21, 21:17, 19:18, 21:16)

Trefl: Sime Spralja 20, Filip Dylewicz 16, Michał Michalak 13, Frank Turner 11, Lorinza Harrington 9, Ronald Davis 9, Adam Waczyński 3, Kurt Looby 0, Piotr Dąbrowski 0, Łukasz Jaśkiewicz 0, David Brembly 0.

AZS: Darrell Harris 19, Sek Henry 12, Paweł Leończyk 12 (10 zb), Łukasz Wiśniewski 12, Artur Mielczarek 8, Bartłomiej Wołoszyn 6, Igor Milicic 3, Rob Jones 0.

stan rywalizacji: 1:0 dla Trefla Sopot, rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw

Wojtek Konieczny

Fan NBA od dziecka (stąd pomysł na stronę Retro NBA). Posiadacz kolekcji własnoręcznie zrobionych kart o każdym klubie i wielkiej encyklopedii NBA w zeszycie 80-kartkowym powstałej w czasach, gdy nie było jeszcze Internetu... Specjalizacja - wykresy, tabele, statystyki. W wolnych od koszykówki chwilach filolog i nauczyciel polskiego :).

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Turów zdeklasował Polpharmę w 1 spotkaniu.

Turów Zgorzelec nie dał szans Polpharmie i zamknął to spotkanie w 20 minut. Brak pod koszem Bena McCauleya był widoczny...

Zamknij