Oszczędności po włocławsku..czyli na kłopoty Eitutavicius.

Sternicy Anwilu Włocławek przed obecnym sezonem zdecydowali się na gruntowną przebudowę zespołu. Zrezygnowano z usług gwiazdy poprzedniego sezonu, Corsley’a Edwardsa, pozbyto się ulubieńca miejscowych fanów Bartłomieja Wołoszyna, nie przedłużono kontraktów z Lawrencem Kinnardem i Lorinzą Harringtonem (uznanymi w naszej lidze zawodnikami). W między czasie rozwiązano też kontrakt, z pragnącym płacowej podwyżki, Dardanem Berishą (reprezentant kraju trafił do półamatorskiej ligi Kosowa). Przede wszystkim wiadomo było, że klubowy budżet będzie uszczuplony a przed nowym trenerem Dainiusem Adomatisem postawiono za zadanie, awans do półfinałów Mistrzostw Polski. Po pierwszych trzech kolejkach można wysunąć jeden wniosek, wzmocnienia składu są nieuniknione by móc walczyć o czołową szóstkę.

Podczas gdy rywale z górnej półki PLK znajdują już właściwy rytm grania i kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa (Turów, Trefl, AZS Koszalin i Asseco Prokom) Rottweillery mają na koncie tylko jedną wygraną, odniesioną w szczęśliwych okolicznościach, samej końcówki meczu z Kotwicą Kołobrzeg. Anwil przegrał ligowe starcia z Turowem i Stelmetem, będąc nie tak daleko od przeciwników z końcowym wynikiem, ale w grze drużyny widać było brak typowego lidera.

Nie jest nim ani Krzysztof Szubarga (nie miał mocnego konkurenta do walki o miejsce w składzie i wydawałoby się, że niezagrożona pozycja doda mu pewności siebie), będący daleko od swojej szczytowej formy mogącej mu dać awans na Eurobasket 2013, zmagający się z dużą liczbą strat i dużą ilością niecelnych rzutów (6 strat w meczu ze Stelmetem i średnio 4 na mecz, 1-11 w rzutach zza łuku oraz 29% z gry). Na pewno nie jest tym liderem Tony Weeden, na którego małe usprawiedliwienie działać może częściowe wyłączenie z przygotowań do sezonu, spowodowane kontuzją (tu pytanie czy nie można było zaryzykować znalezienia podobnego gracza by na start sezonu był on w wysokiej formie). Forma Amerykanina zostawia wiele do życzenia – 3-18 zza łuku i 33% z pola gry. Liderem nie jest też Ruben Boykin (10pkt i aż 10 zb na mecz!), który może podobać się w walce pod koszami i swoją „brudną robotę” wykonuje świetnie, ale graczem ataku w talii Adomaitisa nie jest. Ex gracz Stali Ostrów jest wg mnie zbyt słabo wykorzystywany w ataku i brakuje mu akcji dwójkowych z niższymi zawodnikami, do pełnego pokazania swoich ofensywnych możliwości (Boykin świetnie sobie radził w Polsce w przeszłości, podczas gry w Ostrowie, kiedy wiele piłek od Eda Coty wędrowało do jego rąk).

Działacze z Włocławka nie wykazali się większą aktywnością na rynku transferowym – ze względu kryzysu finansowego, który dopadł większość drużyn PLK – pod kątem angażu polskich graczy. Postawiono znów na Krzysztofa Szubargę, na często kontuzjowanego w poprzednich rozgrywkach Seida Hajrića czy w końcu na weteranów ligi: Przemysława Frasunkiewicza (skrzydłowy jak podczas pierwszej przygody z Anwilem przed kilkoma laty, kompletnie nie radzi sobie w szeregach Rottweillerów) i Łukasza Seweryna (którego cechuje falowe granie tj. kiedy ma swój dzień trafia seryjnie za trzy punkty, ale gorzej jest kiedy tego dnia po prostu nie ma). Występy tych graczy w spotkaniach ze Stelmetem i Turowem można tylko przemilczeć.

Gdzieś w środku liczono też na młodszych graczy Anwilu – Kamila Maciejewskiego i Michała Sokołowskiego. Sternicy jednak zapomnieli, iż często ogromne oczekiwania fanów na Kujawach przerastają możliwości graczy. W końcu niedawno włocławianie przeżywali podobne zawody obserwując choćby Marcina Nowakowskiego (który był z kolei kolejnym graczem z Włocławka, który nie przyjął się i zmuszony był emigrować na północ w poszukiwaniu wyższej formy czy zaufania trenerów). Czy nowi sternicy klubu, którzy przejęli schedę po prezesie Zbigniewie Polatowskim, weszli do tej samej rzeki, z której nic większego nie wyciągną?

Przed Anwilem jeszcze starcia z drużynami ze ścisłej ligowej czołówki bieżącego sezonu jak z Treflem Sopot, Asseco Prokomem Gdynia czy AZS-em Koszalin. Czy we Włocławku wszystko zostanie po staremu i kolejne mecze zostaną kończone z minusowym dorobkiem na koncie punktowym?  O tym przekonamy się po kolejnych 2-3 spotkaniach. Wniosek mój jest taki, że czasami sprowadzić bardziej znane i pewne nazwisko, przy większym honorarium, niż oszczędnie wydawać „kasę” w oczekiwaniu na „dobry” wynik. Zwłaszcza, że zatrudniono trenera na dwa lata, z planem zbudowania fundamentów do walki o medale (Anwil dwa lata z rzędu kończył play offs na pierwszej rundzie). Często zdarza się, że półśrodki to rzecz krótko działająca..a na starcie sezonu 2013-14 zacznie się kolejną budowę, od zera (?).

Tymczasem rywale nie śpią i na parkietach PLK doczekaliśmy się lub doczekamy się kolejnych debiutów: Kurt Looby z Trefla i Alex Acker z Asseco Prokomu. Tym samym poprzeczka u konkurencji idzie w górę, również w aspekcie oczekiwań fanów przeciwników, co do wyników!

Nie śpi – być może też – jak okazuje się Anwil Włocławek, który jako ratunek dla kiepskiej formy zawodników obwodowych (nie mam żadnych zastrzeżeń do formy Marcusa Ginyarda, wg mnie zawodnika numer 1 po stronie Rottweillerów i jak pokazują statystyki oraz wyniki punktowe gracza najrówniej prezentującego się podopiecznego trenera Adomaitisa) odkurzył 30-letniego Litwina, po przejściach, Arvydasa Eitutaviciusa. Zawodnik mogący grać na pozycjach numer jeden i dwa czyli combo guard to koszykarski obieżyświat, ciągle szukający dla siebie odpowiedniego miejsca do gry, wędrujący z ligi do ligi. Językiem ekspertów jest to gracz, w stosunku do którego były spore oczekiwania, powoływano go do kadry narodowej Litwy, ale im dalej w karierę tym w niższej lidze lądował (Czechy i Ukraina to ostatnie kierunki gracza) i nie spełniał pokładanych w nim oczekiwań działaczy oraz trenerów.

Przez 4 lata występował on na amerykańskiej uczelni w NCAA, grając dla American Eagles. Był nawet w składzie Realu Madryt w sezonie 2007-8 ale szybko zmienił klub na kolejny, Promoboys Tijola (niższa liga hiszpańska). Następnie występował już Neptunasie Klajpeda (liga litewska), Cholet Basket (liga francuska) oraz Iraklisie Saloniki (liga grecka). Ostatni sezon podzielił między czeski Prostejov (miał tam zastąpić odchodzącego do Niemiec rodaka, Benasa Veikalasa) i ukraiński Chimki Juzhny. Mierzy 188 cm wzrostu i ma występować obok Krzyszofa Szubargi oraz Tony’ego Weedena momentami zastępując jednego czy drugiego gracza na pozycji jedynki bądź dwójki. Jego średnie z ligi ukraińskiej pozwalają myśleć, że będzie to kolejny zadaniowiec w zespole z Włocławka: 9.7 pkt, 2.5 as i 2.4 zb. Dziś jednak na kłopoty Anwilu musi to wystarczyć. Debiut gracza spodziewany jest na weekendową potyczkę w Hali Mistrzów, z Rosą Radom.

Czyżby przybycie nowego obwodowego miało zmobilizować do lepszych występów Krzysztofa Szubargę i Tony’ego Weedena? Ten drugi, wg nieoficjalnych informacji czołowy zarabiający Rottweillerów, może poczuć się zagrożony. Puentując: tylko solidne występy Eitutaviciusa pozwolą Anwilowi wyjść z ligowej przeciętności i podnieść zdolności ofensywne całego zespołu. W tym wypadku kolejne pytanie, czy nie warto było postawić na sprawdzonego przez trenera Adomaitisa, Mantasa Cesnauskisa?

Woy

Kibic NBA spod znaku Chicago Bulls od 1992 roku. Fan Magica Johnsona i Scottiego Pippena. W PLK na bieżąco śledzący wydarzenia od 1991 roku, fan Rajmondsa Miglinieksa i Josepha McNaulla. Chętnie dzielący się najświeższymi nowinkami oraz historycznymi wydarzeniami, które miał okazję oglądać. Pasjonat statystyk i cyferek. Koszykówkę ogląda na każdym poziomie; od NBA do PLK.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Siary nie było. Passa Stelmetu trwa!

Autor: Agata Zwolak (zastal.net) Stelmet rozegrał trzeci mecz w Tauron Basket Lidze i w dalszym ciągu pozostaje niepokonany. Dziś pokonał...

Zamknij