AZS z patentem na finalistów – Skibniewski daje zwycięstwo nad Treflem

Nieprawdopodobne emocje w Koszalinie – po zaciętej końcówce i celnym trafieniu spod samego kosza Roberta Skibniewskiego na 6 sekund przed końcem meczu (oficjalne dane podają 12, ale choćby na tym filmie widać, że to nieprawda) gospodarze pokonali Trefla Sopot 88:86. Goście mieli jeszcze okazję wyrównać, ale podanie Franka Turnera przechwycił Sek Henry.
Tym samym zakończona została passa trzech kolejnych wygranych sopocian, AZS zaś pokazał, że w tym sezonie może jeszcze sporo namieszać – po wpadce w pierwszej kolejce Akademicy odprawili z kwitkiem kolejno Mistrzów i Wicemistrzów Polski.
Trefl znacznie lepiej rozpoczął ten mecz – goście prowadzili po pierwszej kwarcie aż 14 punktami. Mogło się wówczas wydawać, że jedyną historią, związaną z tym meczem, będzie bardzo wysoka wygrana Trefla. Gospodarze nie zamierzali jednak składać broni i poprawili zarówno grę w ataku, jak i w obronie. Pogoń AZS-u okazała się skuteczna, a w końcówce meczu Akademicy zachowali więcej zimnej krwi. Mecz był nieprawdopodobnie zacięty i chwilami można było odnieść wrażenie, że oglądamy nie spotkanie trzeciej kolejki sezonu zasadniczego, a co najmniej ćwierćfinał fazy play-offs..

Oba zespoły trafiły łącznie aż 22 rzuty z dystansu, przy czym o trzy trójki więcej zaliczyli gracze AZS-u. Gospodarze zagrali bardzo zespołowo – aż siedmiu zawodników zdobyło co najmniej 10 punktów, ósmy, Darrell Harris, zaliczył 8. Co ciekawe, lepiej niż gracze pierwszego składu zaprezentowali się tym razem rezerwowi AZS-u, którzy zdobyli aż 46 punktów – przy 26 punktach zmienników gości. Najwięcej punktów dla Trefla zdobył Frank Turner – 19, Filip Dylewicz dorzucił 18, a Šime Špralja 15.
Najwięcej punktów dla koszalinian – 14 – zdobył Michael Kuebler.

Mecz AZS-u z Treflem zapowiadany był jako hit trzeciej kolejki TBL i można tylko żałować, że TVP Sport nie zdecydowała się na transmisję. Spotkanie toczone było bowiem w niezwykle szybkim tempie, a obie ekipy wyglądały, jakby rozgrywały decydujące spotkanie fazy play-off.
Gospodarze przystąpili do meczu podbudowani wygraną nad Asseco, Trefl natomiast – licząc mecz o Superpuchar – wygrał trzy mecze z rzędu, za każdym razem okazując się wyraźnie lepszym od rywali. Za gośćmi przemawiał także fakt, iż w rozegranym tuż przed startem sezonu turnieju w Koszalinie łatwo pokonali Akademików. Z drugiej jednak strony Start i Polpharma byli rywalami z niższej półki, tym samym starcie z AZS-em miało pokazać rzeczywistą siłę Trefla. Z kolei postawa Akademików miała pokazać, czy forma zespołu bliższa jest tej zaprezentowanej w meczu z Jeziorem, czy tej ze spotkania z Asseco.

Po pierwszej kwarcie kwarcie wydawało się, że Trefl zetrze gospodarzy z parkietu. Prowadzenie 32:18 po pierwszej kwarcie i wyraźna przewaga we wszystkim elementach gry sprawiały, że przedmeczowe zapowiedzi o wygranej Trefla mogły okazać się słuszne. Ostry pressing gości, z którym zupełnie nie radzili sobie gospodarze, mający na dodatek problemy z faulami (4 przewinienia w dwie i pół minuty) i świetnie grający Filip Dylewicz (10 punktów w pierwszej odsłonie), który zdobył pierwszych 6 punktów w meczu – to sprawiało, że Trefl wyraźnie dominował na parkiecie. Gospodarzy próbował trzymać w grze Paweł Leończyk, który rozpoczął od dwóch trafień spod samego kosza, a także niesamowicie dysponowany tego dnia Bartłomiej Wołoszyn, który trafił cztery razy z rzędu za trzy. Mimo to goście kontrolowali grę, utrzymując kilkunastopunktowe prowadzenie. Drugą kwartę rozpoczęła obustronna kanonada rzutów dystansowych – z pierwszych siedmiu udanych akcji w tej części gry aż sześć kończono celnymi trójkami: 4 razy gospodarze (dwa razy Wołoszyn, po razie Kuebler i Henry), dwa razy goście (Acker). Później nastąpił jednak niesamowity zryw gospodarzy, którzy po serii 18:2 wyszli na prowadzenie 47:42!
Wówczas do gry wrócili goście – trafiali kolejno Looby, Waczyński i Dylewicz, natomiast AZS albo pudłował, albo zaliczał fatalne straty (Wiśniewski, Harris) i to Trefl wyszedł na prowadzenie. Ostatnie słowo w tej kwarcie należało jednak do AZS-u – po trafieniu Harrisa gospodarze prowadzili do przerwy 49:48.
Trzecia kwarta należała jednak do gości – rozpoczął co prawda trafieniem z dystansu
Wiśniewski, później jednak punktował głównie Frank Turner, który rzucił w kilka minut 8 punktów, w tym pierwszych 6 dla Trefla w tej kwarcie, oraz Sime Sprajla (6 punktów w tej kwarcie) i Przemysław Zamojski, który trafił dwa razy z rzędu za trzy i na 10 minut przed końcem goście prowadzili 69:63.
Sprajla punktował ostro także na początku czwartej kwarty – trafił dwa razy z rzędu za trzy, ale po drugiej stronie rozszalał się niewidoczny wcześniej Michael Kuebler, który rzucił 9 kolejnych punktów dla AZS-u – trafiając za dwa, za trzy i z wolnych. Do gry powrócił jednak wtedy Filip Dylewicz – po jego dwóch kolejnych trafieniach Trefl wyszedł pięciopunktowe prowadzenie. AZS ponownie jednak zdołał się zmobilizować i po celnych wolnych Pawła Leończyka na 90 sekund przed końcem meczu na tablicy wyników widniał remis po 84. Kiedy na 20 sekund przed końcem faul w ataku zaliczył Dylewicz gospodarze uwierzyli, że mogą ten mecz wygrać. Rajdem przez całe boisko popisał się Skibniewski, który na 12 sekund przed końcem spotkania trafił spod kosza i wyprowadził AZS na prowadzenie 88:86. Ostatnia akcja należała do gości, ale podanie Franka Turnera przechwycił Sek Henry i wygrana gospodarzy stała się faktem. Co ciekawe, ułamki sekund przed końcową syreną punkty spod kosza zdobył po wyprowadzonej przez Henry’ego kontrze Wiśniewski, z niezrozumiałych powodów jednak sędziowie nie zaliczyli tej akcji.
Przed ostatnią akcją Trefla kontuzji nabawił się… Koszał, maskotka AZS-u, który zaliczył nieszczęśliwy upadek podczas wykonywania układu tanecznego z grupą cheerleaderek – na szczęście jednak z nich pomogła mu zejść z parkietu. Póki co nie wiadomo, jak poważna jest kontuzja i czy Koszał wystąpi w następnym meczu AZS-u w Koszalinie.
Co ciekawe, Trefl w ostatnich czterech minutach zdobył tylko dwa punkty (Turner spod kosza), AZS natomiast trafiał rzuty osobiste z nieprawdopodobną wręcz skutecznością – na 20 prób gospodarze pomylili się tylko raz (Skibniewski).

BOHATER MECZU

Robert Skibniewski (AZS) – 11 pkt. (3/5 z gry, w tym 2/4 za trzy), 5 asyst, zbiórka, przechwyt
Mniejsza o statystyki – w ostatniej, kluczowej dla losów meczu, akcji Skiba zachował się jak na lidera drużyny przystało. Przebiegł całe boisko, znalazł wolne miejsce pod koszem, rzucił, trafił i w praktyce zapewnił gospodarzom wygraną. Do tego zaliczył 5 asyst i w ważnych momentach trafiał z dystansu. Kto wie, czy ten mecz nie będzie prawdziwym przełomem dla Skibniewskiego, który w poprzednich meczach grał dość nierówno.

X-FACTOR

Bartłomiej Wołoszyn (AZS) – 12 pkt. (4/6 z gry, w tym 4/5 za trzy), 2 as., 1 zb., 1 prz.
Po słabym występie przeciwko Jezioru i przesiedzeniu ma ławce całego meczu z Asseco (Teo Cizmić powiedział dziś, że taka była taktyka zespołu – podobnie, jak dzisiejsza nieobecność w pełni zdrowego Rafała Bigusa) Bartłomiej Wołoszyn zaliczył prawdziwe wejście smoka z ławki – na przełomie pierwszej i drugiej kwarty trafił cztery kolejne trójki i walnie przyczynił się do tego, że AZS odrobił kilkunastopunktową stratę do Trefla.

W KUPIE SIŁA

Aż siedmiu zawodników AZS-u zaliczyło dwucyfrową zdobycz punktową, ośmiu zaś rzuciło co najmniej 8 punktów. Jedynym graczem gospodarzy, który zakończył mecz z mniejszym dorobkiem był Artur Mielczarek, który nie zdobył ani jednego punktu – głównie dlatego, że bardzo szybko złapał 4 przewinienia i przebywał na boisku tylko 7 minut.
Najwięcej punktów dla AZS-u zdobył
Michael Kuebler – 14 (4/6 z gry, w tym 2/3 za trzy), który aż 11 punktów rzucił w ostatniej kwarcie – w tym 9 kolejnych kluczowym momencie. Trafiał zarówno z dystansu, spod kosza, jak i z rzutów wolnych.
Trochę słabiej niż w pierwszych dwóch meczach zaprezentowali się dwaj najlepsi do tej pory gracze AZS-u –
Paweł Leończyk i Łukasz Wiśniewski. Pierwszy zdobył 10 punktów (3/5 z gry) i miał 3 zbiórki, grał jednak tylko 17 minut, a w kluczowych momentach nie mylił się z linii rzutów wolnych, Wiśnia natomiast zdobył przeciwko swoim byłym kolegom 10 punktów (3/8 z gry, w tym 1/3 za trzy), miał 3 zbiórki i 3 asysty. Zdarzały mu się co prawda głupie straty, nie był też dzisiaj zbyt skuteczny, grał jednak bardzo wszechstronnie.
11 punktów (4/11 z gry, w tym 2/7 za trzy) i 4 zbiórki dołożył
Jeff Robinson, który trochę za często pudłował z dystansu, ale dobrze radził sobie pod koszem, 8 punktów dorzucił Darrell Harris (2/6 z gry, ale 4/4 z wolnych), który miał też 6 zbiórek.
Coraz lepiej w nowej drużynie radzi sobie
Sek Henry – rezerwowy rozgrywający AZS-u zdobył 12 punktów (5/10 z gry, w tym 2/4 za trzy), miał też 4 zbiórki i 2 asysty i bardzo dobrze radził sobie w obronie, zaliczył też bardzo ważny przechwyt w ostatniej akcji meczu, uniemożliwiając Treflowi odmienienie losów spotkania. Wszystko wskazuje na to, że jego awaryjny transfer okaże się wielkim wzmocnieniem dla ekipy z Koszalina.

HUŚTAWKA DYLEWICZA

18 punktów (7/14 z gry) i 6 zbiórek – to dorobek kapitana Trefla. Rozpoczął z bardzo wysokiego pułapu – rzucił pierwszych sześć punktów w meczu, pierwszą kwartę zakończył mając na koncie punktów 10. Bez trudu ogrywał obrońców AZS-u i zdobywał łatwe punkty spod kosza, później jednak wyraźnie przygasł, nie szły mu też trójki (tylko jedna celna na sześć). W końcówce trafił jednak dwa kolejne rzuty i wydawało się, że zapewni Treflowi wygraną, w przedostatniej akcji popełnił jednak faul ofensywny i piłkę przejęli goście – ciąg dalszy już znamy.

SPRAJLA NA PEŁNYCH OBROTACH

Coraz lepiej gra z kolei wyśmiewany jeszcze nie tak dawno środkowy Trefla – AZS-owi rzucił 15 punktów (6/9 z gry). Co prawda wciąż lepiej trafia za trzy (2/3) niż zbiera (3 zbiórki), ale wyraźnie poprawił grę pod koszem – momentami był nie do zatrzymania przez obrońców AZS-u.
W trzeciej kwarcie zatrzymało go jednak co innego – po akcji przerwanej gwizdkiem sędziów jeden z zawodników wyrzucił piłkę w górę, ta zaś spadła wprost… na głowę centra gości, który wydawał się być tym faktem mocno zdziwiony…

FRANK TURNER WCIĄŻ NIEPOWSTRZYMANY

Świetne zawody rozegrał także rozgrywający Trefla, Frank Turner. Rzucił 19 punktów (8/15 z gry), miał 5 asyst i 3 zbiórki. Zwłaszcza w pierwszej kwarcie demolował obronę gości – zdobył wówczas 9 punktów. W trzeciej kwarcie zdobył 6 punktów z rzędu, w ostatnich czterech minutach meczu zdobył także jedyne wówczas 2 punkty dla Trefla.
Do zwycięstwa to jednak nie wystarczyło.

ŁAWKA TREFLA BEZ BŁYSKU

Słabo zaprezentowali się rezerwowi gości – zdobyli raptem 26 punktów, czyli o 20 mniej, niż ich odpowiednicy z Koszalina. O ile nieźle wypadł Maurice Acker (8 punktów, ¾ z gry, w tym 2/3 za trzy), swoje rzucił też Przemysław Zamojski (13 pkt., 5/8 z gry, w tym 2/5 za trzy), o tyle trio Stefański-Jarmakowicz-Michalak nie popisało się niczym szczególnym.
W ekipie Trefla zadebiutował także nowy środkowy –
Kurt Looby, który rzucił 4 punkty (2/2 z gry) i zaliczył dwa efektowne bloki na początku drugiej kwarty (wpierw zaczapował Henry’ego, potem Wołoszyna), których – co ciekawe – początkowo nie zaliczyli mu statystycy PLK. Choć widział to każdy z 2700 zgromadzonych w hali kibiców. Po meczu okazało się jednak, że jeden blok jednak zauważono…

LICZBA DNIA

95% – na takiej skuteczności rzuty wolne wykonywali gracze AZS-u. Najwięcej – po 4 razy – trafiali Leończyk, Kuebler i Harris. Co ciekawe, ten ostatni ma na koncie tym samy już 11 kolejnych trafień, w meczu z Asseco nie pomylił się bowiem przy ostatnich 7 próbach. Jedyne pudło zaliczył Robert Skibniewski.
Dla porównania Trefl trafił tylko 9 z 14 prób notując skuteczność na poziomie 64%.

KLUCZOWY MOMENT

Zryw AZS-u w drugiej kwarcie, kiedy zaliczyli serię 18:2 i wyszli na prowadzenie 47:42

AZS Koszalin – Trefl Sopot 88:86 (18:32, 31:16, 14:21, 25:17)

AZS: Kuebler 14, Henry 12, Wołoszyn 12, Skibniewski 11, Robinson 11, Leończyk 10, Wiśniewski 10, Harris 8, Mielczarek 0.

Trefl: Turner 19, Dylewicz 18, Spralja 15, Zamojski 13, Acker 8, Waczyński 8, Looby 4, Stefański 1, Dąbrowski 0, Jarmakowicz 0.

Wojtek Konieczny

Fan NBA od dziecka (stąd pomysł na stronę Retro NBA). Posiadacz kolekcji własnoręcznie zrobionych kart o każdym klubie i wielkiej encyklopedii NBA w zeszycie 80-kartkowym powstałej w czasach, gdy nie było jeszcze Internetu... Specjalizacja - wykresy, tabele, statystyki. W wolnych od koszykówki chwilach filolog i nauczyciel polskiego :).

Może Ci się również spodoba

7 komentarzy

  1. Tomek napisał(a):

    Przechwyt w ostatniej akcji zaliczył Henry, co widziałem na żywo i na filmie http://www.gk24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20121013/PODKOSZEM01/121019821. Pozdrowienia.

    • Wojtek Konieczny napisał(a):

      Też zapisałem sobie, że Henry, ale potem wszędzie podawano, że Wiśniewski – w tym relacji na PLK, więc zwątpiłem, ze w emocjach coś pomyliłem. Tu widać jednak jednoznacznie, że był to Henry.

    • Wojtek Konieczny napisał(a):

      Błędów dotyczących statystyk w oficjalnym raporcie PLK jest sporo – ostatni przechwyt przypisany Wiśniewskiemu, a nie Henry’emu, nieuznany jeden blok Looby’ego (początkowo nie uznano mu żadnego!), wątpliwości budzą też oficjalne czasy dotyczące zdarzeń z ostatniej minuty spotkania…

    • Wojtek Konieczny napisał(a):

      Analizując nagranie widać, że przechwyt zaliczył Henry, Wiśniewski zaś ułamek sekundy przed końcem meczu zdążył jeszcze trafić spod kosza – tych punktów sędziowie jednak – nie wiedzieć czemu – nie zaliczyli. Na filmie widać też ewidentnie, że wbrew temu, co sugerują oficjalne dane PLK, trafienie Skibniewskiego miało miejsce 6 sekund przed końcem meczu, a nie 12…

  2. woy9 napisał(a):

    Z tym graniem nierówno w meczu z Asseco Prokomem bym nie przesadzał (12pkt-8as-3przech) , a zwłaszcza pociągnął grę AZSu w drugiej połowie meczu (trójka na odskok i akcja 2+1 po stracie pary Koszarek-Blassingame) kiedy Wiśna i Leon już mniej zdobywali oczek. W dodatku Skiba nie miał zmiennika do dziś. Nie oszukując się dopiero dziś Henry był dla niego wsparciem. Dziś jest 3 w asystach z 6cioma na mecz i 3ci w przechwytach z dwoma na mecz. Średnie zbliżone do poprzedniego sezonu. Na koniec pytanie: czy to on gra słabiej czy może ma lepszych, bardziej wartościowych, partnerów i bardziej zbilansowany zespół? Mnie pachnie tym drugim.

    • Wojtek Konieczny napisał(a):

      Może inaczej – w tamtych meczach grał dobrze, ale to nie on był liderem zespołu – główne role odgrywali jednak Robinson, Leończyk i zwłaszcza Wiśniewski. Dziś natomiast Robert zagrał bardzo dojrzale i odpowiedzialnie, a ostatnią akcją pokazał, że to on jest liderem zespołu. Tylko o to chodziło. Statystyki zaś ma bardzo dobre cały czas.
      Co do ostatniego pytania – mnie tez pachnie tym drugim :). Bardzo jestem ciekaw, co będzie dalej – ale coś czuję, ze będzie coraz lepiej!

    • Wojtek Konieczny napisał(a):

      Jeszcze jedno a propos owej „nierównej gry” w poprzednich dwóch meczach – wtedy, mimo dobrych statsów, zdarzały się Robertowi głupie straty i nietrafione decyzje rzutowe przeplatane z dobrymi akcjami. Wczoraj zagrał znacznie równiej – no i zaliczył kluczowy, zwycięski rzut. Takie akcje są bardzo budujące i myślę, że wzmocni to tak samego gracza, jak i cały zespół – dla porównania: w ubiegłym sezonie AZS nie miał ani jednej „piłki meczowej”, którą przechyliłby losy meczu na swoją korzyść (co więcej, zmarnował kilka takich sytuacji, choćby w wyjazdowym meczu z Kotwicą w 2. kolejce – pudło Dutkiewicza, czy spudłowane wolne Eziukwu w ostatniej akcji meczu z Anwilem). W tym taka sytuacja ma miejsce już w trzeciej kolejce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Ranking siły zespołów – po 2. kolejce PLK

Nieco spóźniony ranking sił zespołów po 2. kolejce nie przyniósł wielkich zmian w czołówce. Pierwsza trójka pozostała ta sama, jedynie...

Zamknij