Mistrz i wielki faworyt poza finałem Euroligi.

W starciu gigantów, zespołów, które sześciokrotnie triumfowały w rozgrywkach, mistrz Rosji okazał się minimalnie lepszy od mistrza Grecji, prowadzonego przez najbardziej utytułowanego szkoleniowca Euroligi Zeljko Obradovica. Jest on jedynym trenerem w historii z dorobkiem siedmiu tytułów (w tym cztery z Panathinaikosem), ale w Stambule nie uda mu się powiększyć imponującego dorobku.

Do poziomu koszykarzy nie dostosowali się arbitrzy, którzy momentami gubili się w meczu przypominającym bardziej zapasy niż koszykówkę.

Spotkanie miało rzadko spotykany przebieg, a emocjami, jakie dostarczyło można by obdzielić kilka meczów. W pierwszej kwarcie dominowali obrońcy tytułu. Grali jak z nut, trafiali po efektownych asystach 36-letniego Litwina Sarunasa Jasikeviciusa. Moskwianie nie mogli natomiast znaleźć drogi do kosza rywali. Po 10 minutach Panathinaikos prowadził 29:15.

W drugiej kwarcie koszykarze CSKA systematycznie odrabiali straty dzięki lepszej obronie. W ataku nie do zatrzymania był ich lider Andriej Kirilenko. To głównie po jego akcjach mistrz Rosji, prowadzony przez litewskiego trenera Jonasa Kazlauskasa, zdobył 13 punktów z rzędu doprowadzając do remisu 32:32 w 18 min.

Od tego momentu trwała wyrównana walka o każdą piłkę, metr parkietu, a wynik zmieniał się niemalże po każdej akcji. W końcówce trzeciej części Grecy prowadzili co prawda 55:51, a na początku czwartej nawet 57:51 po akcji środkowego Mike’a Batiste’a. Rzut serbskiego rozgrywającego Milosa Teodosica zniwelował przewagę Panathinaikosu do punktu. Walka na parkiecie i ta taktyczna między szkoleniowcami rozpoczęła się od nowa. Lekką przewagę pod koszem uzyskał mistrz Rosji i to było kluczem do wygranej (w całym meczu 39:36).

Na 38 s przed końcem po akcji Teodosica drużyna CSKA prowadziła 65:64. Grecy nie złamali obrony moskwian, a w rewanżu faulowany Aleksiej Szwed trafił z linii rzutów wolnych tylko raz. Trener Obradovic wziął dwukrotnie czas, ale to nie zdołało zmienić losów meczu. W decydującym momencie na wysokości zadania nie stanęli arbitrzy. Na osiem sekund przed końcem Teodosic popełnił błąd kroków, którego sędziowie nie zauważyli.

CSKA Moskwa Panathinaikos Ateny 66:64 (15:29, 17:5, 19:21, 15:9)

CSKA: Andriej Kirilenko 17, Aleksiej Szwed 15, Milos Teodosic 12, Nenad Krstic 8, Ramunas Siskauskas 5, Wiktor Chriapa 3, Sasza Kaun 2, Krzistof Lawrinowic 2, Jamont Gordon 2, Andriej Woroncewicz 0, Ewgienij Woronow 0;

Panathinaikos: Sarunas Jasikevicius 19, Dimitris Diamantidis 10, Mike Batiste 11, Kostas Kaimakoglou 10, Aleks Maric 6, Romain Sato 3, Nick Calathes 3, David Logan 2, Ian Vougioukas 0, Stratos Perperoglou 0, Kostas Tsartsaris 0.

Serbski szkoleniowiec Olympiakosu Dusan Ivkovic tak jak 15 lat temu w Rzymie poprowadził klub z Pireusu do finału i jest o krok od powtórzenia największego w historii sukcesu – mistrzostwa Euroligi. Grecy zrewanżowali się tym samym Katalończykom za porażkę w finale w 2010 roku (68:86).

Mistrz Hiszpanii przegrał po raz pierwszy od spotkania 9. kolejki pierwszej fazy rozgrywek. Był jedyną drużyną z kompletem zwycięstw w fazie TOP 16 oraz play off, w którym pokonał Uniks Kazań 3-0.

Wicemistrz Grecji od początku narzucił mistrzowi Hiszpanii swój rytm gry. Po akcjach rozgrywającego Vassilisa Spanoulisa i macedońskiego środkowego Pero Antica Olympiakos prowadził 8:0. Katalończycy nie trafiali z dystansu i spod kosza, a pierwsze punkty uzyskali dopiero po blisko czterech minutach. Pod koniec pierwszej kwarty Olympiakos prowadził 17:9.

W najbardziej zaciętej drugiej części koszykarze Barcelony dogonili rywali i uzyskali nawet pierwsze i jak się okazało ostatnie prowadzenie w meczu 27:26, po rzucie za trzy punkty Juan Carlosa Navarro. Odpowiedź Olympiakosu była błyskawiczna. Trzy punkty po akcji dwa plus jeden zdobył rozgrywający Spanoulis.

Wicemistrz Grecji kontrolował sytuację na parkiecie w drugiej części spotkania. Za każdym razem, gdy Katalończycy niwelowali straty do dwóch lub jednego punktu koszykarze Olympiakosu trafiali za trzy punkty. Mózgiem zespołu był Spanoulis, który nie tylko znakomicie podawał do kolegów, ale w kluczowych sytuacjach zdobywał punkty. Pod koszem z wysokimi Barcelony Franem Vazquezem i Słoweńcem Erazmem Lorbekiem walczył Amerykanin Richard Dorsey.

Po 30 minutach Olympiakos wygrywał 50:47, ale w połowie czwartej kwarty prowadził 63:56. Rywale walczyli do końca, grali konsekwentnie i na 90 s przed końcem przegrywali tylko 61:63. Wówczas Spanoulis, który w 2009 roku zdobył mistrzostwo z Panathinaikosem i został wybrany MVP finału kolejny raz pokazał mistrzowską klasę. Najpierw trafił z blisko 9 metrów, a w kolejnej akcji sprytnie asystował co pozwoliło Dorseyowi zdobyć dwa punkty i przesądzić o losach meczu.

Finałowe starcie już jutro o godzinie 20.00 (na antenie C+).

Olympiakos Pireus – FC Regal Barcelona 68:64 (17:11, 16:18, 17:18, 18:17)

Olympiakos: Vassilis Spanoulis 21, Georgios Printezis 14, Kostas Papanikolaou 9, Richard Dorsey 8, Pero Antic 4, Evangelos Mantzaris 4, Acie Law 4, Kyle Hines 2, Kostas Sloukas 2;

FC Barcelona: Juan Carlos Navarro 18, Boniface Ndong 10, Erazem Lorbek 9, Fran Vazquez 8, Victor Sada 6, Marcelinho Huertas 4, Pete Mickael 4, C. J. Wallace 3, Kosta Perovic 2, Joe Ingles 0, Chuck Eidson 0.

Relacja za: PAP

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Z cyklu „Kandydaci do MVP play-offs” – Blassingame na najwyższych obrotach

Można go nie lubić za specyficzną boiskową ekspresję, można zarzucać mu podejmowanie nietrafionych decyzji rzutowych, ale to właśnie rozgrywający Asseco...

Zamknij