4-na-5: przed drugą rundą play off w TBL.

1. Kto wg Ciebie zrobił – zespołowo – największą niespodziankę swoim fanom w ćwierćfinałach PLK?

Bartek Berbeć: AZS Koszalin. Śląsk Wrocław również był tutaj wysoko, ale wrocławianom naprawdę niewiele zabrakło do awansu do najlepszej szóstki, poza tym byli zdecydowanie wyróżniającą się ekipą spośród tzw. grupy słabszej. Dodatkowo, chociaż to teoretycznie ich debiutancki sezon, jest to jednak uznana marka, która może liczyć na 3,5 tys. publiczność w Hali Orbita. AZS był natomiast skazany na pożarcie w starciu z królewską dynastią z Sopotu. W doprowadzeniu do piątego meczu i przyparciu do ściany wielokrotnych mistrzów kraju nie przeszkodziło im nawet pobicie przez nieodpowiedzialnych mieszkańców ich własnego miasta. Pomimo osłabienia stawili czoło Prokomowi. Piątka dla AZS-u, o którego sile stanowi trójka weteranów (Milicić, Reese, Bigus) oraz świetny Marcin Dutkiewicz!

Karol Sadowski: Tutaj wyróżniłbym trzy zespoły, z czego tylko jeden awansował do półfinałów. Zacznę jednak od przegranych, choć spokojnie można nazwać ich zwycięzcami – AZS Koszalin i Śląsk Wrocław. W obu przypadkach chyba nikt nie spodziewał się, że ćwierćfinałowa rywalizacja AZS-u z Asseco Prokomem i Śląska z Treflem zakończy się dopiero w piątym starciu. Wszak obie ekipy do końca zachowywały realne szanse na awans. Może dziwnie to zabrzmi, ale Koszalinowi z pewnością mogły pomóc wydarzenia związane z pobiciem koszykarzy tego właśnie klubu. Już sam fakt, że Akademicy nie chcieli przekładać trzeciego meczu był zaskakujący. W drużynie była ogromna mobilizacja, kibice byli gotowi wesprzeć zespół, jak nigdy dotąd. Mistrzowie Polski mogli zaś pomyśleć, że będzie to czysta formalność, a poobijani podopieczni Andreja Urlepa nie dość, że będą zmęczeni całą tą sytuacją, to jeszcze dobici psychicznie. Nic bardziej mylnego. Śląsk zaś jest rewelacją samą w sobie. Tylko w II etapie TBL przegrał zaledwie trzy mecze, a to mogło wskazywać, że wrocławianie wcale nie muszą być chłopcami do bicia w starciu ze znakomitym Treflem. I nie byli. Wręcz przeciwnie, ostro postraszyli sopocian i byli o krok od ich wyeliminowania. Nie udało się. Za trzecią niespodziankę uznałbym drużynę Zastalu Zielona Góra. Drużynę, która właśnie co osiągnęła półfinał TBL eliminując jednocześnie zespół Energi Czarnych Słupsk, jednego z faworytów do podium. Na oklaski zasługuje także poziom tego ćwierćfinału. Najbardziej ekscytująca para, w której każde spotkania kończyło się wielką nerwówką.

Mac: Bez wątpienia Śląsk Wrocław i AZS Koszalin. Obydwa te zespoły przystępowały do Play-Off ze znacznie niższych miejsc, a mimo to potrafili mocno postraszyć faworytów. Śląsk nawet zdołał wygrać w sopockiej hali, co było ogromną niespodzianką.

Woy: przede wszystkim Zastal, gdyż pokonał brązowego medalistę MP i uciekł spod przysłowiowego topora. W dalszej kolejności stawiam AZS Koszalin. Urlepowska drużyna zaskoczyła najwierniejszych fanów wygranym meczem numer 4, czyli dzień po ataku fanów Gwardii Koszalin na koszykarzy AZS-u.

2. Który gracz najbardziej pozytywnie Cię zaskoczył a który najbardziej rozczarował?

Bartek Berbeć: Pozytywnie zaskoczył mnie absolutnie Paweł Buczak. Był trzecim najważniejszym koszykarzem Śląska w tej serii i z meczu na mecz był coraz pewniejszy. Trafiał z daleka, ale i latał nad koszami. Materiał na świetnego skrzydłowego rodem z Ivy League. Rozczarował mnie z kolei Adam Waczyński, niewidoczny przez drugą część serii ze Śląskiem. Po prostu zniknął.

Karol Sadowski: Stanley Burrell to zdecydowanie największy wygrany – choć dziwnie pisać tu o wygranej, kiedy jego drużyna odpadła z dalszej rywalizacji – pierwszej rundy playoffs. Zawodnik, który przez większą część sezonu był bardzo nielubiany przez słupskich kibiców, przede wszystkim ze względu na swoją samolubną grę, teraz został przez nich pokochany. Amerykanin tę przemianę zawdzięcza znakomitej postawie w pięciomeczu z Zastalem. Kiedy inni gracze wyglądali tak, jakby zupełnie nie zależało im na wyniku, on walczył do ostatniego tchu. Ale nie tylko, że walczył, przede wszystkim trafiał i widział na boisku kolegów z drużyny, często bezradnych kolegów. I tym właśnie Burrell zasłużył sobie na przyznany nie dawno tytuł MVP ćwierćfinałów TBL.
Największe rozczarowanie? Szczerze przyznam, że nie mam swojego typu w tej kategorii. Z pewnością wszyscy polscy zawodnicy Energi Czarnych, a przynajmniej ich większość oraz być może Adam Waczyński z Trefla Sopot. Tyle.

Mac: Kilku zawodników bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Jerel Blassingame stał się czołową postacią Prokomu. Igor Milicic mimo wielu lat na karku jeszcze raz wspiął się niemal na szczyt swoich umiejętności. A młody Kamil Łączyński bez większych kompleksów grał przeciwko obrońcom tytułu. Byli jednak również tacy, którzy mnie rozczarowali. Lorinza Harrington był przez większość spotkań niemal zupełnie niewidoczny, a drużyna bardzo go potrzebowała. Obok meczów przeszli również Aaron Cel czy Mantas Cesnauskis.

Woy: Cieszy przede wszystkim forma Polaków i powroty do niej Łukasza Wiśniewskiego oraz Michała Chylińskiego (pozytywy). Obaj okazali się tzw. czynnikami X, niezbędnymi przy wygranej swoich klubów. Podkreślić trzeba jednak dominację Johna Turka (pozytyw) nad Aleksandarem Mladenovićem (negatyw). Dwa najważniejsze mecze (4 i 5) środkowy Śląska przegrał z kretesem a Amerykanin ogrywał go niemiłosiernie. Serba obok odchodzącego w cień Jermaine’a Malletta – Adama Waczyńskiego (negatyw) – postawię po stronie zawodzących w ważnych momentach.

3. Jak oceniasz poziom sędziowania i na co zwróciłbyś uwagę po ćwierćfinałach?

Bartek Berbeć: Zazwyczaj nie mówię o sędziowaniu, bo panowie z gwizdkami znają się na regułach tego sportu lepiej, niż ja. Subiektywna ocena byłaby taka, że byli nieuważni, niejednoznacznie interpretowali pewne zachowania, nie widzieli kilku fauli pod koszami, a kilka puścili. Mam nadzieję, że „dalej tak nie będzie”.

Karol Sadowski: Wszyscy doskonale wiemy, jaki był poziom sędziowania w rundzie zasadniczej TBL oraz w II etapie rozgrywek. A był fatalny. Teraz jednak zostałem mile zaskoczony, bo arbitrzy w play-off naprawdę dają radę. Oczywiście, że nie wszyscy, że nie w każdym meczu, ale ogólnie rzecz biorąc nie jest źle, a jak na realia PLK, jest nawet bardzo dobrze. Oby tylko sędziowie trzymali poziom z ostatnich meczów i nie gwizdali popularnej „apteki”. Bo takich spotkań najzwyczajniej w świecie nie da i nie chce się oglądać.

Mac: Poziom sędziowania to bardzo drażliwy temat. Według mnie w naszej lidze jest bardzo nierówny. Czasami do panów z gwizdkami nie można mieć praktycznie żadnych zastrzeżeń, ale w innych przypadkach człowiek aż sam łapie się za głowę, bo nie wie co oni robią.

Woy: Bardzo nierówny, czasami niezrozumiały, zwłaszcza dla znającego przepisy. Kontrowersyjna sytuacja to faul przy rzucie za trzy punkty na Stanie Burrellu (czas najwyższy na powtórki przy asyście TV w kluczowych fragmentach spotkań) z pierwszego meczu Czarnych z Zastalem. W potyczkach Śląska z Treflem bardzo mocna praca rękoma graczy trójmiejskich w obronie na Robercie Skibniewskim i Aleksandarze Mladenoviću (zwłaszcza mecze 4 i 5 na pick and rollu). Prawdziwym 'popisem’ nazwałbym brak ingerencji sędziów w łapanie za koszulkę Mladenovića przez Sauliusa Kuzminskasa. Ponadto sędziowie nie respektują takich rzeczy jak zakaz wbiegnięcia trenera i zawodników na parkiet (mecz numer 4 Śląska przy urazie Marcina Stefańskiego)  oraz przy wyjściu na kontrę i próbie zdobycia punktów po minięciu rywala, (za łapanie w pół – parę razy w serii przy wyjściach do szybkiego ataku Paula Grahama, w sytuacji otwartej drogi do kosza) brak decyzji o faulu niesportowym.

4. Od półfinałów wszystkie mecze relacjonować będzie TVP Sport, ale jaka była Twoja reakcja, kiedy podczas ćwierćfinałów zawieszono relacje na PLK.tv z braku środków?

Bartek Berbeć: Niestety nie pamiętam swojej reakcji. 🙂 Byłem chyba zbyt zajęty oglądanie meczów w hali.

Karol Sadowski: Szczerze przyznam, że nie rozumiem żali kibiców i dziennikarzy w tej kwestii. Zamiast narzekać w tym aspekcie powinniśmy się cieszyć, bo kiedy mieliśmy sezon, w którym było tyle transmisji z meczów TBL, ile jest teraz? A fakt, że liga pieniędzy na to za wiele nie ma, to już druga sprawa.

Mac: Cieszę się, że ta nasza koszykówka jest dostępna czy to w internecie czy na antenie TVP Sport. Trzeba jednak w tej dziedzinie cały czas się rozwijać. To wszystko musi wyglądać w pełni profesjonalnie i nie można sobie pozwolić na jakiś brak środków.

Woy: Jakość transmisji w sezonie zasadniczym pozostawiała wiele do życzenia. Trzeba się zastanowić czy skoro są z tym problemy, nie lepiej dać na antenę TVP Sport 2 weekendowych spotkań i zwiększyć wyraźnie oglądalność w telewizji publicznej, która jest rekordowa w tym sezonie ( podczas play offs 62 tys – to jednak wynik ciągle do poprawy!).

5. Twoje typy na finał ligi to..

Bartek Berbeć: Asseco – Turów. Większość pewnie wytypuje Trefl, ale ja pójdę inną drogą – zgorzelczanie mają tzw. „size” – wysokich i wszechstronnych graczy (Cel, Wysocki, Kickert), którzy mogą przeciwstawić się duetowi Turek-Dylewicz, mają rzut z daleka i głęboki skład.

Karol Sadowski: Ponoć wszystkim marzy się trójmiejska batalia, mi nie. Szczerze przyznam, że kibicuję Zastalowi, jednak wydaje mi się, że w finale tradycyjnie spotkają się Asseco Prokom z PGE Turowem. Tylko wynik tego finału będzie inny niż zwykle.
Asseco Prokom – Zastal 3:1
Trefl – PGE Turów 2:3

Mac: Przed nami bardzo ciekawe półfinały. Szczególnie para Trefl – Turów mnie elektryzuje. Jeśli chodzi o typy finalistów, to stawiam na Asseco Prokom Gdynia i Turów Zgorzelec. Turów niby startował do Play-Off dopiero z szóstego miejsca, ale już w serii z Anwilem wyglądał na kompletny, ułożony zespół. Mogą sprawić niespodziankę.

Woy: Zastanawiam się czy Turów przełamie kompleks Trefla oraz czy na czas, dojdą do siebie Kamil Chanas i Kirk Archibeque w drugiej parze. Osobiście stawiam na derbowy finał a kluczowa będzie w półfinałach przewaga własnego parkietu.

Pin It

5 komentarze/y

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.