Koszykówką żyć: To koniec dla Energi Czarnych.

Autor: Karol Sadowski

Ktoś musi przegrać, żeby ktoś inny mógł wygrać. W myśl tej zasady we wczorajszy wieczór koszykarze Energi Czarnych Słupsk zakończyli zmagania w sezonie 2011/12. Przegrali dramatyczną serię pięciu meczów z Zastalem Zielona Góra. Przegrali wojnę, w której zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki.

Na wojnie nie ma nagrody za drugie miejsce. Na wojnie się wygrywa albo przegrywa, żyje albo umiera – a decyduje się to w mgnieniu oka. Na wojnie ten wygrywa, kto najmniej błędów popełnia. Nie ma mowy o chwili zwątpienia. Nie ma mowy o słabszej dyspozycji. Nie ma mowy o braku walki. Taka właśnie jest wojna.

Nie tak to wszystko miało wyglądać. To boli, boli jak cholera. Nie wykorzystaliśmy danej nam szansy. Teraz mamy pięciomiesięczne wakacje. Tyle tylko, że ja pieprzę takie wakacje!

Tym, którzy mogą sobie po wczorajszym spotkaniu powiedzieć Tak, walczyłem do upadłego –dziękuję z całego serca. Dziękuję za wysiłek, jakim się wykazali. Za hart ducha i zaangażowanie. Dziękuję za walkę, tak po prostu. To koniec sezonu, koniec marzeń o medalu. Wszystkie żale już na nic się zdadzą, więc sensu ich wyrażania nie widzę. Na analizy zaś przyjdzie jeszcze czas.

Wciąż nie dochodzi do mnie, że to koniec. Niby wszystko to takie proste, niby wszystko ma określone swoje miejsce. Najwyraźniej dla nas jednak tego miejsca zabrakło. Zabrakło półfinału.

Tymczasem chciałbym podziękować całej Drużynie za zakończony już sezon (jak to dziwnie brzmi, kiedy mamy dopiero 3 maja). Wszystkim i każdemu z osobna. Chciałbym podziękować Stanleyowi Burrellowi – mam nadzieję, że będę miał jeszcze okazję uczynić to prywatnie – za niesamowitą energię, jaką dostarczał kolegą z drużyny i nam, kibicom. Jednocześnie chciałbym go przeprosić, że był w Słupsku tak przez nas niedoceniany. Szacunek dla niego za to, ile dobrego dał drużynie podczas tegorocznego play-off. Mówią, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. Stan, jesteś prawdziwym mężczyzną! Chciałbym podziękować Scottowi Morrisonowi, bo widać, że temu chłopu zależało. Łzy po przegranej z pewnością nie były udawane, ale ja dalej sądzę, że jego potencjał nie do końca został wykorzystany. Chciałbym podziękować Davidowi Weaverowi i Darnellowi Hinsonowi za twardą i nieustępliwą grę. Chciałbym podziękować Mantasowi Cesnauskisowi za szósty już z kolei sezon w naszej drużynie. Prawdopodobnie najsłabszy ze wszystkich, ale liczę, że za rok będzie lepiej. Podobnie jak liczę na to, że w drużynie pozostanie Paweł Kikowski. Mu także serdecznie dziękuję za ogrom pracy, jakim popularny Kiko wykazywał się w trakcie sezonu. Przesympatyczny człowiek, niezwykle otwarty, a do tego piekielnie ambitny. Bez względu na to, czy Paweł zostanie w Słupsku czy nie, to życzę mu powodzenia w dalszej karierze i najbliższego sezonu jak za dawnych lat. Wszak absolutnie na to zasługuje. Chciałbym również podziękować Krzysztofowi Roszykowi, jak dla mnie najlepszemu defensorowi ligi. Liczę, że w październiku znowu się spotkamy. Chciałbym podziękować także Pawłowi Leończykowi i Zbigniewowi Białkowi. Obaj sezonu do udanych zaliczyć nie mogą, ale dziękuję za walkę. Dziękuję także Wojtkowi OsińskiemuSzymonowi Długoszowi i Patrykowi Przyborowskiemu za to, że dzięki nim mogliśmy przeżywać w Gryfii i nie tylko w Gryfii, tyle wspaniałych emocji. Dziękuję.

Dziękuję naszemu sztabowi szkoleniowemu – Dainiusowi AdomaitisowiMariusowi LinartasowiMirkowi Lisztwanowi. Dziękuję za pracę, ciężką pracę, jaką wykonywali w trakcie trwania rozgrywek. Dziękuję Dawidowi Bocianowi, który dwoił się i troił w celu regeneracji sił wszystkich koszykarzy. Dziękuję Grzegorzowi Klinowi za świetny debiut w klubie oraz Grzegorzowi Ślusarowi za wszelką pomoc z jego strony. Dziękuję za współpracę Marcinowi Sałacie i Mateuszowi Kaźmierczakowi. Dziękuję PrezesowiTwardowskiemu.

Najbardziej jednak chciałbym podziękować Wam, drodzy Kibice. Szczególne podziękowania dla wszystkich wyjazdowiczów. Dzięki za wspólne podróże – te bliskie, dalekie i bardzo dalekie. Dziękuję za tysiące, dziesiątki tysięcy, wspólnie przebytych kilometrów.

Dziękuję także Drużynie i Kibicom z Zielonej Góry. Zespołowi za wspaniałą rywalizację, imiennie – Urosowi MirkoviciowiWalterowi Hodge’owi i Kamilowi Chanasowi – za piękny gest z ich strony po wczorajszym meczu. Zielonogórskim fanom gratuluję zaś niesamowitej atmosfery, jaką stwarzają podczas meczów Zastalu. Wszystkim Wam życzę medalu, najlepiej tego złotego.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Asseco Prokom z Zastalem w pierwszym półfinale.

Blassingame i Motiejunas oraz Hodge z Chanasem dają awans swoim drużynom. Koszykarze Asseco Prokomu Gdynia i Zastalu Zielona Góra zostali...

Zamknij