Chwila prawdy dla Śląska.

Autor: Bartek Berbeć

Śląsk Wrocław to druga najniżej rozstawiona drużyna w fazie play-off, która na poziomie meczu numer trzy ma przewagę własnego parkietu. Czy będzie w stanie wykorzystać ją i sprawić kolosalną sensację?

Już pierwsza wyjazdowa wygrana podopiecznych Miodraga Rajkovicia  była ogromną niespodzianką, bo dała zespołowi znad Odry jakże ważną przewagę własnego parkietu. Przed starciami z Treflem Sopot niewielu dawało Śląskowi szansę, mówiło się o tym, że mecz numer trzy we Wrocławiu będzie jednocześnie ostatnim występem tego zespołu przed własną publicznością w tym sezonie. Teraz już wiemy, że tak się nie stanie.

Obie ekipy przybywają znad morza z remisem i potężnym materiałem do analizy. Czasu zostało jednak niewiele, bo od ostatniej, środowej potyczki, do kolejnego starcia, miną ledwie trzy dni. Trzeba przyznać, że w tej serii „od kuchni” działo się naprawdę wiele. W pierwszy meczu Śląsk zaskoczył rywala strefą i indywidualnym kryciem Łukasza Koszarka, co dało efekt w postaci wygranej. Drugie spotkanie to niezwykle agresywna gra sopocian na deskach, świetna skuteczność Filipa Dylewicza  i powstrzymanie asyst Roberta Skibniewskiego , co dało remis w rywalizacji.

– Trefl zagrał bardzo dobry mecz i miał rozwiązania na naszą taktykę, mam nadzieję że będziemy mogli również to zrobić w kolejnym meczu – zapowiada trener Rajković.

Teoretycznie w lepszej sytuacji jest Śląsk, który ewidentnie lubi grać przed własną publicznością. Należy jednak pamiętać, że gracze Karlisa Muiznieksa  zajęli w sezonie zasadniczym TBL drugą lokatę, minimalnie ustępując Asseco Prokom Gdynia, a takich rzeczy nie osiąga się przypadkiem. Głębia składu Trefla jest ogromna i jest on nadal faworytem tej serii, pomimo że to przeciwnik ma teraz dwa mecze u siebie.

Okazuje się jednak, że kadra Śląska wcale nie jest płytka i Miodrag Rajković wciąż może zaskoczyć niekonwencjonalnymi zagraniami, zwłaszcza w rotacji. W sezonie zasadniczym serbski trener zwykł ogrywać swoich liderów na poziomie 35-40 minut w każdym meczu. W Sopocie, zupełnie niespodziewanie, ważne role zaczęli odgrywać dotychczas dalsi rezerwowi – Paweł Buczak , który imponował z dystansu w meczu numer dwa, czy odważnie grający na tablicach Kacper Sęk. Brak strzeleckich umiejętności Qa’rraana Calhouna  póki co w ogóle nie daje się tej drużynie we znaki. Jednocześnie Adam Wójcik  pokazuje, że wciąż może rywalizować z czołowymi graczami podkoszowymi w naszym kraju.

To jednak pojedynki pomiędzy Aleksandarem Mladenoviciem a Johnem Turkiem wydawały się mieć decydujące znaczenie w obu meczach. W drugim, przegranym przez Śląsk starciu jego podstawowy środkowy zebrał tylko dwie piłki, Amerykanin zaś dzielił i rządził pod koszami. Rozgrywający – Łukasz Koszarek  i Robert Skibniewski zagrali mniej więcej równe partie. Dość nieoczekiwanie natomiast, o wiele bardziej produktywna okazała się póki co ławka zespołu wrocławskiego. Regularnie wśród rezerwowych Trefla punktuje tylkoVonteego Cummings . W przegranym meczu ławka Trefla zdobyła tylko…4 punkty.

– W play-off gramy do trzech zwycięstw, na razie mamy jedno, musimy walczyć o dwie kolejne wygrane i nie powiedzieliśmy jeszcze naszego ostatniego słowa –  odgraża się „Aco” Mladenović.

Czy koszykarze z Wrocławia udowodnią, że wygrana w Sopocie nie była przypadkiem i będą w stanie sprawić sensację? Czy rutyna drużyny znad morza weźmie górę? Odpowiedz na te pytania już jutro o 17:15 w Hali Orbita. Transmisję ze spotkania przeprowadzi TVP Sport. Rozpocznie się ona o tej samej godzinie.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Świetny Lampe postraszył Barcelonę.

Maciej Lampe był jednym z bohaterów szlagierowej potyczki 31. kolejki hiszpańskiej ACB. Polak był o mały włos od poprowadzenia Caji...

Zamknij