Naszkosz: Wyróżnienia za sezon.

MVP czyli najbardziej wartościowy gracz:

Piotr Gładczak: Walter Hodge – 18.9 pkt, 6 ast i 50% rzutów za dwa. Zastal zajął czwarte miejsce przed Playoffs, a niewiele zabrakło żeby znaleźli się na podium. Zastanawiałem się także nad wyborem Łukasza Koszarka, ale ten jest otoczony gronem lepszych zawodników, niż Hodge w Zielonej Górze. Na długo w pamieci pozostaną spotkania przeciwko Treflowi i Turowowi, kiedy rzucał odpowiednio 38 i 33 punkty. Właściwie w pojedynkę potrafi pociągnąć zespół do wygranej w momencie słabszej postawy reszty drużyny.

Kamil Doliński: Łukasz Koszarek. Przyznam szczerze – nie jestem największym fanem Koszara, gdyż moim zdaniem czegoś brakuje mu do tego by stać się rozgrywającym europejskiej klasy. Muszę też jednak przyznać przed samym sobą, że w ogromnym stopniu to on zdominował tę ligę w sezonie zasadniczym. To, co było zawsze najczęstszym zarzutem kierowanym przeze mnie w jego stronę, a więc fakt, że często znika w decydujących momentach nagle zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ile to razy w tych rozgrywkach to do niego trafiała piłka w newralgicznych momentach i ile to razy on ratował swój zespół – nie sposób zliczyć. Trochę żałuję tego, że Sopocianom nie udało się utrzymać pierwszego miejsca na finiszu ligi, bo moim zdaniem zasłużyli oni na to w największym stopniu. Dziwię się dlaczego Asseco jest pierwsze, skoro rozegrało tak mało spotkań i tak naprawdę nie pokazało nic, co wskazywałoby na to, że odstają poziomem od reszty ligi. No ale to jest temat na dłuższą rozprawkę i nie mam zamiaru teraz się nad tym rozwodzić. Najbardziej jednak na tym wszystkim ucierpiał właśnie Trefl i sam Koszarek, który przez cały sezon utrzymywał wysoką, równą dyspozycję i to jemu, a także jego drużynie najbardziej przysługiwała ta pierwsza lokata. Ciekaw jestem natomiast jak potoczy się dalsza kariera naszego etatowego rozgrywajka, czy po zakończeniu sezonu zechce on jeszcze raz ruszyć na podbój Europy, czy na zawsze pozostanie gwiazdą naszego podwórka. Życzyłbym sobie, żeby podjął wyzwanie i poszedł grać gdzieś w ciekawsze miejsce do uprawiania basketu niż Polska.

MAC: Łukasz Koszarek – świetny sezon reprezentacyjnego rozgrywającego po powrocie do Polski. Był prawdziwym mózgiem Trefla Sopot. Bez niego ekipa z Trójmiasta traciła bardzo dużo ze swojej wartości. Koszarek idealnie dyrygował swoimi partnerami i sam wnosił bardzo wiele do gry.

WOY: Walter Hodge – drugi sezon z rzędu nie tylko filar Zastalu ale i gwiazda naszej ligi. Portorykańczyk to król strzelców rozgrywek (18.9 pkt na mecz) oraz wicelider asyst (6.0 na mecz). Trudno sobie wyobrazić grę zielonogórzan bez Hodge’a i nie wydaje mi się by mogli oni osiągnąć taki wynik bez pierwszego playmakera PLK tego sezonu. Następni w kolejce wg mnie to Łukasz Koszarek i Robert Skibniewski, którzy równie udanie ale przy mocniejszym wsparciu partnerów (John Turek i Filip Dylewicz czy Aleksander Mladenović) prowadzili do wygranych ekipy Trefla i Śląska. Dodam, iż szkoda krótkiego sezonu Donatasa Motiejunasa, gdyż jest nieprzeciętnym graczem, który pokaże pełnię klasy w play offs.

MIP czyli gracz z największym postępem:

Piotr Gładczak: Damian Kulig, który rozpoczął sezon w słabiutkim PBG Poznań, a dokończy już w walczącym o medale Turowie. Jego średnie podskoczyły z: 10.1 do 15.7 punktów, 3.4 do 5.9 zbiórek i z 56% do 61% trafionych rzutów z gry. To, że poznaniacy wygrali aż 11 meczów, to głównie zasługa masywnego silnego skrzydłowego, który jednak często grywa na pozycji środkowego. Zadziwiający był progres 26-letniego zawodnika, który już poprzednie rozgrywki miał udane, a w obecnym sezonie jeszcze bardziej rozwinął swój ofensywny arsenał. Grozi rzutami zarówno spod samego kosza, jak i z dystansu. Pierwsze wrażenie robi dośc słabe, ale kiedy zobaczy się go w akcji, od razu przekonuje do siebie kibiców.

Kamil Doliński: Adam Waczyński. Chciałoby się powiedzieć – wreszcie! Wreszcie ten chłopak zaczyna grać tak, jakbyśmy wszyscy od niego oczekiwali. To, że mamy do czynienia z nieprzeciętnym talentem, wiemy od dawna. Teraz Adam pokazuje, że rzeczywiście nie są to bezpodstawne teorie. Do tej pory skrzydłowy Trefla był uważany za gracza o dość miękkiej konstrukcji psychicznej, któremu w ciężkich momentach po prostu przestaje iść. Teraz wreszcie ktoś dostrzegł jego potencjał i zaproponował istotną rolę w klubie z aspiracjami daleko wykraczającymi poza naszą ligową szarzyznę. Przede wszystkim to, co widać na goły rzut oka – Waczyński popracował w okresie letnim nad wzmocnieniem swojej sylwetki, przybyło mu siły fizycznej, nie stracił jednak na tym nic ze swojej szybkości i przebojowości. Teraz z powodzeniem może występować na pozycji numer trzy i skutecznie walczyć nawet z mocniejszymi od siebie rywalami. Widać też dużą pewność w jego grze, podejmuje odważne decyzje, które zazwyczaj są przemyślane. Nie wiem jak duża jest w tym zasługa Łukasza Koszarka, ale podejrzewam, że ten zawodnik miał duży wpływ na harmonijny rozwój Torunianina. Podejrzewam też, że sporą rolę w płynnym progresie Waczyńskiego miał ubiegłoroczny pobyt na zgrupowaniach reprezentacji Polski. Wprawdzie w Eurobaskecie za dużo sobie nie pograł, ale samo przebywanie w tak doborowej grupie koszykarzy na pewno pozytywnie wpłynęło na tego młodego chłopaka. Czekam na dalszy postęp tego nieprzeciętnie uzdolnionego zawodnika.

MAC: Damian Kulig – według mnie ten chłopak to prawdziwe objawienie obecnego sezonu. Już w poprzednich latach, w Poznaniu czy Starogardzie Gdańskim, pokazywał, że może być groźny. W obecnych rozgrywkach grał jednak niczym prawdziwa gwiazda. Był groźny niemal w każdym miejscu i swoją świetną grą ciągnąl PBG Basket Poznań. Taka rewelacyjna forma zaowocowała transferem do mocnego Turowa Zgorzelec.

WOY: Łukasz Wiśniewski. Solidne wsparcie dla Łukasza Koszarka i cichy bohater niejednego spotkania Trefla. Świetny defensor na czołowego obrońcę rywala i coraz lepszy strzelec na dystansie o czym przekonały się drużyny Czarnych, Anwilu czy Turowa (jego trójka na remis i kolejna w dogrywce to chyba najbardziej niesamowite rzuty pierwszej fazy sezonu). Ex gracz PBG Basketu udowodnił, że nie przypadkiem też trafił do kadry Polski i na Eurobasket. Liczbowo wygląda to następująco: z 6.7 pkt do 11.4 pkt ,  z 45% za 2pkt do 53%, z 26% do 39% za trzy, z 1.6 zb do 2.5 zb na mecz oraz z 1.4 as do 2.8 as w meczu. Poza zbiórkami każda z wymienionych statystyk jest najlepszą w karierze. Podkreślę jeszcze jedną istotną rzecz, Wiśniewski zmienił otoczenie i z ligowego średniaka powędrował w szeregi potentata. Następnie przy uznanych gwiazdach ligi potrafił znaleźć sobie miejsce i poprawić wyniki statystyczne, wcale nie będąc w cieniu wyżej cenionych graczy! 

Najlepszy szósty czyli rezerwowy sezonu:

Piotr Gładczak: Aleksandar Mladenovic – zastanawiałem się nad kandydaturą zarówno Serba, jak i Daniela Kickerta z Turowa. Obaj mieli lepsze i gorsze momenty podczas sezonu, ale jednak większy wpływ na wyniki swojego zespołu miał Maldenovic. Serbski środkowy świetnie rozpoczął sezon, kiedy trafiał niemal każdy rzut spod kosza, a rywale nie byli w stanie rozszyfrować jedynego manewru, który ciągle grał. W połowie rozgrywek nadszedł mały regres formy, który być może wpłynął na brak awansu Śląska do górnej części tabeli. W drugim etapie ponownie zaskakiwał pozytywnie. Takich środkowych potrzebujemy w polskiej lidze. Musi tylko popracować nad skutecznością rzutów wolnych.

Kamil Doliński: Aleksandar Mladenović. Śląskowi udało się w tym sezonie złowić prawdziwą perełkę wśród morza przeciętności, które rokrocznie zalewa naszą ligę. Może Mladenović nie jest wirtuozem basketu, ale trzeba przyznać, że w naszych, dość smutnych realiach, sprawdził się znakomicie. Serb ma do perfekcji opanowane kilka manewrów podkoszowych, na które nabierali się najwięksi giganci Tauron Basket Ligi. Widać też, że jest koszykarzem inteligentnym, któremu nie sprawia różnicy to, czy wychodzi w pierwszej piątce, czy też z rezerwy. Zawsze daje bowiem tyle samo swojemu zespołowi i muszę przyznać, że ciężko widziałbym poczynania WKS-u w tym sezonie, gdyby nie imponująca postawa środkowego z Bałkanów. Chciałbym by do naszej ligi trafiało więcej tego typu zawodników, bo pomimo braku efektowności z jego strony, to jednak dzięki niemu poziom ligi wydatnie się podniósł. Mam nadzieję, że Śląskowi uda się zatrzymać tego gracza w swoim składzie także na przyszły sezon, co jednak może być trudne, zważywszy na to, jak świetną robotę wykonał.

MAC: Aleksandar Mladenovic – czołowy gracz Śląska. Zdecydowaną większość meczów zaczynał wchodząc z ławki rezerwowych, ale swoje zawsze grał. Taki stabilny punkt zespołu. Środkowy, który potrafił być bardzo niebezpieczny dla rywali.

WOY: Aleksandar Mladenović – zawodnik, który miał trudny start sezonu, nie trafiał finałowych osobistych i pudłował spod samej obręczy (kto wie gdyby dwie skuteczniejsze końcówki spotkań w jego wykonaniu to Śląsk a nie Zastal grałby w topowej szóstce?) został przemianowany do roli zmiennika z bardzo dobrym efektem. Adam Wójcik i Piotr Niedźwiedzki rozpoczynali spotkanie a pod koniec kwarty – na nieco zmęczonego środkowego przeciwnika – atakował Serb. Efekt był taki, iż seryjnie zdobywał on punkty w drugiej odsłonie i często dominował na boisku, również pod względem skuteczności z gry (rzadko się myli spod samej obręczy). Zmiana przeradzała się w fakt, iż Śląsk miał takiego lidera punktowego wśród rezerowowych (zbilansowanie ataku). Przesunięcie gracza na ławkę to również efekt zmiany po pierwszy meczach sezonu, kiedy Mladenovićowi brakowało w końcówkach energii. Po tej zamianie nie tylko stał się czołowym centrem ligi ale również najlepszym zmiennikiem TBL.

Najlepszy trener sezonu :

Piotr Gładczak: Miodrag Rajkovic – szkoleniowiec, który zrobił tak naprawdę coś z niczego. Wycisnął maksimum z Mladenovica i Roberta Skibniewskiego. Odpowiednio dysponował minutami Adama Wójcika, a wielki postęp w trakcie rozgrywek zanotował Paul Graham. Właściciel zespołu, Przemysław Kolener miał tylko małe pretensje do Serba o zbyt małą ilość minut przeznaczaną dla młodych graczy Śląska, ale i tak Piotr Niedźwiedzki, czy Jakub Koelner na pewno wiele zyskali pracując z Rajkovicem. Przed sezonem nikt nie wiedział czego spodziewać się po wrocławksim zespole. Na początku pzyszły cztery porażki, po których niektórzy chcieli zwalniać trenera. ten otrzymał jednak spory kredyt zaufania, osiągając i tak bardzo dobry wynik, jak na debiutancki sezon w ekstraklasie. Największym zaszczytem dla szkoleniowca Śląska powinny byc nie nagrody i pochwały dziennikarzy, a ciepłe słowa zawodników, którzy w większości wypowiadają się o nim, jako najlepszym trenerze, z którym współpracowali w trakcie kariery.

Kamil Doliński: Mihailo Uvailin. Znany już w naszym środowisku szkoleniowiec wprowadził ogromne zmiany w funkcjonowaniu Zastalu Zielona Góra. Może wysokie miejsce Zielonogórzan nie jest tylko i wyłącznie jego zasługą, bo przecież zespół do rozgrywek przygotowywał Tomasz Jankowski. Od kiedy jednak zespołem dowodzi były szkoleniowiec Polpaku Świecie to pozytywna zmiana jest widoczna gołym okiem. Przede wszystkim przychodząc do klubu z zachodniej ściany naszego kraju oczyścił on atmosferę i posprzątał po tym, co, delikatnie mówiąc, zepsuł Jankowski. Tchnął on w tych graczy całkiem nowego ducha, który pozwolił im bardzo umiejętnie przebrnąć przez drugą fazę rozgrywek i zapewnić sobie wysoką, czwartą lokatę przed rozgrywkami Play-Off. To oznacza, że Zastal będzie miał w potyczce z Czarnymi Słupsk przewagę własnego parkietu, a wszyscy wiemy jak trudno wygrywa się w mieście znanym z wina i głosu Urszuli Dudziak. Poza tym trzeba sobie jasno powiedzieć, że to, co zrobił z tymi zawodnikami zasługuje na największy podziw. Zastał rozbitą drużynę i szybko odmienił jej oblicze, a to przecież wcale nie było proste zadanie. Wszyscy doskonale znamy perypetie klubu z rozstaniami i powrotami Ganiego Lawala, czy Jordana Williamsa. Szkoleniowiec z Bałkanów nic jednak sobie z tego nie robił i szybko poukładał te porozbijane klocki. Pod jego wodzą renesans formy przeszedł Kamil Chanas, który chyba na dobre wrócił do swojej najlepszej koszykówki. Bardzo umiejętnie radził sobie też z zawodnikami pokroju Marcina Fliegera, czy Jakuba Dłoniaka, o których powoli zaczynaliśmy myśleć w kategoriach zawodników raczej pierwszoligowych niż ekstraklasowych. Naprawdę należy docenić tę robotę, którą wykonał ten trener, bo chyba nikt w Zielonej Górze nie przypuszczał, że do Play-Offów ta ekipa będzie startowała jako czwarta siła TBL.

MAC: Miodrag Rajkovic – pochodzący z Bałkanów trener wykonał kawał świetnej roboty. W Ślasku Wrocław miał do dyspozycji przeciętniaków, ale potrafił stworzyć z nich drużynę i to taką, która jest w stanie nawiązać wyrównaną walkę z najlepszymi. Świetnie ustawiał swoich zawodników i wydobył z nich maksimum umiejętności.

WOY: Miodrag Rajković. Za nim Andrzej Adamek. Trener Śląska jako jedyny z czołowej ósemki zagrał takim samym składem od początku do końca, wliczając tylko dojście Bartosza Diduszki. Mimo, że ze składu ubyli mu Qa’rram Calhoun i Akselis Vairogs to potrafił on tak skutecznie przestawić graczy na inne pozycje, że zespół grał równie skutecznie i bez zmiany jakościowej (kto wie czy jeszcze nie lepiej). Jako sukcesy trenera traktuję transformację Slavisy Bogavaca z nominalnej trójki na czwórkę (co zaowocowało niejednym double-double zawodnika), ustabilizowanie formy Aleksandara Mladenovica ( rozpoczynał sezon w pierwszej piątce, a następnie po kilku nieudanych spotkaniach z niecelnymi kluczowymi rzutami, startował z ławki – to się przerodziło na dobry impuls dla zespołu w drugiej odsłonie, a sam Serb nie był tak zmęczony w finałowej odsłonie jak podczas pierwszych spotkań z Zastalem, Siarką czy Polpharmą), wyciśnięcie do maksimum wszystkich atutów z Roberta Skibniewskiego (po raz pierwszy Skiba grał tak dużo – niemal całe spotkania – a zaowocowało to w wygraniu klasyfikacji asyst, podbiciem rekordów punktowych czy poprawie skuteczności rzutów za 2 punkty samego gracza) oraz ‚zrobienie’ z Paula Grahama solidnego ligowca a w końcówce II fazy lidera strzelców drużyny (z gracza, którego niejeden coach odesłałby do domu po pierwszych meczach sezonu, przekwalifikował zmiennika dla Skibniewskiego w strzelca i egzekutora w drugiej fazie sezonu ze średnią 17.5 pkt).   Adamek z kolei uporządkował grę Mistrzów Polski, dał zawodnikom więcej swobody i zadbał o atmosferę w szatni. Dziś Asseco Prokom gra najszybciej w lidze, bardzo widowiskowo, gracze świetnie dzielą się piłką, skutecznie bronią i skazani w mediach na porażkę w II fazie (przy m.in. kontuzji Przemysława Zamojskiego), wchodzą do play off z pierwszego miejsca.

Najlepsza piątka sezonu:

Piotr Gładczak: Łukasz Koszarek – Walter Hodge – Donatas Motiejunas – Filip Dylewicz – Darrell Harris

Kamil Doliński: Łukasz Koszarek – Walter Hodge – Filip Dylewicz –  Aleksandar Mladenović – Corsley Edwards

MAC: Łukasz Koszarek – Walter Hodge – Mateusz Ponitka – Donatas Motiejunas – Kirk Archibeque

WOY: Łukasz Koszarek – Walter Hodge – Donatas Motiejunas – Filip Dylewicz – Aleksandar Mladenović

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Filmowe podsumowanie ostatniej kolejki (cz.2)

1. Śląsk - ŁKS 2. Turów - Anwil 3. Energa Czarni - Zastal

Zamknij