Graham i Skibniewski rozstrzelali Kotwicę.

Autor: Bartek Berbeć

Punktowy rekord sezonu Roberta Skibniewskiego. Śląsk ogrywa Kotwicę po raz czwarty w sezonie.

Kotwica przyjeżdżała do Wrocławia wciąż marząc o grze w fazie play-off. Nie podjęła jednak walki ze Śląskiem i pokazała, jak wielka różnica dzieli ją od AZS-u Koszalin. Wrocławianie pewnie wygrali kolejny mecz.

Początkowi spotkania towarzyszyła dość senna atmosfera na trybunach Hali Orbita, w której stawiło się niewielu kibiców. Gospodarze mając świadomość tego, że Kotwica wciąż ma iluzoryczne szanse na awans do fazy play-off, wyszli na parkiet skoncentrowani i z dużą dozą pewności siebie dziurawili kosz kołobrzeżan. Z dystansu nie mylili się Paul Graham i Robert Skibniewski, natomiast goście mieli problem z wykańczaniem nawet najprostszych akcji spod samego kosza. Po kolejnym trafieniu „Skiby” z półdystansu trener Tomasz Mrożek wziął czas, bo jego podopieczni przegrywali już 16:7. Obraz gry w pierwszej kwarcie nie uległ jednak zmianie pomimo licznych rotacji w składzie. Po dziesięciu minutach gospodarze wyraźnie prowadzili 22:12.

Pomimo obecności rezerwowych zawodników, przebieg drugiej kwarty był mniej więcej podobny. Wrocławianie w tym meczu przede wszystkim dobrze bronili – nie dawali się mijać, wymuszali długie akcje Kotwicy, kontestowali rzuty w pomalowanym. Dzięki temu spokojnie utrzymywali dystans kilkunastu punktów. Świetne zmiany dali Aleksandar Mladenović oraz Bartosz Bochno, którzy dla odmiany byli bardzo aktywni w ataku. Nieźle wprowadził się również Demetrius Brown, ale kłopoty ze zdobywaniem punktów całego zespołu dawały się we znaki. Po świetnym podaniu Grahama do Bochny było już 36:19 i trener Mrożek znów brał czas. Po nim Śląsk wykonał dokładną kopię poprzedniej akcji – szybka kontra i wymiana piłki między tymi samymi zawodnikami. Tym razem punkty zaliczono z faulem. Ta sekwencja była pewnym symbolem łatwości, z jaką Śląsk poczynał sobie w pierwszej połowie. Kolejne minuty dopełniały tylko obrazu zniszczenia. Dość powiedzieć, że do przerwy Śląsk prowadził 51:24!

Przystępując do drugiej połowy ze stratą 27 „oczek” trudno myśleć o zwycięstwie, bo odrobienie tak kolosalnej różnicy graniczy wręcz z cudem. Kotwica w 40 sekund zdobyła jednak 5 punktów i chciała rozdmuchać tlący się słabo płomień nadziei. Szybka odpowiedź nieźle spisującego się w obronie Piotra Niedźwiedzkiego po pick-n-rollu obudziły jednak gospodarzy. Warto na pewno wspomnieć o trzech trójkach Łukasza Wichniarza. Zawodnik gości nie pomylił się w trzeciej kwarcie z dystansu ani razu. Po trójce dołożyli Wojciech Złoty i Marko Djurić, ale Kotwica nie była w stanie konstruować akcji, dlatego posilała się próbami z dystansu. Stąd po trzech kwartach wrocławianie pewnie zmierzali po swoje, prowadząc 75:49.

Finałowa odsłona była już zupełnie pozbawiona emocji. Jedyne, czym można było się jeszcze ekscytować to ewentualne triple-double Paula Grahama (19 punktów, 7 zbiórek, 6 asyst w 30 minut), ale trener Rajković uznał, że obecność Amerykanina na parkiecie nie jest już potrzebna. Gospodarze chcieli więc zdobyć przynajmniej 100 punktów, żeby dać radość kibicom, którzy zostali do końca i skandowali „Gramy do setki!”, czego jednak nie udało się dokonać.

Kotwica nie miała absolutnie żadnych argumentów, aby przeciwstawić się w tym meczu Śląskowi. Gospodarze zagrali hiper-zespołowo, asystując przy 22 spośród 35 celnych rzutów z gry, świetnie bronili i wymuszali słabą skuteczność gości (tylko 30%), sami rzucając na poziomie 59 proc. Oprócz wyróżnionego wyżej Grahama świetnie spisał się także Skibniewski (23 punkty, 7 asyst, 3 zbiórki), który rozegrał najlepszy swój mecz w sezonie.

Bardzo mnie cieszy, iż moi zawodnicy byli skupieni od samego początku do końca tego meczu, chociaż od początku było widać, że z powodu długiej podróży Kotwica w ogóle nie ma świeżości i kompletnie za nami nie nadążała. To właśnie jest najważniejsze w zawodowym sporcie – skupienie – spuentował widowisko Miodrag Rajković.

Wynik: Śląsk Wrocław – Kotwica Kołobrzeg 95:67 (22:12,29:12,24:25,20:18)

Śląsk: Skibniewski 23, Graham 19, Mladenović 13, Bogavac 11, Bochno 10, Niedźwiedzki 9, Diduszko 5, Buczak 3, Sęk 2

Kotwica: Wichniarz 20, Harris 14 (15 zb.), Djurić 12, Brown 7, Złoty 6, Ł. Diduszko 4, Brandwein 3, Kwiatkowski 2

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. manusia napisał(a):

    az strach pomyslec ile ludzi przyjdzie w sobote albo na ŁKS…

  2. woy9 napisał(a):

    Z ŁKS-em będzie szansa na dłuższe granie dla Grzelińskiego, Niedźwiedzkiego i Sęka. Na pewno Bochno i Diduszko też dostaną sporo grania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Najlepsi w kategorii double-double w TBL.

Za nami półmetek drugiej części sezonu i rywalizacja w czołowej szóstce oraz dolnej ósemce. W weekend mieliśmy okazję podziwiać rekord...

Zamknij