Wrocławskie gry uliczne.

Autor: Tomasz Armuła

Śląsk nie składa broni i walczy do końca o bezpośredni awans do play off. Po wysokiej wygranej z Polpharmą (93:68) przed tygodniem, przyszedł czas na rozgromienie Kotwicy Kołobrzeg (82:60). To był wygrany, ale najsłabszy mecz Śląska na jakim byłem w tym sezonie.

Wrocławska ekipa ma ciekawą umiejętność dopasowywania się poziomem do swoich rywali. Fajna cecha, która sprawdza się i zapewnia emocje, gdy do Hali Orbita przyjeżdżają kluby na przykład z Włocławka, Sopotu, albo Zgorzelca.

Jednak gorzej, gdy rywalami trójkolorowych są ekipy z dolnej części tabeli. Poniedziałkowy mecz poziomem dorównywał grom ulicznym na szkolnym boisku pomiędzy dzieciakami z mojego blokowiska. Kibice chyba to przewidzieli, bo sektory znowu świeciły pustkami. No chyba, że część wrocławian zamarzła w drodze do Orbity. Wszystko jest możliwe, bo to był przecież mecz tylko dla wytrwałych.

Trójkolorowi niby mają play off na wyciągnięcie ręki, ale przypominają trochę w tych zmaganiach naszych piłkarzy ręcznych podczas ostatniego turnieju. Niby walczą skutecznie, ambitnie i do końca, lecz muszą obserwować poczynania rywali, bo ich los zależy od wyniku na innym boisku.

Śląsk awansuje do TOP 5 jeśli wygra w niedzielę u siebie ze słabym Basketem Poznań, a nasz ostatni przeciwnik z Kołobrzegu wygra z Zastalem. O wynik we Wrocławiu jestem spokojny. Po jednostronnym i dramatycznie nudnym meczu WKS pokona Basket i będzie czekać na doniesienia z Zielonej Góry. I tam może być problem, bo jeśli Kotwica pokaże taką koszykówkę, jak w poniedziałek w Orbicie, to Śląsk o awansie do TOP 5 może zapomnieć.

Z drugiej strony Zastal przegrał ostatnio ze słabą Polpharmą, a ekipa z Kołobrzegu będzie chciała w końcu przerwać złą passę czterech przegranych z rzędu.

Raczej nie nastawiam się na sukces ekipy Rajkovica. Umiesz liczyć? Licz na siebie, Śląsku. Nie ma sensu oglądać się na innych. Trzeba się szykować do długiej i żmudnej walki o pozostałe dwa miejsca wśród najlepszych.

Autor: Jan Mirek

A na słaby niedzielny mecz z Basketem Poznań i tak pójdę. Licznik Wójcika tyka. Fajnie jakby jego wyczyn zdobycia 10.000 punktów na parkietach ekstraklasy śledziła w mediach cała Polska, a na żywo dopingowało go w Orbicie 2400 osób.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Hazzard w Polpharmie.

Raptem kilka dni, a nie jak pierwotnie zakładano trzy tygodnie, trwały testy Brandona Hazzarda w Polpharmie. Amerykanin ekspresowo przekonał do...

Zamknij