Podsumowanie wydarzeń w 'polskiej’ grupie

Oglądam Eurobasket z polskim udziałem od roku 1997 i pamiętnych występów legendarnego pokolenia: Pluty, Zielińskiego, Wójcika, Tomczyka, Jankowskiego, Bacika, Szybilskiego i Dryji oraz prowadzącego ich wówczas Eugeniusza Kijewskiego. Wtedy, w Hiszpanii, byliśmy świadkami koszykarskiego ’boomu’ a nasi czołowi gracze swoją świetną postawą w spotkaniach z czołowymi teamami Starego Kontynentu: jak Grecja, Turcja, Niemcy czy Słowenia, wypracowali sobie solidną markę i renomę. Mało kto dziś pamięta, ale o Adama Wójcika pytał klub NBA – L.A. Clippers, Dominika Tomczyka chciał słynny Panathinaikos Ateny, a Mariusz Bacik przymierzany był do rezerw Barcelony. Kto wie jak będzie po tej imprezie w 2011 roku dla niektórych naszych kadrowiczów?


Dziś mieliśmy małą namiastkę tamtych, pamiętnych wydarzeń za sprawą fantastycznej walki i determinacji naszych graczy. Kadra Alesa Pipana – zwana przez wielu obserwatorów kosza w naszym kraju – „drugim garniturem” pod nieobecność ’sami wiecie kogo – nie mylić z bohaterem Kosmicznego Meczu’ miała w sobie tę iskrę, zacięcie i wolę walki jakie można było zauważyć u młodych i ambitnych koszykarzy naszej kadry dokładnie 14 lat temu. Gracze nie mając nic do stracenia nie tylko wyszli obronną ręką z tej konfrontacji (większość z nas przed meczem myślała o pogromie i marzyła by mecz nie skończył się naszym blamażem) ale i byli o krok od mega sensacji. Widać było brak respektu dla utytułowanego przeciwnika, zespołowość (element braku gwiazd zszedł na drugi plan) czy solidnie przepracowany okres przygotowawczy do Eurobasketu. Pewne elementy, który pozwoliły nam uwierzyć w tę kadrę, by móc również odnieść się do historii naszych występów.

Takiego zacięcia szczerze mówiąc nie pamiętam z gry kadry Andreja Urlepa z ME 2007 (wrócili z bilansem 0-3), a tym bardziej z polskiego turnieju w 2009, gdzie występowaliśmy pod egidą Mulego Katzurina (cieszyliśmy się z wygranej z osłabioną Litwą, ale gra zespołu w całym turnieju zostawiła niedosyt).

Niektórzy z nas pewnie powiedzą lub już powiedzieli, że to był przysłowiowy „fuks” lub hiszpańskie Ferrari Sergio Scariolo nie wrzuciło drugiego biegu – pamiętając słabe otwarcie Hiszpanów na polskiej ziemi przed dwoma laty. Jak szybko skrócę ten wątek to istotnego faktu i pytania: widzieliście minę trenera naszych dzisiejszych rywali po meczu? (bezcenna dla nas).

Warto jeszcze rzucić okiem na porównanie rozgrywających, dolewając polskiej oliwy do hiszpańskiego ognia.
Od lat martwi nas słabe wyszkolenie techniczne Polaków na tej pozycji. Nie raz spotykamy się z opiniami, iż nasza ’jedynka’ nie ma czego szukać w konfrontacji z czołowymi playmakerami Europy. Zwłaszcza Łukasz Koszarek, ale i również mający swoje pięć minut w dzisiejszej konfrontacji Robert Skibniewski, dali nam powody by obalić te mrzonki. Powód jest statystycznie prosty i wygląda tak: Rubio i Calderon zostali bez punktów podczas gdy nasi bohaterowie (głównie za sprawą Łukasza 19.) wrzucili 23 oczka.

Analizując dalej musimy zauważyć kolosalną różnicę w rywalizacji podkoszowej (liczba punktów z pomalowanego, ilość zbiórek etc.) Niejeden dziś kibic w kapciach pomyślał sobie „co by było gdyby nasze dwie wieże zagrały”..

Odpowiem krótko – byłby to inny mecz, bylibyśmy świadkami innej taktyki w ataku i obronie obu trenerów. Wynik mógłby być zgoła odmienny. W dodatku, dwa lata temu na koniec przygody z polskim Eurobasketem, dostaliśmy tęgie lanie mając w składzie kilku dziś nieobecnych graczy. Tymczasem rozkoszujmy się ucztą i liczmy na dobry występ naszych w dniu jutrzejszym (dla mnie będzie to najcięższa przeprawa a Litwa zechce się odgryźć za porażkę z hali Stulecia z 2009roku). Mam nadzieję, że polska wyprawa na Litwę da nam dużą nadzieję na lepsze jutro polskiego kosza, może długo wyczekiwany drugi „boom”, a także otworzy oczy krytykom narzekającym na jakość i potencjał zawodników – choćby z polskiej ligi TBL.

Na koniec mały rzut oka na sytuację w naszej grupie „A”

Portugalia (0-1) 9 18 11 18 56
Turcja (1-0) 15 24 25 15 79

Aktualni wicemistrzowie świata ze Stambułu nie dali najmniejszych szans naszym rywalom z eliminacji do imprezy. Byli podopieczni Bogdana Tanjevića postawili swoją słynną strefę w obronie i pozwolili przeciwnikom na 27 zdobytych oczek do przerwy. Ponadto dokonali swojego dzieła zniszczenia przeciwnika w kluczowej i trzeciej odsłonie aplikując rywalom 25 punktów, a tracąc ledwie 11. Na pierwszy plan wysunął się drugi numer draftu do Utah Jazz – Enes Kanter. Młody podkoszowy był obok Hedo Turkoglu najskuteczniejszym graczem ekipy znad Bosforu z 14 oczkami. Kanter do przerwy miał już 12 oczek i 100% skuteczność z gry (6/6). Jego koledzy w całym spotkaniu trafiali co drugi rzut do kosza, podczas gdy rywale ledwie co trzeci. Jutro Turcy zagrają z nieco silniejszymi Anglikami i będą oczywiście faworytem tej potyczki.

Turcja: Kanter 14, Turkoglu 14, Onan 10, Preldzic 9, Akyol 8, Ilyasova 6, Savas 5, Asik 4, Arslan 4, Tunceri 2, Turkyilmaz 2, Guler 1.

Portugalia: Evora 12, da Silva 9, Miranda 8, Santos 5, Andrade 5, Tavares 5, Fonseca 4, Minhava 3, Silva 3, Goncalves 2.

Wielka Brytania (0-1) 18 21 18 12 69
Litwa (1-0) 19 30 5 26 80

O mały włos – tak jak w polskiej konfrontacji – nie doszło do sensacji w potyczce gospodarzy turnieju z Brytyjczykami. W niej na początku brylowali obwodowi gracze trenera Kemzury – Kaukenas, Jasikevicius czy Jasaitis. Druga kwarta w ich wykonaniu dała miejscowym kibicom sporo radości min. dzięki celnym rzutom zza łuku, efektownym kontrom czy 30 oczkom w 10 minut. Po przerwie jednak Anglicy pokazali się z bardzo dobrej strony. Przede wszystkim zaczęli agresywnie bronić na obwodzie jak i pod koszem. Ograniczyli swobodę obrońców rywali, a pod deskami skutecznie walczył tercet Clark Freeland – Reinking (uwaga na nich Polacy zdobyli 42 oczka), którym nie straszny był NBA-jowy zaciąg graczy litewskich (Songalia i Valanciunas). Do tej gry również udanie wkomponował się gracz Byków – Luol Deng – notując dublet 25pkt i 10zb. Efekt metamorfozy Brytyjczyków to ledwie 5 punktów rywali i 3 punktowa zaliczka na starcie decydującej odsłony.

W niej do pracy zabrali się litewscy weterani jak Kaukensas, Jasikevicius i Lawrinowicz ostatecznie przechylając szalę wygranej na korzyść gospodarzy (26-12). Jutro Litwinów czeka być może równie trudne zadanie w meczu z Polską!

Litwa: Kaukenas 16, Jasikevicius 13, Lavrinovic 12, Jasaitis 11, Kalnietis 7, Pocius 6, Songaila 5, Petravicius 4, Javtokas 4, Jankunas 2, Valanciunas 0.

Wielka Brytania: Deng 25, Clark 15, Freeland 14, Reinking 13, Sullivan 2, Adegboye 0, Lawrence 0, Lenzly 0.

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.