Trochę fantazji

Przenieśmy się w piękną krainę wyobraźni i postarajmy sobie popuścić trochę wodze fantazji o tym jak mogłaby wyglądać nasza reprezentacja seniorów.

No więc wyobraźmy sobie, że udało się ubezpieczyć Marcina Gortata.To po pierwsze. Po drugie w kadrze znaleźliby się inni w pełni sił, zdrowi i chętni wszyscy nasi najlepsi zawodnicy.

Na zgrupowaniu pojawił by się absolutnie najlepszy usposobiony ofensywnie polski koszykarz – MVP ligi rosyjskiej, najlepszy gracz Eurocup, Maciej Lampe. Ze zdrowym łokciem dołączył do niego Michał Ignerski.  W najlepszej formie Szymon Szewczyk i zdrowy w dyspozycji z play off ligi rosyjskiej Thomas Kelati.
Do wyżej wymienionych dostosowałby się Łukasz Koszarek, który w końcu wykorzystałby do kozłowania drugą rękę. A kapitalną taktykę na mecze ustawiał Ales Pipan, który w przeciwieństwie do poprzedników miałby pomysł na grę (Igor Griszczuk jej niestety nie miał) i myślami był przy swojej reprezentacji nie kibicując w tym samym czasie ekipie Słowenii i obgryzając przy tym palce (Muli Katzurin na Eurobaskecie w 2009 roku w trakcie spotkań Izraela).
A do całości wkomponowałaby się pozostała część drużyny, która wg naszego jedynaka w NBA jest złożona z bardzo wielu młodych graczy, zawodników niedoświadczonych, ale za to z wielkim sercem i potencjałem.

No to idziemy dalej…
Okres przygotowawczy przeszliśmy jak burza wygrywając prawie wszystkie spotkania kontrolne. Przychodzi Eurobasket. Gortat gra jak natchniony, imponuje w obronie, gdzie nie daje się ogrywać braciom Gasol, wysokim Litwinom, Turkom czy bez problemów powstrzymuje brytyjskiego Freelanda. W ataku nie do zatrzymania jest Lampe, a Ignerski i Kelati co rusz dziurawią kosze rywali rzutami z dystansu. A wszystkie ataki dokładnymi podaniami uruchamia Koszarek.

Możliwe? Nie. Zejdźmy na ziemię, obudźmy się z tego pięknego snu. Dopóki rywalizacja się nie zakończy, nie wolno wprawdzie przekreślać szans, ale mimo wszystko trzeba być realistą i zdać sobie sprawę z tego, w jakim miejscu w Europie jesteśmy.

Przede wszystkim dzięki reorganizacji Mistrzostw Europy, które zwiększono z 16 do 24 drużyn w ogóle na nie jedziemy. W ubiegłym roku z Gortatem i Lampe w składzie przegrywaliśmy z Belgią, Bułgarią, Gruzją i Portugalią (!). Jak więc można wobec powyższego myśleć o tym, że moglibyśmy wygrać z naszpikowaną gwiazdami Hiszpanią, silniejszą niż przed rokiem na MŚ Turcją czy Litwą, która przed własną publicznością meczu nie przegra co najmniej do półfinału. Póki co za tymi federacjami jesteśmy przynajmniej kilka lat z tyłu.
Przecież tak naprawdę na medale i tak nikt nie liczył. Powtórki z 1997 roku, kiedy zajęliśmy siódme miejsce też nikt raczej nie przewidywał. Bo od tamtej ekipy napędzanej przez Wójcika, Zielińskiego, Jankowskiego czy Bacika obecną kadrę różni wiele. Przede wszystkim tamci byli na fali wznoszącej, głodni sukcesów, a co najważniejsze byli wiodącymi postaciami w swoich zespołach w lidze. A o którym zawodniku TBL z teraźniejszej kadry można powiedzieć to samo? Przecież najlepiej spisujący się w sparingach Adam Hrycaniuk w ostatnim sezonie w barwach Asseco był zaledwie rezerwowym.
Dajmy więc szansę powołanym graczom, nie wymagając od nich wyniku na Litwie, ale upatrujmy szansy na to aby mogli zmierzyć się z koszykówką na wysokim poziomie i trzymajmy kciuki, żeby nie było to bolesne zderzenie. A nawet jeśli będzie, to powinno zaprocentować na przyszłość.

Być może wśród tych zawodników wyłoni się kliku, którzy zrobią wyraźny progres –  a za dwa lata zaczniemy się liczyć na kolejnym Eurobaskecie. Ważne, by nie przespać tego okresu, pieniądze które były na ubezpieczenie Gortata muszą być dobrze rozporządzone i przeznaczone na rozwój bardzo utalentowanej młodzieży. Należy się również zastanowić nad rozgrywkami TBL, gdzie jak na razie nasi zawodnicy stanowią zło konieczne i nie są nadrzędną siłą. Wzorce należy czerpać od najlepszych, a wystarczy spojrzeć na składy Olimpiji Ljubljana, Partizana Belgrad, Cibony Zagrzeb, Żalgirisu czy Lietuvosu – tam gra oparta jest głównie na graczach z rodzimego kraju, co ma duże przełożenie także na sukcesy reprezentacji Chorwacji, Serbii, Litwy czy Słowenii.

Nadszedł już najwyższy czas na to, aby przywrócić basket w kraju na należyte mu miejsce. Skoro dało się zbudować piłkę ręczną i siatkówkę do poziomu światowego, to czemu nie może podobnie być z koszykówką?

Pin It

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.