Upadki i wzloty podczas rywalizacji w szóstkach.

WZLOTY

1/ Turów Zgorzelec (8 wygranych w 10 spotkaniach)

Zespół Miodraga Rajkovića od momentu zakończenia udziału w rozgrywkach VTB prezentuje się dużo skuteczniej w obronie i w ataku – widać też więcej świeżośc oraz chęć gry u zawodników – a te aspekty wyraźnie odczuli ich szóstkowi rywale. Po pierwszej fazie sezonu zasadniczego Turów wraz ze Stelmetem i Asseco Prokomem mieli po 37 oczek i każda z drużyn miała równe szanse na pierwsze miejsce przed play offs. O ile Asseco Prokom doznał wyraźnych osłabień w składzie, a Stelmet skorzystał na ich głównym ubytku, o tyle Turów postawił na dalszą grę z rozwijającym się z korzyścią dla drużyny (coraz pewniejszym swego) Russellem Robinsonem. Nawet kosztem mniej grającego Davida Jacksona (również jest to związane z limitami polskich graczy) Robinson notował coraz to lepsze osiągi punktów i asyst, a co za tym idzie skuteczności z gry, a to z kolei przełożyło się na wyniki kolejnych, wygranych spotkań. W Zgorzelcu postawiono również na powrót z ligi czeskiej Roberta Lewandowskiego oraz do pełni formy powrócił czołowy rezerwowy ligi – Damian Kulig. Atutami zespołu serbskiego szkoleniowca, który być może zostanie wybrany najlepszym szkoleniowcem PLK, pozostaje głębia składu i szeroka rotacja graczy, co przed play off wydaje się kluczowe. Czy Turów sięgnie po pierwsze w historii złoto?

2/ AZS Koszalin (7 z rzędu wygranych na koniec)

Zoran Sretenović miał złe miłego początki. Roszady w składzie, brak potrzebnych wzmocnień i słabiutkie zakończenie pierwszej części sezonu. To za jego kadencji kontuzji nabawił się Darrell Harris oraz z zespołem pożegnali się Robert Skibniewski czy Michael Kubler i Cameroon „Bumerang” Bennerman. W dodatku kontuzję złapał potencjalny – jedyny – rozgrywający Igor Milicić. Mimo tych przeciwności Sretenović postawił wyraźnie na dwójkę obrońców – Henry i Wiśniewski – którzy solidnie obdarowywali kolegów piłką i doprowadzili Akademików najpierw do wyprzedzenia (dwa kluby były w pogoni za 7 miejscem) Polpharmy, a następnie 7 kolejnych wygranych. Dziś AZS to niewygodny – choć niżej notowany – przeciwnik dla Trefla Sopot, w konfrontacji w której wicemistrzowie Polski będą musieli się zdrowo napocić by wygrać (wszak przed rokiem AZS mocno męczył, przez 5 gier, przyszłych Mistrzów, Asseco Prokom). Kluczowe dla zespołu Sretenovića było przełamanie się w meczach wyjazdowych i gracze serbskiego szkoleniowca ostatecznie przegonili swoje sezonowe fatum z meczów z Jeziorem Tarnobrzeg. Ważne przy konfrontacji z Treflem będą wyższe notowania powracających do najlepszej formy Darrella Harrisa oraz Pawła Leończyka.

3/ Trefl Sopot (4 ostatnie wygrane)

Trefl lepiej zaczął mecze w szóstkach, od trzech wygranych, następnie złapał małą zadyszkę, by ostatecznie zakończyć na drugim miejscu, z serią 4 wygranych. Po początkowych trudach z aklimatyzacją do zespołu przyjął się Ronald „Boo” Davis, mający w nogach najlepszy występ (kluczowy dla siebie) we Włocławku, przeciwko Anwilowi. Najrówniej grającym zawodnikiem okazał się jednak MVP ostatnieg miesiąca rozgrywek, Adam Waczyński. Z meczu na mecz coraz lepiej na dystansie radził sobie Sime Spralija (kluczowy rzut z Stelmetem, choć w ostatniej kolejce w Słupsku zagrał słabe zawody) a pod samą obręczą zbiórki łapał i dzielił blokami Kurt Looby. Jak widać na podanych przykładach Trefl to nie tylko zespół Franka Turnera i Filipa Dylewicza, którzy w drugiej fazie sezonu łapali czasem słabsze występy, na niskiej skuteczności. Gdzieś w cieniu ofensywnych dokonań kolegów zostaje świetna praca w defensywie jaką wykonuje Marcin Stefański (który dał się mocno we znaki Quintonowi Hosley’owi). Trefla teraz czekają dwa mecze na własnym parkiecie z AZS-em.

Trudno ocenić czyli gdzieś pośrodku:

1/Energa Czarni Słupsk (4 porażki, potem dwie wygrane i zakończenie rundy z 2 przegranymi)

Na starcie gier w szóstkach prysł czar niepokonanego w ostatnich 4 meczach I fazy Andreja Urlepa. Energa Czarni do czwartej kolejki w top6 czekali na swoją wygraną i po serii dwóch zwycięstw przyszły znów gorsze dni. Dobra wiadomość dla trenera Urlepa to powrót do lepszej dyzpozycji Todda Abbernethy’ego a prezentem dla szkoleniowca od sterników klubu było dodanie do składu wartościowego podkoszowego – powracajacego Bryana Davisa. Być może atletyzm obu podkoszowych okaże się kluczową sprawą w konfrontacji z ekipą Mihailo Uvalina, która w ostatnich meczach ma w składzie kontuzjowanych Dejana Borovnjaka oraz Zbigniewa Białka. Poztywnie ciągle wypada czołowy rezerwowy ligi Rocky Trice, a dodaktową siłą w play offs znów powinien być Oded Brandwein. Jeśli spojrzymy na rywalizację Czarnych z bogatą rotacją zielonogórzan – wzmocnioną przecież Łukaszem Koszarkiem – to dojdziemy do wniosku ,że trener Urlep znów będzie musiał gorąco motywować swoich graczy to wysokiego wysiłku w defensywie by ograniczać do minimum poczynania rywali. Przed Panterami bardzo trudna przeprawa, ale nie określiłbym tego jako Mission Impossible. Wszystko w rękach i nogach ambitnych graczy Czarnych.

2/ Stelmet Zielona Góra (bilans 5-5)

Co naprawdę działo się na starcie drugiej fazy rozgrywek w Winnym Grodzie to tylko wiedzą najbardziej wtajemniczeni. Porażką w fatalnym stylu zespół rozpoczął i zamknął fazę szóstek. Nawet mimo faktu, że do ich składu dokoptowano najbardziej wartościowego Polaka poprzednich rozgrywek, Łukasza Koszarka. Nawet z kadrowiczem w składzie Stelmet nie przypominał siebie z rozgrywek Eurocup, a ponadto trener Uvalin nie do końca potrafił pogodzić role swoich gwiazd. Co ciekawe w odstawkę poszli Kamil Chanas i Mantas Cesnauskis, którzy tracili kolejne minuty w przypadku Litwina nawet mecze! Nic więc dziwnego, że w wyniku niezadowolenia ze swojego krótkiego grania zawodnicy zaczęli notować falowe granie tzn. jeden mecz wygrywali z łatwością, inny z kolei przegrywali z kretesem (Anwil czy Turów ich rozkładał na łopatki). Jedne plotki mówiły o braku wypłat na czas, inne o konflikcie na linii Uvalin-Hosley. Podsumowując drugą fazę rozgrywek w Zielonej Górze, trzeba powiedzieć, że Stelmet mimo ogromnego potencjału i głębi składu nie jest faworytem czy pewniakiem do udziału w finale, bowiem niemal każda drużyna pierwszej szóstki potrafiła z nimi wygrać w trakcie całego sezonu.

3/ Kotwica Kołobrzeg (seria trzech wygranych, pierwsza wyjazdowa wygrana, ale i porażka walkowerem i ostatnie miejsce w lidze)

Czarodzieje z Wydm to ekipa wyjątkowa – po pierwsze, bo jako jedyna miała w swoich szeregach aż trzech różnych trenerów w trakcie jednego sezonu. Po drugie wygrała tylko jeden mecz na wyjeździe, a po trzecie jako jedyna miała okazaję przegrać mecz walkowerem (na skutek tylko 5 Polaków w składzie na meczu z AZS-em). Wyróżnić należałoby solidnego zmiennika Jarosława Zyskowskiego Jr. oraz zastępującego na środku z powodzeniem Darrella Harrisa – Ty’a Walkera. Gdzieś po drodze do gier w szóstach formę obniżył Corey Jefferson, natomiast powoli ku wszeschtronności piął się Sean Mosley. Amerykanin poprowadził zespół do rekordowej serii trzech wygranych pod nowym szkoleniowcem, Grzegorzem Arabasem. Czy młody, grający trener, który swoimi wynikami dość szybko zdystansował Mariusza Karola, zasłużył na swoje samodzielne prowadzenie drużyny w sezonie 2013-14 oraz autorski skład?

3d man surfing on red arrow  stock photographyUPADKI

1/Asseco Prokom Gdynia (tylko trzy wygrane w szóstkach i spadek na 4 miejsce)

’No pay – no game’ to hasło można idealnie dopasować do spadku w tabeli TBL Asseco Prokomu i ubytków w postaci odejść kolejnych graczy jak Jerel Blassingame, Łukasz Koszarek i Adam Hrycaniuk. Skład i hegemonia APG spadły do poziomu o którym nie śnili w najczarniejszych snach fani trójmiejskiej ekipy. Wycofanie się z koszykarskiego biznesu Ryszarda Krauze, obniżki pensji czołowych zawodników klubu przez nowych sterników z Asseco. Czego możemy spodziewać się po Asseco Gdyni w play offs 2013? Tylko chyba tego, że Anwil będzie miał psychologiczny problem, bowiem przegrał oba mecze w szóstkach z zawodnikami Andrzeja Adamka. Swoją drogą naprawdę szkoda, że zespół który dominował w polskiej lidze przez długie lata znalazł się w takiej a nie innej kondycji finansowej. Wydawać się może, że zarządzanie klubem nie było jednak na euroligowym poziomie i nie zbudowano w nim podstaw an przyszłość, gdy trzeba grać, kiedy nakłady finansowe są dużo, dużo mniejsze. Żadnych wychowanków, żadnych perspektywicznych graczy z Trójmiasta, a zamiast tego wyciąganie anonimowych dla nas nazwisk, gdzieś z II koszykarskiej ligi.

2/ Polpharma Starogard Gdański (sezon zasadniczy skończony pasmem 4 porażek)

Zespół Mindaugasa Budzinauskasa miał być rewelacją play offs, do czasu jednak, kiedy kontuzji nabawił się Jawan Carter. Seria porażek i brak klasowego jak na PLK rozgrywającego to duże problemy przed starciami z najsilniejszym na dziś Turowem.  Nawet solidni Łukasz Majewski i Aleksander Lichodzijewski, wsparci niesamowitym Benem McCauley’em mogą nie wystarczyć ekipie, nie mogącej wygrać od 4 kolejek. Niestety nie pierwszy sezon w PLK Kociewskie Diabły przeżywają podobne upadki i wzloty – od smutku po euforię i na odwrót. Rok temu, dwa lata temu sytuacje po zwycięstwach w Pucharze Polski czy Superpucharze też szybko się zmieniały. Przypomnijmy tylko okres tego sezonu, podczas jakiego zespół litewskiego szkoleniowca wygrał 5 meczów pod rząd. Niestety na dziś Polpharma wydaje się skazana na pożarcie przez zgorzeleckie Tury.

Pin It

2 komentarze/y

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.