Wielka niespodzianka we włocławskiej Hali Mistrzów

Anwil Włocławek bardzo słabo wystartował w tym sezonie. Można powiedzieć, że „Rottweilery” na miarę oczekiwań zagrały tylko podczas IV kwarty w Kołobrzegu. W kolejnych meczach ponieśli porażki ze Stelmetem Zielona Góra i Turowem Zgorzelec. W czwartej kolejce do Włoclawka przyjeżdżała Rosa Radom, więc miejscowi kibice oczekiwali łatwego zwycięstwa. Nic bardziej mylnego. W ekipie beniaminka objawił się prawdziwy człowiek orkiestra. Koszykarz, prawnik i komentator telewizyjny. Na dodatek z niejednego pieca jadł chleb i okazało się, że świetnie wywiązuje się z jeszcze innej roli – kata Anwilu. Inna sprawa, że właśnie w tym zespole stawiał swoje pierwsze koszykarskie kroki.

W Anwilu Włocławek zaszła już pewna zmiana w składzie wyjściowym. Przemysław Frasunkiewicz wypadł z pierwszej piątki. Jego miejsca zajął młody Michał Sokołowski. Wychowanek pruszkowskiej szkoły koszykówki po 3 minutach jednak opuścił parkiet i już więcej się na nim nie pojawił. W tym czasie zanotował tylko zbiórkę, asystę i faul. Ten manewr tylko świadczy o pewnych problemach Frasunkiewicza. Ten doświadczony skrzydłowy jest obecnie zupełnie niewidoczny. Do tej pory zdobył łącznie cztery punkty. Ciekawe czy to tylko jednorazowe rozwiązanie czy może trener Dainius Adomaitis powoli przestaje wierzyć we „Frasuna”. Do wyjściowego składu wskoczyli również Marcus Ginyard i Seid Hajric, ale te ruchy nie są takie zaskakujące.

Przejdźmy jednak do samego meczu. Spotkanie praktycznie toczyło się cały czas przy kilku punktowym prowadzeniu koszykarzy Rosy Radom. W dużej mierze to dzięki dużej waleczności na tablicach. Cały czas miałem jednak wrażenie, że Anwil w końcu się obudzi i przejmie ten mecz. Mogła na to wskazywać również końcówka III kwarty. Wtedy to role się zamieniły i „Rottweilery” odskakiwały na te kilka „oczek”. Po 3/4 spotkania był jednak remis 43:43. Cały czas jednak spodziewałem się wrzucenia wyższego biegu przez Anwil i odskoczenia rywalom. To przecież gospodarze byli wyraźnym faworytem. W ostatniej odsłonie zapadli jednak w jeszcze głębszy sen. Na cztery minuty przed końcową syreną Rosa odskoczyła nawet na +10. To była chyba pewna forma zimnego prysznicu dla włocławian, bo ważne trójki trafili Krzysztof Szubarga i Tony Weeden. Dzięki temu byliśmy świadkami emocjonującej końcówki. Na 8 sekund przed końcem było 62:64 i faulowany został Szubarga. „Szubi” trafił jednak tylko jednego wolnego. W odpowiedzi od razu został faulowany J.J. Montgomery. Amerykanin również trafił tylko raz. W ostatnich sekundach meczu faulowany został Weeden. Obrońca Anwilu mógł doprowadzić do dogrywki. Tak się jednak nie stało… Amerykanin dwukrotnie spudłował i Rosa mogła cieszyć się z pierwszego ligowego zwycięstwa. Podejrzewam, że fani tego zespołu raczej nie spodziewali się wygranej we Włocławku, więc ich radość musi być ogromna.

Anwil przespał to spotkanie. Możliwe, że to wynikało ze zlekceważenia przeciwnika. Pomyśleli pewnie, że przegrali ciężkie mecze ze Stelmetem i Turowem to spotkanie z Rosą samo się wygra. Zabrakło oczywiście również skuteczności i waleczności. Anwil nie ma typowego lidera. Krzysztof Szubarga (15 pkt i 6 as) stara się szarpać grę, ale nie ma takiej mocy jakiej zespół potrzebuje. Tony Weeden zupełnie nie wywiązuje się z roli strzelca. Mam wrażenie, że wręcz psuje grę drużyny swoimi nieprzemyślanymi rzutami. Dzisiaj wprawdzie rzucił 13 punktów, ale na skuteczności 4/11 z gry. Włocławski zespół ma też problemy ze skutecznością na linii rzutów wolnych. 63% we własnej hali to trochę za mało. Tym elementem mogli przecież zmienić historię tego pojedynku.

Trzeba uczciwie przyznać, że Rosa była lepsza i zasłużenie wygrała, ale nie grała żadnej wielkiej koszykówki. Przyjezdni zanotowali słabiutkie 43% przy osobistych. Mieli również aż 17 strat (chociaż Anwil na własnym terenie miał aż 20…). Po prostu nie grali dobrze, ale ich dzisiejszy rywal był jeszcze słabszy i dzięki temu radomska ekipa może cieszyć się z pierwszego ligowego zwycięstwa.

W Rosie Radom była jednak postać, która zasługuje w pełni na tytuł MVP tego spotkania. Hubert Radke jest wychowankiem włocławskiego klubu, a dzisiaj okazał się katem Anwilu. Dawno nie widziałem Huberta w takiej formie. Zanotował 20 punktów i 9 zbiórek. Błysnął również w skuteczności rzutów dystansowych – 4/5 za trzy! W ostatnich latach myślałem, że Radke odbił już od poważnej koszykówki. Grał gdzieś w SIDENie Toruń i częściej spełniał się jako komentator telewizyjny. Gdy usłyszałem, że znalazł się w kadrze Rosy, która awansowała do TBL to i tak myślałem, że będzie tylko uzupełnieniem składu. Facet ma już 31 lat na karku i nigdy nie był jakimś wirtuozem koszykówki. Dzisiaj jednak o sobie przypomniał. Pokazał, że nie jest jeszcze dinozaurem naszej ligi. Ostatnie takie występy Pana Huberta pamiętam chyba w 2004 roku, gdy był zawodnikiem Noteci Inowrocław. Teraz znowu wspiął się na taki poziom. Na dodatek zrobił to przed publicznością, która swego czasu drwiła z jego koszykarskiej nieporadności i to mimo, że jest wychowankiem tego klubu. Teraz Radke stał się dla mnie prawdziwym katem Anwilu rodem z Włocławka.

Mimo słabszej skuteczności sporo do gry Rosy wniósł również J.J. Montgomery. Zanotował tylko 4/13 z gry, ale zdobył 13 punktów i miał 9 zbiórek. Kolejny raz dobre wejście z ławki miał Nikola Vasojevic. Serb może być prawdziwym jokerem w zanadrzu trenera Mariusza Karola. Od początku sezonu gra naprawdę przyzwoicie.

Warto jeszcze wspomnieć, że w barwach Anwilu zadebiutował Arvydas Eitutavicius. Litwin grał 7,5 min. W tym czasie zdobył 3 punkty (1/2 z gry) oraz zanotował 1 zbiórkę, 1 asystę, 1 faul i 2 straty.

 

 

Anwil Włocławek – Rosa Radom 63:65 (12:13, 15:18, 16:12, 20:22)

Anwil: Szubarga 15 (6 as), Weeden 13 (5 str), Hajrić 7 (9 zb), Boykin 7 (10 zb), Ginyard 6, Wright 6, Seweryn 6, Eitutavicius 3, Bartosz 0, Sokołowski 0

Rosa: Radke 20 (9 zb), Montgomery 13 (9 zb), Vasojević 12, Cupković 10, Adams 4, Bogavac 3, Zalewski 2, Kardaś 0 (5 as)

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Historyczne zwycięstwo Startu, kolejna wpadka AZS-u, czyli cuda panie, cuda!

Spora niespodzianka w Gdyni - skazywany na porażkę Start pokonał rozpędzony zwycięstwami nad Asseco i Treflem AZS Koszalin 83:73 i...

Zamknij