Turów minimalnie przegrywa z Chimkami.

Koszykarze PGE Turów Zgorzelec przegrali z Chimki Moskwa 79:86 w drugiej kolejce Zjednoczonej Ligi VTB grupy A. Była to tym samym druga z rzędu porażka w rozgrywkach ligi VTB, w podobnych okolicznościach i odniesiona w samej końcówce. Spotkanie, podczas którego huśtawki nastrojów przeżywali kibice Turowa, gdyż ich zespół grał falami, odbyło się we wrocławskiej Hali Orbita a obejrzeć je można było na antenie TV regionalnej o. Wrocław.

Pierwsza kwarta okazała się bardzo wyrównana, a w niej występujący jako gospodarze – podopieczni Miodraga Rajkovića –  długo dotrzymywali tempa faworyzowanym rywalom. Po siedmiu minutach i trafieniach bardzo dobrze dysponowanego Ivana Zigeranovica na tablicy wyników był remis 10:10. W końcówce pierwszej odsłony to goście z regionu moskiewskiego, m.in. dzięki wartościowym zmiennikom – Kresimirowi Loncarowi i Zoranowi Planinicowi –  zdołali wypracować sobie zaliczkę..

Druga część spotkania początkowo należała do Turowa, a wywalczona przewaga pod tablicami szybko przełożyła się na skuteczność. Po pięciu minutach i trafieniu z półdystansu Michała Chylińskiego zgorzelczanie wyszli na czteropunktowe prowadzenie (29:25). Rosjanie poprawili jednak obronę i bezlitośnie zaczęli wykorzystywać wszystkie popełnione przez gospodarzy błędy, głównie niedostatecznej obronie i nacisku na graczy obwodowych. Trafienie za trafieniem na wprost kosza Turowa i zza łuku notował Sergei Monia (autor 4 trójek).

Podopieczni nieobecnego we Wrocławiu trenera Rimasa Kurtinaitisa  problemy rodzinne) zdobyli 21 punktów z rzędu i po 20 minutach prowadzili już 46:31. Imponowali gracze z doświadczeniem w europejskich rozgrywkach Chimek jak Zoran Planinić, Sergei Monia (trafiał za trzy punkty niczym w transie) oraz Witalij Fridzon (ten z kolei nabierał w ważnych momentach na faule graczy trenera Rajkovića). Zgorzelczanie z kolei nie mogli sforsować twardej rosyjskiej obrony, a ewidentnie w drugich 10 minutach nie radził sobie z kierowaniem akcjami Turowa, Vukasin Aleksić.  Zawodnik ten nie po raz pierwszy w tym sezonie gra bardzo biernie w ataku, nie kreując należycie akcji swojej drużyny. Nie grozi ani skutecznym rzutem z dystansu, ani nie próbuje wiązać gry akcjami dwójkowymi, gdzie momentami aż się o o to prosiło, przy równej dyspozycji Zignenarovića.

W trzeciej kwarcie gra ponownie się wyrównała, a w miarę upływu czasu zgorzelczanie przejęli inicjatywę i rzucili się do ataku. Gracze trenera Rajkovicia zabrali się solidnie za odrabianie strat. Zaczęło się od dwóch trójek z rzędu Davida Jacksona, później dołączył do niego Michał Chyliński. „Chylu” trafiał dosłownie z każdej pozycji i przewaga topniała z każdą kolejną akcją gospodarzy. Rosjanie z niedowierzaniem obserwowali drugą – lepszą – twarz Turowa w ofensywie, czując się już chyba wcześniej zwycięzcami meczu po pierwszej udanej połowie.

Ostatnia cześć meczu była ciągle zacięta. Dwie z rzędu trójki zgorzelczan, w wykonaniu Wojciecha Leszczyńskiego i Michała Chylińskiego dały ponowny remis. Po rzucie wolnym Zigenarovica – na cztery minuty przed końcem spotkania – Turów wyszedł na prowadzenie (76:75). Goście szybko odpowiedzieli trafieniem niezwykle skutecznego dziś Chorwata Loncara i w nerwowej końcówce utrzymali prowadzenie wygrywając ostatecznie 86:79.

Kluczowe statystyki to: liczba strat, 8-13 na korzyść Chimek oraz suma zbiórek, 37-29 również na korzyść Rosjan.

Podsumowując: Niestety Turowowi znów nie powiodła się wrocławska przygoda z halą Orbita. Wcześniej zabiegi tego typu w rozgrywkach EuroCup nie przynosiły powodzenia klubowi i tym razem premiera okazała się nieudana. Również mecz nie wzbudził wielkiego zainteresowania publiczności, gdyż tylko połowa hali była wypełniona kibicami.

Wynik: PGE Turów Zgorzelec – Chimki Moskwa 79:86 (16:18, 15:28, 28:18, 20:22)

PGE Turów Zgorzelec: Michał Chyliński 23, Ivan Zigeranovic 22, David Jackson 15, Djorje Micic 8, Damian Kulig 6, Wojciech Leszczyński 3, Aaron Cel 2.

Chimki Moskwa: Siergiej Monja 17, Kelvin Rivers 15, Kreisimir Loncar 11, Witalij Fridzon 11, Augustine 9, Planinić 9, Zukanenko 9, Khvostov 5.

# 12. listopada zgorzelczan czeka wyjazdowa potyczka z BC Astana.

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Anka napisał(a):

    A kogo miał zainteresować mecz Turowa we Wrocławiu? I tak sporo kibiców Turowa wybrało się na mecz – jakby nie patrzeć to 170 km od Zgorzelca, dwie główne trybuny zapełnione, słychać było dobry doping, zawodnicy choć w części mogli się poczuć jak u siebie. Ale dla nich to też był mecz wyjazdowy, zdaje się, że jedynie Chyliński dwa czy trzy lata temu miał okazję grać w Orbicie. Brak klasowego rozgrywającego aż razi po oczach w grze Turowa. VA wypada blado, nie można liczyć ani na efektowne podania ani na skuteczne trafienia. Młody Leszczyński – mimo 2 szybkich fauli – nie obniżał w żaden sposób poziomu rozgrywania, a dodatkowo trafił ważny trzypunktowy rzut. PG pokroju Torey’a Thomasa i Turów grałby jak tamten z sezonu 2007-2008, sprawiając kolejne niespodzianki. Poza tym w końcówce nie popisał się sam trener – ściągając Zigiego i wstawiając Lewego. Wyglądało jakby sam podłożył nogę swoim zawodnikom. Dziwna decyzja w wyrównanej końcówce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Asseco Prokom rezygnuje z centra. Poluje na strzelca.

Australijczyk Julian Khazzouh (26 lat, 209 cm) nie jest już zawodnikiem Asseco Prokomu Gdynia i nie wystąpił już w spotkaniu...

Zamknij