Koszykówką żyć: o koszalińskiej solidarności.

Autor: Karol Sadowski

Pewnie większość z Was wie już o sobotnich wydarzeniach z Koszalina. Dla tych, którzy nie zdołali się jeszcze zorientować – część koszykarzy AZS-u w rezultacie bójki, jaka została wywołana przez pseudokibiców Gwardii Koszalin, doznało różnych obrażeń ciała. Najbardziej dostało się Lamontowi McIntoshowi, który ma złamaną prawą rękę i do końca sezonu najprawdopodobniej już nie zagra. Owe wydarzenia zdołali już potępić między innymi Prezydent Koszalina oraz Prezesi – AZS’u i PLK. W szoku byli jednak wszyscy. Dla każdego, bez względu na przynależność klubową, była to wiadomość niezwykle przygnębiająca. Na dowód tego, proszę bardzo:

 

fot. Łukasz Capar

Dwa obozy, które przecież od lat za sobą nie przepadają (żeby tylko tyle). A jednak w chwili tak przykrej, wszelkie wzajemne niechęci schodzą na dalszy plan i jeden drugiego potrafi wesprzeć. I to właśnie czyni sport – koszykówkę – tak pięknym/piękną.
Na odpowiedź ze strony koszalińskiego klubu nie trzeba było długo czekać..

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. manusia napisał(a):

    we Wrocławiu też doping zaczął się od „AZS Koszalin!”, zdecydowanie to jest piękne i wyróżnia kosza od np. nogi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Skrót meczu Czarni-Zastal (4)

Zamknij