Śląsk zagra o Puchar Polski! Do trzech razy sztuka z Anwilem

Dwie ligowe konfrontacje Anwilu Włocławek oraz Śląska Wrocław kończyły się zwycięstwem tego pierwszego zespołu. Pewne przysłowie mówi jednak, że do trzech razy sztuka. Wrocławianie wzięli to chyba sobie do serca i tym razem pokonali Anwil i to w „Hali Mistrzów”. Stawką tego pojedynku było prawo gry o Puchar Polski.

Pierwsza kwarta była najbardziej wyrównana ze wszystkich. Gra toczyła się dosłownie punkt za punkt. Ostatecznie po dziesięciu minutach gry Anwil Włocławek prowadził jednym punkcikiem. Druga odsłona była już inna, bo to Śląsk Wrocław doszedł do głosu i można powiedzieć, że dominował. W końcówce Slavisa Bogavac trafił za trzy i gospodarze odskoczyli na dziewięć punktów. Chwile później ten zawodnik trafił jeszcze za dwa, ale między jego punktami z dystansu trafił Lorinza Harrington i na koniec kwarty powtórzył ten wyczyn. Dzięki temu Anwil zmniejszył straty. Do przerwy było 37:42.

W III odsłonie role się zupełnie odwróciły. Tym razem to „Rottweilery” znalazły się na fali. W pewnym momencie za sprawą dwóch zawodników zanotowali run 10:0. Nick Lewis i Łukasz Majewiski trafiali wszystko, a Śląsk miał przestój w swojej grze. Ten moment ustawił całą trzecią kwartę. Po tej części spotkania Anwil prowadził 62:57 i wydawało się, że już uspokoił grę oraz zmierza do zwycięstwa.

Nadszedł jednak czas IV kwarty. Początek należał jeszcze do Anwilu i osiągnęli nawet prowadzenie 66:57. Z czasem jednak Śląsk coraz bardziej dochodził do głosu. Aż w końcu na 1:08 min przed końcową syreną Adam Wójcik trafił za trzy po stracie Corsley’a Edwardsa doprowadzając do remisu 69:69. W kolejnej akcji Anwilu Edwards znowu popełnił stratę popełniając błąd kroków. Śląsk starał się odpowiedzieć, ale Wójcik został sfaulowany i stanął na linii rzutów wolnych. „Oława” dwukrotnie trafił i goście byli dwa punkty na plusie. Sytuacja Anwilu zrobiła się gorąca, ale została ostudzona przez Nicka Lewisa, który doprowadził do remisu 71:71. W odpowiedzi Wójcik starał się wygrać ten mecz rzucając z dystansu, ale nie trafił. Krzysztof Szubarga miał jeszcze szansę, ale też nie odniósł sukcesu i potrzebna była dogrywka.

W dodatkowym czasie gry worek punktowy otworzył Nick Lewis, ale to był praktycznie jedyny pozytywny akcent Anwilu w tej części meczu. Robert Skibniewski szybko odpowiedział rzutem za trzy, a na dodatek był faulowany przez Szubargę. Dodatkowego wolnego oczywiście wykorzystał. Świetnym wejściem na kosz zdołał popisać się jeszcze Harrington doprowadzając do stanu 75:75. Za trzy odpowiedział jednak Akselis Vairogs i to był koniec Anwilu. W późniejszej części dogrywki już nic przełomowego się nie wydarzyło. Włocławianie gubili się i nie mieli pomysłu na grę. Natomiast gracze Śląska nie marnowali okazji z linii rzutów wolnych. Mecz zakończył się wynikiem 80:83.

Trzeba przyznać, że to swego rodzaju sensacja. Anwil Włocławek był faworytem tego starcia, ale zaprezentował się słabiutko, a Śląsk Wrocław w pełni to wykorzystał. Tym samym goście dzisiejszego spotkania zagrają w turnieju finałowym o Puchar Polski, który odbędzie się w Zielonej Górze. Postawa Anwilu nie spodobała się włocławskim kibicom. Pod koniec meczu na trybunach „Hali Mistrzów” rozbrzmiewały gwizdy i okrzyki domagające się zwolnienia trenera Emira Mutapcicia. Czy klubowe władze wyciągną z tego jakieś wnioski?

Prawdziwą bolączką Anwilu w tym meczu były rzuty wolne. Włocławianie zanotowali w tym elemencie 14/25 (56%), a Śląsk dla porównania 15/18 (83%). „Rottweilery” straciły przez to mnóstwo łatwych punktów i te osobiste na pewno stworzyły różnice. Czyżby to wynik zbyt dużego rozluźnienia i braku koncentracji?

Głównym motorem napędowym Ślaska w tym meczu był Akselis Vairogs. Zdobył 25 punktów i miał 8 zbiórek. Sporo dobrego wniósł także Qa’rraan Calhoun. Autor 12 punktów i 5 zbiórek. Co ciekawe, prawdziwym katem Anwilu mógł zostać weteran Adam Wójcik. Dzięki jego świetnej grze w końcówce IV kwarty w ogóle doszło do dogrywki. Wszyscy, którzy pamiętają dawne wrocławsko-włocławskie boje wiedzą jaką Wójcik odgrywał w nich ważną rolę. Dzisiaj „Oława” chyba trochę przypomniał sobie o tamtych czasach i zdobył 10 punktów.

Jeśli chodzi o zespół Anwilu to najmniejsze zastrzeżenia można mieć do Lorinzy Harringtona (18 pkt i 9 zb) oraz Nicka Lewisa (15 pkt i 6 zb). Może jeszcze Łukasz Majewski (10 pkt) i John Allen (10 pkt) trochę się starali. Reszta jednak zdecydowanie poniżej oczekiwań…

 

 

 

Anwil Włocławek – Śląsk Wrocław 80:83 (22:21, 15:21, 25:15, 9:14, 9:12)

Anwil: Harrington 18 (9 zb), Lewis 15 (6 zb), Allen 10, Majewski 10, Edwards 8, Wołoszyn 6, Szubarga 5 (7 as), Hajrić 5, Kinnard 3, Sokołowski 0

Śląsk: Vairogs 25 (8 zb), Calhoun 12 (5 zb), Mladenović 10 (6 zb, 5 str, 3 bl), Wójcik 10, Bogavac 9, Graham 7, Skibniewski 6 (7 as), Diduszko 4, Niedźwiedzki 0, Bochno 0

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Puchar Polski: dwa hity na początek.

Rywalizacja wicemistrza Polski PGE Turów Zgorzelec z mistrzem kraju Asseco Prokom Gdynia oraz Anwilu Włocławek ze Śląskiem Wrocław to dwa...

Zamknij