Wysoka porażka na otwarcie mistrzostw

Niestety nie udał się początek Mistrzostw Europy reprezentacji Polski, która przegrała swój pierwszy mecz na Eurobaskecie z Czarnogórą.


Mecz poprzedziła oficjalna prezentacja Mistrzostw, w czasie której uczczono pamięć po zmarłej Małgorzacie Dydek. Reprezentantki Polski wyszły na parkiet w specjalnych na tę okazję koszulkach z napisem „Margo pamiętamy”.

Pierwsze punkty zdobyły rywalki za sprawą Perovanovic. Wkrótce rzutem z półdystansu odpowiedziała Żurowska po zbiórce w ataku Kobryń. Paulina Pawlak popisała się efektowną trójką z dystansu i od tego momentu zaczęło dziać się źle. Polki nie trafiały z pod samego kosza – głównie Kobryń, a Czarnogórki rzuciły sześć punktów z rzędu i trener Maciejewski zmuszony był wziąć czas.

Na parkiecie pojawiła się Katarzyna Dźwigalska, która szybkimi i efektownymi dwoma wejściami na kosz zaskoczyła rywalki. Punkty po przechwycie i kontrze dodała Skobel i gdy na tablicy pojawił się wynik 13:12 to coach Montenegro musiał z kolei zdecydować się na zabranie pierwszego czasu dla swej ekipy. Dało to jednak efekt, gdyż rywalki odskoczyły od razu na 18:13. Polki w ostatniej akcji zdołały zmniejszyć różnicę za sprawą kapitalnej dobitki Skobel po niecelnym rzucie z dystansu Pawlak. Wśród rywalek raniła nas Anna de Forge, która rzuciła w tej części meczu 8 punktów, a po stronie Polski zawodziła Kobryn, która nie trafiła żadnego z pięciu oddanych rzutów.

Drugą kwartę Polki rozpoczęły od celnej trójki w wykonaniu Babickiej w ostatniej sekundzie akcji. Chwilę później przełamała się w końcu Kobryń trafiając dwa rzuty wolne i znów mieliśmy remis 20:20. Po chwili do głosu doszły znowu rywalki z Bałkanów, które kilkoma sprytnymi zagraniami wyprowadziły swój zespół na prowadzenie 30:24, a polski trener znów poprosił o time out. Polki nie mogły się w następnym okresie kompletnie odnaleźć w ataku i gubiły w obronie, dzięki czemu to rywalki schodziły na przerwę prowadząc 37:26.

Po sześciu minutach gry trzeciej kwarty oba zespoły niewiele trafiały rażąc całkowicie w ataku. Wystarczy napomnieć, że w ciągu 6 minut obie ekipy zdobyły zaledwie dziesięć punktów. Zryw Polek sprawił, że na niecałe dwie i pół minuty przegrywaliśmy jedynie sześcioma punktami, ale znów dała o sobie znać de Forge, która potrafiła odnaleźć się w każdej sytuacji w ataku. Głównie dzięki byłej zawodniczce Wisły Can Pack Kraków Czarnogóra przed ostatnią kwartą wyszła na najwyższe prowadzenie w meczu – 54:38.

Ostatnia część meczu nie przyniosła większych zmian. W polskiej drużynie losy meczu próbowały jeszcze odmienić Dźwigalska z Szott, jednak różnica punktowa była już zbyt duża, by można było nawiązać walkę.
Polkom zabraklo przede wszystkim skuteczności, bo woli walki nie można im odmówić. Warto też zwrócić uwagę na fakt, iż trener Maciejewski zbyt czesto rotował składem, co miało duży wpływ na poczynania obronne naszych zawodniczek. Brak zrozumienia w „przekazywaniu” był aż nadto widoczny.

Polska – Czarnogóra 53:70 (15:18, 11:19, 12:17,15:16)

Relacjonował Quentin.

Woy

Kibic NBA spod znaku Chicago Bulls od 1992 roku. Fan Magica Johnsona i Scottiego Pippena. W PLK na bieżąco śledzący wydarzenia od 1991 roku, fan Rajmondsa Miglinieksa i Josepha McNaulla. Chętnie dzielący się najświeższymi nowinkami oraz historycznymi wydarzeniami, które miał okazję oglądać. Pasjonat statystyk i cyferek. Koszykówkę ogląda na każdym poziomie; od NBA do PLK.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Gilmore zostaje na Kociewiu

Zgodnie z naszymi wcześniejszymi doniesieniami Brian Gilmore w kolejnym sezonie ponownie będzie bronił barw Polpharmy Starogard Gdański. 26-letni koszykarz przedłużył...

Zamknij